środa, 14 sierpnia 2013

Kalisz 1914 [1] - Szampan lał się strumieniami...

Niemcy to wychodzili z miasta, to wkraczali z powrotem, a ile razy wrócili - kończyło się to zawsze wariacką strzelaniną, po której wojsko znów się wycofywało, by zacząć bombardowanie. W chwilach ciszy ludzie wylegali przed bramę jak roje pszczół, śmielsi szli w miasto oglądać szkody wyrządzone przez pociski. Tu trafiło w mieszkanie i zabiło w nim dwoje ludzi, tam leżały na ulicy nie pogrzebane trupy, ktoś widział nawet dziecko z głową rozbitą na miazgę.
Tak pisała Maria Dąbrowska w "Nocach i Dniach" o pogromie Kalisza, bombardowanego i palonego przez Niemców w sierpniu 1914 roku. Do dziś nie udało się ustalić co było prawdziwą przyczyną barbarzyńskiego działania okupanta. Może to jeden z pierwszych objawów rodzącego się niemieckiego nacjonalizmu, który wkrótce przyniósł użycie broni chemicznej, a wiele lat później jeszcze okrutniejszą II wojnę światową? Przejaw bezwzględnego nacjonalizmu, nie uznającego prawa do życia innych narodów..? Poniższa relacja świadka wydarzeń została opracowana na podstawie cyklu artykułów w łódzkim dzienniku "Rozwój" opublikowanych w 1918 roku. Mikołaj Kostenko [Kostienko] był pomocnikiem komisarza cyrkułu. Kiedy Rosjanie opuszczali Kalisz, gubernator Rafalskij mianował go naczelnikiem pozostawionej w mieście policji.

* * *

W niedzielę [2 sierpnia 1914 r.] po południu przybyły wojska niemieckie do Kalisza. Weszło ich niewiele, może kompania. Miasto przyjęło je ze spokojem i powagą. W hotelach władze wojskowe zastały kilku okolicznych ziemian, którzy poczęli się umawiać z Niemcami o dostawę prowiantów. W hotelu Europejskim było gwarno.

Przed wejściem armii niemieckiej w Kaliszu wrzała robota. Urzędnicy rosyjscy porządkowali, pakowali, wywozili lub niszczyli akta. Polecono, aby pieniądze papierowe, będące w kasie guberialnej zostały spalone. Pociąg z urzędnikami odszedł z soboty na niedzielę o godzinie 3 rano. Równocześnie zaczęto niszczyć mosty i palić składy komory celnej. Rano gubernator był jeszcze w Kaliszu. Czekały na niego i na wyższych urzędników samochody.

Kasjer Sokołow, spaliwszy pieniądze w kasie guberialnej, dwa worki srebra wpakował do samochodu gubernatora i oddał mu protokoły o spalonych pieniądzach. Sokołow pozostał w Kaliszu. Więźniów nie wypuszczono i cały nadzór więzienny pozostał na miejscu wraz z policją.

dworzec kalisz

 W poniedziałek rano, ubrany w urzędowy uniform poszedł Kostenko do komendanta Kalisza [major Hermann Preusker] , przedstawił mu się i oddając miasto prosił o zwolnienie. Komendant chciał, aby policja dalej strzegła miasta, ale Kostenko stanowczo oświadczył, że spełnić tego nie może, gdyż nie odebrał pod tym względem dalszych rozkazów swojej władzy. Wtedy posterunki niemieckie zajęły miejsca na rogatkach, a rosyjska policja została zwolniona.

Czasy nie były zbyt pewne. Już po wyjściu wojska rosyjskiego w Kaliszu zaczęły się kradzieże. W niedzielę przed południem policja rosyjska zaaresztowała kilkunastu rzezimieszków z tobołkami, z których posiadania nie potrafili się wytłumaczyć. Wylazły też i jakieś czarne siły, gotowe zawsze do rabunku. Po mieście uwijały się też innego rodzaju osobniki, dotąd na ulicach nie widziane. Mimo to, wszędzie było w miarę spokojnie, handle wszystkie otwarte, pijanych na ulicach sporo.
dworzec kolejowy kalisz

Kostenko odchodząc z biura komendanta prosił, aby mu rewolwer zostawiono, na co tenże się zgodził. Zażądał jednak Preusker słowa, że się Kostenko bez jego zezwolenia z miasta nie oddali. Na co ma się rozumieć, słowo otrzymał.

Po południu w poniedziałek pijanych na ulicach było coraz więcej, mimo to ruch panował zwykły. W Europejskim hotelu w dalszym ciągu pito szampana, który lał się strumieniami.

cdn...

sobota, 3 sierpnia 2013

Niemiecki post, polski most...

O akcji masowego odchodzenia od religii w Niemczech informowała Gazeta Toruńska 10 marca 1912 roku. Z dużym zadziwieniem, chociaż niczego zaskakującego w tym nie było. Wiara Niemców w Chrystusa od dawna miała w Polsce opinię płytkiej niczym przykościelna kałuża. Nasi rodacy mawiali przecież, że „polski most, niemiecki post i cygańskie nabożeństwo, wszystko to błazeństwo”. Niemcy w rewanżu mogą rzeczywiście naśmiewać się z nie tylko z jakości polskich mostów, ale i stanu dróg w Rzeczpospolitej. Minione 100 lat właściwie niewiele tu zmieniło...

* * *
Niedowiarstwo w Niemczech

Pod przewodnictwem profesora Ludwika Gurlitta w Steglitz utworzył się komitet „Bezwyznaniowych", który chce wywalczyć zupełne uznanie i równouprawnienie państwowe 200 tysiącom bezwyznaniowych żyjącym obecnie w Niemczech. W tym celu stara się komitet przedewszystkiem o tłumne wystąpienie z kościołów krajowych zwłaszcza nauczycieli, urzędników i osób zajmujących stanowiska w życiu publicznem.

Plan powyższy przeprowadza się w ten sposób, że mężowie zaufania, rosproszeni po całej Rzeszy, zbierają nazwiska takich osób, które w duchu nie uznają już nauk Kościoła. Wszystkie te osoby wystąpią z kościołów w jednym dniu, prawdopodobnie w jesieni b. r. Po kilku tygodniach publicznej agitacyi zwerbowano już 51 mężów zaufania w Hanowerze, Kolonii, Hamburgu, Królewcu, Monachium, Frankfurcie nad Menem i innych miastach, nawet - jak donosi z tryumfem "Berl. Tagbl." - czysto katolickich.

Wśród osób, które już wystąpiły z kościołów znajdują się etatowo ustanowieni urzędnicy średniej i wyższej kategoryi, jak nauczyciele gimnazyalni, profesorowie uniwersyteccy, urzędnicy pocztowi i sądowi, lekarze, inżynierzy, artyści i wielcy przemysłowcy. Wszyscy dali oni słowo honoru, że w oznaczonym terminie przystąpią do bezwyznaniowych, nie uznających żadnej religii.

piątek, 2 sierpnia 2013

Powstanie Warszawskie: patriotyzm nie zwalnia od myślenia...

powstanie warszawskie
Powstanie warszawskie - oddziały Armii Krajowej opuszczają miasto po kapitulacji
Z rocznicowych reportaży wynika jedna przerażająca prawda: powstańcy warszawscy rozumieli patriotyzm wyłącznie jako gotowość do złapania za broń i niszczenia wroga. W pojęciu tym "upychali" także osobiste poczucie krzywdy, zniewolenia i narastającą chęć zemsty. Ich świat był czarno-biały, jak stare kroniki. Nie dopuszczali do siebie (albo tylko dziś tak mówią) myśli, że bardziej będą potrzebni swojej ojczyźnie żywi, niż martwi. Nie myśleli o tym, że tuż za rzeką stoi drugi wróg i czeka na rozwój wypadków. Nie myśleli..? Nie mieli wątpliwości? Do dziś szukają usprawiedliwienia dla swojego bohaterskiego czynu. Oczekują naszej wdzięczności. Pamięć im się należy, ale czy wdzięczność? Za co? Za bezrozumne działanie, które przyniosło narodowi tylko straty? Czy uznając ich racje mamy prawo krytykować Jaruzelskiego za stan wojenny albo tzw. stronnictwo patriotyczne za sojusz z Prusami, który przyspieszył rozbiory?
Nie pozwólmy narzucić sobie takiej wizji świata, takiego pojęcia patriotyzmu! Patriotyzm nie zwalnia od myślenia...

Kawa dla ufoludka

"Witamy latające spodki. Dla Was kawa za darmo" - tak właściciel restauracji na Florydzie w 1952 roku zachęcał do wizyty załogi UFO. O ile nam wiadomo ufoludki nie skorzystały z zaproszenia. Może go nie zauważyły, może nie znały języka... Zdjęcie zrobiono tradycyjnie, z samolotu...

kawa dla ufo

czwartek, 1 sierpnia 2013

O uśmiech proszę, ptaszek leci!

Na pomysł wykorzystania gołębi do fotografowania wpadł... niemiecki farmaceuta Julius Neubronner. W swoim fachu był kimś, pełnił nawet funkcję nadwornego aptekarza cesarzowej Wiktorii Adelajdy. Zasłynął jednak w innej dziedzinie. 
W roku 1908 opatentował wynalazek fotografii z lotu ptaka. Wcześniej korzystał często z gołębi pocztowych, aby szybko dostarczać recepty lub zaopatrywać się w składniki leków. W wolnym czasie Neubronner amatorsko fotografował i filmował. W 1907 roku udało mu się skonstruować miniaturowy aparat fotograficzny. Za pomocą specjalnych szelek umocował go na gołębiej piersi. Podczas lotu aparat robił zdjęcia w regularnych odstępach czasu. Nowatorski sposobów fotografowania oraz wykonane zdjęcia przyniosły mu złote medale na międzynarodowych wystawach oraz światową sławę. Naturalnie, wynalazek niemieckiego aptekarza przydał się bardzo podczas I wojny światowej i później.