Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zgierz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zgierz. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 lutego 2012

Powstanie Styczniowe - wspomnienia Jaworskiego - 2

Fragmenty mało znanego pamiętnika Wiktora Jaworskiego – oficera, przedstawiciela Rządu Tymczasowego. Krytyczna, miejscami sensacyjna relacja uczestnika powstania. Wspomnienia pod tytułem „Notatki o powstaniu w łęczyckim powiecie” przez Stanisława Bellinę, opublikowane zostały przez Agatona Gillera w zbiorze „Polska w walce” [Paryż, rok 1868]. Pisownia oryginalna, śródtytuły – WK]

* * *

Część II - Masakra w Dobrej czyli trafiła kosa na Moskala

Pobyt w Zgierzu ułatwił Moskwie otrzymanie rzeczywistych wiadomości o sile i uzbrojeniu powstańców i ośmielił ją do zaczepnego ruchu. Powstańcy powrócili na obozowisko pod Dobrą - Moskale w liczbie kilkuset piechoty i sotni kozaków poszli za nimi. Lecz oficerowie carscy nie spieszyli się do bitwy. Marsz odbywali powolnie, a na kwadrans przed wejściem do boru (24 Lutego) zatrzymali się przez dziesięć minut dla popasu, na którym raczyli żołnierzy swoich gorzałką. Nasi mieli więc dosyć czasu do przygotowania się do boju, lecz nie było ładu i komendy w obozie. Można było uniknąć bitwy i pójść głębiej w bory, lub też zdecydowawszy się na walkę, rozstawić się jak należy, dobrze przetrzepać Moskali, którzy nie mieli wielkiej siły, zostawali pod wpływem dziwnego strachu i tylko gorzałką zachęcili się do bitwy. Sawickiego nie było, wydalił się z obozu po żywność i inne potrzeby dla powstańców.

Co robił i gdzie był Dr. Dworzaczek w chwili uderzenia na obóz Moskali? Nie wiadomo. Nie było go przecież widać na miejscu w początku bitwy, a gdy już popłoch między powstańcami stał się ogólnym, powstrzymać go nie umiał. Zsiadłszy z konia, pieszo wraz z innymi uchodził. Koloniści niemieccy z Nowosolny schwytali go i związanego dostawili do Łodzi. Moskale przewieźli go do Łęczycy, zkąd po ośmiomiesięcznem więzieniu wysłany na wygnanie do Rossji. Doktór Dworzaczek człowiek z poświęceniem i zdolny urzędnik, wodzem był żadnym, nie dziw więc, że został pod Dobrą rozbity.

Bój przedłużał się od południa do piątej wieczorem i zamienił się w końcu na ręczne zapasy. Obraz pobojowiska był przerażający. Około siedmdziesięciu najokropniej pokaleczonych polskich trupów i bardzo wielu ciężko poranionych, obdartych do naga przez moskiewskie żołdactwo, zaległo pole bitwy. Niektórzy ranni przewiezieni byli do Łodzi, z tych zaraz siedmiu wyzionęło ducha. Pomiędzy poległymi był Gadomski akademik, Orłowski i dwie kobiety. Jedna, Marja Piotrowiczowa z domu Rogalińska,lat 23 licząca, żona nauczyciela wiejskiego, napadnięta i obskoczona przez Moskali, odpędzała ich kosą od siebie, w końcu legła zabita obok swego męża; drugą była Katarzyna, służąca. Pastwienie się żołdaków nad ciałami zabitych kobiet świadczyło o dzikości wojska. Piotrowiczowa miała dwieście pięćdziesiąt ran na swojem ciele. Inne trupy nosiły ślady również barbarzyńskiego okrucieństwa.

Wrażenie jakie ta klęska sprawiła, było najgorsze. Powstanie łęczyckie długo nie mogło po niej przyjść do siły i poważniejszego wystąpienia. Wiele nadziei w niwecz się obróciło, duch w powiecie osłabł, zapał wojenny zmniejszył się w Polakach, a Moskale nabrali otuchy. Lecz mieszkańcy okolicy, nie poprzestali na tej nieszczęśliwej próbie. Sawicki powtórnie zaczął zbierać ochotników, a otrzymawszy nominację na organizatora sił zbrojnych powiatu łęczyckiego, zaczął się szczerze krzątać około sformowania i uzbrojenia oddziału. Organizacja jednak miejscowa cywilna, niechętnie widziała go na wyższym stopniu i nie chciała mu pomagać, co rozumie się niszczyło jego dobre chęci. Sawicki był popularnym w niższej klasie ludności, lecz nie posiadał stosunków i uznania pomiędzy właścicielami. Kredyt zaś i zaufanie w mieszczaństwie utracał powoli z powodu nadużyć, jakich się dopuszczali ajenci, którymi się wyręczać musiał. Temi to nadużyciami tłumaczyła miejscowa organizacja i niestety słusznie swoją niechęć do nowego wojennego organizatora powiatu. Sądzę jednak, że gdyby mu była gorliwie dopomogła, zapobiegłaby przez to nie jednemu smutnemu lub gorszącemu zdarzeniu.
Cdn...

wtorek, 31 stycznia 2012

Powstanie Styczniowe - wspomnienia W. Jaworskiego [1]

Fragmenty mało znanego pamiętnika Wiktora Jaworskiego – oficera, przedstawiciela Rządu Tymczasowego. Krytyczna, miejscami sensacyjna relacja uczestnika powstania. Wspomnienia pod tytułem „Notatki o powstaniu w łęczyckim powiecie” przez Stanisława Bellinę, opublikowane zostały przez Agatona Gillera w zbiorze „Polska w walce” [Paryż, rok 1868]. Pisownia oryginalna, śródtytuły – WK.

* * *

Część I - Patriotyzm i sztucery

Powiat łęczycki, nie był w Polsce ostatnim co do okazania uczuć patrjotycznych w manifestacjach, jak również w pochwyceniu za oręż w 1863 roku. W roku 1860-61 i 62 manifestacje jakie czyniła ludność Warszawy, powtarzały się to w krótkim czasie, chociaż wiele miast w tym powiecie jest fabrycznych, a w nich jak na przykład w Łodzi, prawie większość mieszkańców składa się z Niemców.

Siła narodowa, jaka ogarnęła Polskę, była tak potężną, że ulegali jej nawet zwykle niechętni nam cudzoziemcy, tak dalece, że pomiędzy napływową, obcą ludnością łęczyckiego powiatu, ruch był rownież ogólny, jak pomiędzy polskimi mieszkańcami, i różnica narodowości pomiędzy niemi zacierała się z dniem każdym. Z biernego w początkach zachowania się, przerzucili się Niemcy w czynnych przeciwników Moskali, a mianowicie też więksi właściciele majątków ziemskich pochodzenia niemieckiego, okazali się gorliwymi polskimi patrjotami. Udział ich w uroczystościach narodowych był bardzo szczery. Niemki ubrały się w żałobne suknie jak i Polki. W miastach nie łatwo było widzieć inną barwę sukni jak czarną lub szarą.

W rocznicę unji Litwy z Polską z miast naszych wyszły świetne processje do krzyży przy drogach stojących, z narodowemi chorągwiami, wieczorem zaś rzęsista illuminacja, szczególniej w Łodzi, była świadectwem radości mieszkańców. W Zgierzu, gdzie się znajdowałem, nie widziałem jednego ciemnego okna. Wszędzie gorzało światło wśród wieńców i bukietów. W rocznicę śmierci Kościuszki, we wszystkich kościołach katolickich, protestanckich i żydowskich odbyły się nabożeństwa. Umiarkowanie w tych uroczystościach zachowane było, a porządek i spokój nie był naruszonym. Tylko w stolicy powiatu, Łęczycy, wyszła ludność z granic przyzwoitych i dopuściła się z zniewagi biskupa kujawsko-kaliskiego księdza Marszewskiego, któremu wyprawiła kocią muzykę, wśród nieprzyjaznych okrzyków i kamieni oprowadzając karetę jego po rynku (3 Września 1861).

W początkach Lutego 1863 roku, w mieście Łodzi został sformowanym pierwszy zbrojny oddział powiatu łęczyckiego, wynoszący paręset ludzi, na owe czasy nie źle uzbrojony, bo trzecia część powstańców posiadała sztucery. Oddział ten poprowadził w Sieradzkie ksiądz J. C. W parę tygodni drugi oddział także z kilkuset ludzi sformowany został w okolicach Łodzi i Zgierza. Nad tym oddziałem w braku uzdolnionych oficerów objął dowództwo nieznający wojny doktor Dworzaczek, naczelnik cywilny powiatu łęczyckiego. Pod dowództwem zdolnego fachowego oficera, mógł był ten oddział szybko wzrosnąć do tysiąca ludzi. Wszystko sprzyjało jego organizacji. Okolica leśna, znaczny napływ ochotników ułatwiał formację. Moskwa wówczas posiadała w powiatowych miastach nie tak liczne załogi, ażeby się nie można było kusić o ich zniesienie. Odsunięcie Józefa Sawickiego od dowództwa który miał zasługę zebrania oddziału, wywarło niekorzystny wpływ na młodzież, która sprzyjała Sawickiemu.
Stojąc w lasach pod wsią Dobrą w okolicach Strykowa, blisko przez trzy tygodnie zostawali łęczyccy powstańcy w spokojności, nie zaczepiani przez nieprzyjaciela. W nocy z dnia 21 na 22 Lutego ruszyli z miejsca i przymaszerowali do Zgierza w celu zebrania większej liczby ochotników i różnych rekwizytów wojskowych. Mieszczanie przyjęli ich z prawdziwym zapałem.

Cdn...