poniedziałek, 29 października 2012
sobota, 13 października 2012
Nie pytaj bracie: po co duszy gacie?
Skuteczność działania sił nadprzyrodzonych w walce o prawdę i sprawiedliwość jest nieoceniona. Potwierdzają to niepodważalne autorytety świątobliwe i wielebne. Jednakże warto pamiętać, że nawet czcigodni ojcowie korzystają chętnie także ze środków bardziej przyziemnych i pragmatycznych. Wiedzieli o tym doskonale i biskup Krasiński, i ksiądz Juszczyński - autorzy komicznych poematów o niezbyt pobożnym życiu pobożnych mnichów, o klasztorach, gdzie bronią przeciw oponentom mogą być kufle, szklanki, talerze, księgi, a nawet kropidło...
Poniżej zamieszczony tekst nie dotyczy tak dramatycznych zdarzeń. Rywalizacja, nawet ostra, jest, ale to tylko walka na pióra i literackie talenta. Artykuł opublikowany został w 1847 roku.
* * *
Ustęp z prawdziwej Monachomachii
Nie pamiętam, w którym to ze znaczniejszych miast Radziwiłłowskich - podobno, że w Nieświeżu - były w osiemnastym wieku dwa osobliwie klasztory, doznające względów książęcych, i walczące o nie ze sobą zacięcie, to jest: OO. Reformaci i Jezuici. Po zgonie któregoś z Radziwiłłowskiej rodziny, obydwa zgromadzenia na wyścigi starały się świetnością żałobnych obrządków okazać wdzięczność za doznawane od familii łaski, a tym samym nowe sobie zaskarbić. W obu kościołach sypały się gradem: mowy pogrzebne, elegie i epitafia, huczały dzwony jak na gwałt, gorzały świece, brzmiały śpiewy i muzyka.
Na ten raz przecie prości Reformaci wzięli górę nad subtelnymi synami Lojoli... (..) Tryumf ten zgotował braciszek Tadeusz (...) Przedstawił w końcu nabożeństwa duszę nieboszczyka Radziwiłła, w lekkim, przejrzystym odzieniu anielskim, ulatującą z katafalku do nieba. Koncept ten w całym mieście tyle narobił aplauzów i wrzawy, że ani wspomniano nawet o Jezuickich egzekwiach.
Wspaniałe animusze nie zniosą obojętnie żadnego upokorzenia. Bogobojni Ojcowie, nie mogąc zepsuć Reformackiego sukcesu, chcieli przynajmniej żółcią swą obryzgać jasny ich tryumf. Ojciec poeta, drugi może Baka*, nasmarzywszy kilka godzin mózgu, skomponował, ojciec kaligraf przepisał, a żak usłużny o świcie przylepił na drzwiach Reformackiego klasztoru następne epigramma:
"Wielce się żali Radziwiłła dusza,
Na Reformata, brata Tadeusza,
Że ją do nieba posyła bez gaci...
Niech mu Bóg płaci!"
Lecz brat Tadeusz, upojony świeżym powodzeniem, podniósł śmiało rzuconą rękawicę i ex promptu** wypalił natychmiast odpowiedź:
"Niech się nie żali Radziwiłła dusza,
Na Reformata, brata Tadeusza;
Będzie jej w niebie, choć bez gaci, dobrze -
Daleko lepiej niźli komu w bobrze."
(Wiadomo, że Jezuici nosili czapki bobrowe)
Ustęp ten z prawdziwej wojny mnichów, mam z autentycznego źródła, bo od Reformata z Radziwiłłowskiej Biały, na Rusi Podlaskiej.
R. Z.
(Przyjaciel Ludu 1847 nr 48)
* * *
*ks. Józef Baka ., (1707-1780), poeta
**ex promptu [łac.] - bez przygotowania, naprędce
środa, 18 lipca 2012
Krzyż swój krzyżem ofiarując…
W 1848 roku naród włoski, walcząc o własną wolność, ośmielił się podnieść rękę na zdrajcę – papieża, który w obronie swojej władzy, przeciw rodakom wezwał francuską armię. W odwecie z rąk zamachowca zginął współpracownik papieski Rossi, a sam następca Piotra musiał uciekać potajemnie z Rzymu. „Prawdziwi” Polacy-katolicy wówczas wystosowali wiernopoddańczą, paranoiczną odezwę do Piusa IX (Giovanni Feretti). Rumieniec wstydu występuje na me lica, czytać hadko…
Ojcze święty! Pogoda dusz wiernych zaćmiła się od czarnej niewdzięczności niektórych z ludu Twojego, przeciw Tobie, ich i naszemu Ojcu. Rumieniec wstydu wystąpił na lice nasze, że pośród rodziny tego brata naszego, ludu Włoskiego, znalazły się wyrodne syny wiary i wolności, co targnęły świętokradzką i ojcobójczą rękę na ojca i stróża wiary i wolności nie tylko ich narodu, ale i wszystkich ludów pasterstwa jego — że się znalazły pośród synów katy, co sztyletami stanęli na równi z mordercami koronowanymi ojczyzny naszej — z owymi niewdzięczniki, którym niegdyś Polska siostrą, lub matką, lub zbawicielką bywała.
Szkaradność zbrodni przeciw Tobie, Ojcze święty, dokonanej w Rzymie, wierne Twe dzieci Rzymskie skrępowała strachem, na którym zuchwała duma niewielu piętrzy się bezbożnie, i pomimo słów władzy i ojcowstwa Twego, pomimo zgrozy tak głośnej a żywej całego chrześcijaństwa, jeszcze nie schyliła głowy, nie ugięła kolana przed władzą a miłością Twoją. — Bezbożni! wyrzekli się wiary, gdy w dumie swej myśleli, że władza Twa słabsza aniżeli ich wola. — Bezrozumni ! wyrzekli się wolności, gdy w szaleństwie swojem umyślili, że wolność jest rozpasaniem woli, nie zaś ujęciem jej zewsząd w kluby prawa Bożego. I dla tego nie byli Ci wdzięczni, Tobie, dawcy prawdziwej wolności, ale zapamiętali na Twoją świętą targnęli się wolność.
Na głos Twej boleści, Ojcze święty, wszystkie ludy jękły. — Gdyby Polska żyła, jużby pod pędem jej rycerzy zatętniała ziemia, i jużby ostrzem swego miecza zaświeciła w pośród ciemności zbuntowanych swoich dzieci. Choć nie potrzebujesz, bo Pańska, a więc i Twoja cała jest ziemia, wszakże wszystkie Ci ludy, Ojcze ludów wszystkich, ofiarują gościnę, klęcząc u nóg Twoich. Jedna Polska dać Ci jej nie może, bo jej sama nie ma. — Rozćwiertowana, rozegnana, bombardowana, knutowana, i rozstrzeliwana, leży krzyżem u nóg Twoich, krzyż swój Tobie, coś krzyżem z krzyża, krzyż swój ofiarując Tobie.
Synowie Polski, tej wiernej córy kościoła, z rozproszenia i niewoli, choć zkąd inąd grzeszni, ku Tobie, Ojcze św., wznoszą ni zabójstwem, ni rozbojem, ni grabieżą sąsiadów, ni wywracaniem ołtarzy niezmazane ręce, a jednak w okowach; ku Tobie Ojcze święty, wierne dzieci Twoje, bijem sercem żywem, choć, jak i Twoje przebitem.
Tem podobieństwem z Tobą bezpieczni i silni z krzyżem naszym, Ojcze Święty, u stóp Twego tronu stoim, a jako znak żywota, koronę Twą cierniową na skroń naszą kładzim, tej samej się dla Polski, co dla Ciebie, spodziewać doli — bo jako Ty, na Bogu oparty, upaść nie możesz, choćby się na Cię miotał świat cały i piekło; tak i my, oparci na Tobie, pod krzyżem naszym dokończym pokuty, z korony Twojej weźmiem zmartwychwstanie.
Błogosławione męczeństwo Polski, że Twemu podobne. — Błogosławione, trzykroć błogosławione, gdy je, jako Cię błagamy, za własne Twe przyjmiesz, własnem uświęcisz i z własnem Bogu ofiarować będziesz. — Błogosławione, stokroć błogosławione cierpienia Twoje, bo zjednają nam światu miłosierdzie. — A jeżeli Bóg, karząc niewdzięczne syny, Twoją pielgrzymkę przedłuży, wierzymy, że ją, obróci na chwałę swoją. — Błogosławiona więc wówczas pielgrzymka Twoja, przez którą, dałby Bóg, abyś wiernych utwierdził, różnowierców do jedności porwał, a jako słońce przeszedłszy po wszech stronach świata, wiarą oświecił, wolnością ożywił, miłością zwalczył wszystkie serca Bogu.
Ufamy na koniec, że za Twą modlitwą, wolność z sprawiedliwością, równość z porządkiem i braterstwo z miłości zrodzone, jako promienie światła boskiego, zaświecą światu, i wszyscy poznają się braćmi, a dziećmi Twojemi;— a Ty Ojcze św. ze łzą pociechy im pobłogosławisz.
Dziś ze łzami Chrystusa, płaczącego nad Jeruzalem, błogosław nam, płaczącym nad rzekami Babilońskiej ziemi, i do Królowej korony Polskiej rzewne modły za Tobą wznoszącym.
Tak czują, tak pragną, tak do Ciebie wołają z ludu Polskiego i Kapłani, i męże, i matki, i dziatki, do stóp Twoich przypadając, Ty błogosław wszystkim, Ojcze najświętszy.
Dnia 1 Stycznia 1849 roku.
* * *
Odezwę w kilku językach ogłoszono m.in. w Przeglądzie Poznańskim oraz Przyjacielu Ludu. Autorem albo głównym inicjatorem był Jan Koźmian - ultrakonserwatysta katolicki, wydawca Przeglądu Poznańskiego, późniejszy ksiądz.
Dawno temu mistrz Jan z Czarnolasu, pisał: „Cieszy mię ten rym: Polak mądr po szkodzie, lecz jeśli prawda i z tego nas zbodzie, nową przypowieść Polak sobie kupi, że i przed szkodą, i po szkodzie głupi”. Gwoli sprawiedliwości, trzeba dodać, że nie wszyscy Polacy masochistycznie marzyli, aby być podnóżkiem papieskim. Byli nawet i tacy, którzy wespół w zespół z braćmi Italczykami bronili Rzymu przed francuskim najeźdźcą - sojusznikiem papieża. Aby wolność była wolnością, a nie niewolnictwem ujętym „zewsząd w kluby prawa bożego”. Tak mi dopomóż Freud…
wtorek, 3 lipca 2012
Tradycja nie umiera
"Piłkarska reprezentacja Polski przegrała z Rumunią w stosunku 2:4. Gracze nasi wykazali nadmiar gościnności. Przez cały czas meczu bramka polska stała przed gośćmi otworem" - tak krótko i treściwie podsumował mecz kadry polskich piłkarzy "Głos Poranny" 7 lipca 1937 roku. Porażka w Euro 2012 to też nie jest wina piłkarzy i trenera. To zasługa tradycyjnej polskiej gościnności, która, jak widać, w narodzie nie ginie...
A na gościnności można przecież dobrze zarobić: Pałac Smudy
A na gościnności można przecież dobrze zarobić: Pałac Smudy
sobota, 16 czerwca 2012
Nie chcę prywatnych, tylko rządowe
Niby napad, jak na Dzikim Zachodzie, ale z jakże zaskakującym finałem! Niezwykły rozbój relacjonował 3 czerwca 1912 roku łódzki dziennik „Rozwój”.
Napad bandycki. Wczoraj o godz. 11 i pół wieczorem ostatni pociąg kolei elektrycznej podjazdowej, zabrawszy z Łodzi dwa dodatkowe wagony, jechał w kierunku Pabianic. Na wagonie motorowym, prowadzonym przez maszynistę: Kazimierza Gawłowskiego, na platformie znajdował się konduktor Józef Dębicki, wewnątrz siedziało sześciu pasażerów; w wagonach dodatkowych, które miały być zepchnięte do remizy, prócz konduktora Władysława Jabłonowskiego nie było nikogo.
Na skręcie pomiędzy ulicą Wólczańską, a mostem kolei obwodowej, kiedy konduktor Dębicki zbliżył się do jednego z pasażerów, aby kupił bilet; ten szybko wyjął rewolwer i grożąc, że będzie strzelał, rozkazał konduktorowi, oraz innym pasażerom podnieść ręce do góry. Bandyta szybko zdjął przewieszoną przez ramię konduktora torbę, w której znajdowało się 19 rubli gotówką i poszedł do wagonów dodatkowych. Tutaj zwrócił się do konduktora Jabłonowskiego z żądaniem, aby oddał mu pieniądze, a gdy ten, sądząc, że to żarty, roześmiał się, bandyta, strzelił z rewolweru; kula przeszła koło ucha Jabłonowskiego i przebiła szybę wagonu.
Po zrabowaniu torby Jabłonowskiemu, w której było 27 rubli gotówką i bilety pasażerskie, bandyta dał sygnał, aby maszynista zatrzymał pociąg, a przy zwolnieniu biegu wyskoczył z wagonu i z łupem zniknął w ciemnościach.
Charakterystyczne było zachowanie się bandyty, gdy jeden z pasażerów zamiast podniesienia rąk oddał bandycie zwitek banknotów. Bandyta rzucił pieniądze mówiąc: „Ja nie chcę prywatnych pieniędzy, tylko rządowe".
Po zrabowaniu torby Jabłonowskiemu, w której było 27 rubli gotówką i bilety pasażerskie, bandyta dał sygnał, aby maszynista zatrzymał pociąg, a przy zwolnieniu biegu wyskoczył z wagonu i z łupem zniknął w ciemnościach.
Charakterystyczne było zachowanie się bandyty, gdy jeden z pasażerów zamiast podniesienia rąk oddał bandycie zwitek banknotów. Bandyta rzucił pieniądze mówiąc: „Ja nie chcę prywatnych pieniędzy, tylko rządowe".
Subskrybuj:
Posty (Atom)




