wtorek, 28 czerwca 2016

Buciki po części wywołane

maksymilian piotrowski portret damy w białej sukni
Koniec długiej ery długich sukien obwieszczał w roku 1849 "Kurier Warszawski". Kobiety zaczęły odważnie pokazywać kostki i buciki. Jednakże zająwszy się dołem autor nie wspomniał nic o górze. A przecież romantyczne damy lubiły duże ekspozycje górne... Jak ta z portretu Maksymiliana Piotrowskiego z roku 1858.

Ważna zmiana, o której już wspomnieliśmy parę razy, zaszła w tych czasach w strojach płci pięknej. Nie mówimy tu o szubkach, salopach i płaszczykach, bo krój tychże z samej natury i przeznaczenia zimowych ubiorów, posiada więcej warunków trwałości. Nie mówimy o kapelusikach, bo konieczna ich zmienność nie zadziwia nikogo, ale suknie.. Wszystkie w ogóle suknie już niewątpliwie są krótsze!... Po tak długiem długich spódnic istnieniu, moda wyrzekła, że spódnica w całem swojem i jednostajnem dolnem okoleniu, spoczywać winna na podbiciu nogi, a raczej, z przeproszeniem pięknych Dam, na podbiciu nóżki. Co więcej, już i buciki są po części wywołane, a natomiast płytki trzewiczek do pierwotnych prerogatyw powrócił. Zresztą, o ile z kronik dobrego smaku wyczytać mogliśmy, białe suknie z lekkich tkanin bengalu lub organdyny, zdobne błękitną lub różowa przepaską, stanowić mają ubranie na zwyczajne wieczory, przez najwykwintniejsze elegantki przyjęte.


Kurier Warszawski 17 stycznia 1849 roku (środa).

wtorek, 10 maja 2016

Miałaś Zdunio Złoty Róg

Sto lat istnienia liczy już Zduńska Wola. Za miesiąc będzie się ona nazywać Złotym Rogiem - poinformował 9 maja 1925 roku dziennik "Głos Polski".

Pospolita Zduńska Wola przekształca się w arystokratyczny Złoty Róg - wtórowała mu "Republika"
Zdaniem łódzkiej prasy przemianowanie miasta miało być kulminacyjnym punktem obchodów stulecia powstania Zduńskiej Woli. "Głos Polski" przekonywał, że dokona tego sam prezydent Rzeczypospolitej Stanisław Wojciechowski.

Założenie miasta Zduńskiej Woli było możliwe dzięki dekretowi cara Aleksandra I z 15 maja 1825 roku. Uroczystości setnej rocznicy zaplanowano na 31 maja i 1 czerwca. W planie pierwszego dnia obchodów znalazła się msza celebrowana przez biskupa Tymienieckiego, uroczyste otwarcie gimnazjum państwowego oraz położenie kamienia węgielnego pod gmach szkoły powszechnej. 1 czerwca miało odbyć się święto przysposobienia wojskowego, z udziałem pułków i garnizonów wojskowych z powiatu łaskiego i sieradzkiego oraz wystawa przemysłowo-handlowa. Po uroczystościach przewidziano zabawy ludowe urządzone przez zduńskowolski magistrat. Wszystko odbyło się zgodnie z planem. Nawet prezydent Wojciechowski dopisał. Tylko sensacyjna wiadomość o zmianie nazwy miasta okazała się dziennikarską kaczką, powielaną bezkrytycznie przez media. Już 11 maja "Republika" zamieściła w dziale "Skrzynka do listów" pismo burmistrza Zduńskiej Woli - Tadeusza Szaniawskiego dementujące prasową plotkę.
Wiadomość ta jest niezgodna z prawdą. Magistrat i mieszkańcy miasta dowiedzieli się o tym projekcie dopiero z prasy - wyjaśnił burmistrz.

Kto wypuścił tę kaczkę-oszustkę nie wiemy do dziś... "Głos Polski" próbował zrehabilitować się sprytną woltą:
Złotym rogiem, jakim uczci Zduńska Wola swój jubileusz będzie wielki gmach szkolny...
31 maja 1925 roku rozpoczęło się wyjątkowe wydarzenie w dziejach Zduńskiej Woli. Na dworzec kolejowy przyjechał prezydent Rzeczypospolitej, wojewoda Ludwik Darowski, kurator okręgu łódzkiego dr Jarosz, prezes izby skarbowej Towarnicki, generał dywizji Jung oraz biskup Tymieniecki. A tu konsternacja, na peronie pustki. Nikt z władz miasta nie pojawił się, aby ich powitać...

Honor pułku

50 złotych grzywny kosztowało 25-letnią częstochowiankę napisanie listu w obraźliwym tonie.

W lutym 1924 roku Pelagia Moś z Częstochowy wysłała list do generała, dowódcy okręgu Korpusu w Łodzi. Była to skarga na dowódcę 27 p.p. pułkownika Sadowskiego* z powodu rzekomego złego traktowania jej męża, sierżanta Piotra Mosia. Niestety sprawy nie załatwiła, a napytała sobie jeszcze więcej biedy.

W liście, zdaniem generała, użyła obraźliwych wyrażeń. Między innymi napisała:
Pan generał przychyli się do mej prośby i sprawę tę sprawiedliwie rozpatrzy, nie trzymając się przysłowia, „że kruk krukowi oka nie wykole", gdyż w przeciwnym razie będę zmuszona sprawę tę poruszyć do wyższej władzy, gdyż w ten sposób, jak wyraził się pan pułkownik, zdrowych jak konie, tych słów nie powiedziałby ani niemiec, lub moskal.
koszary 27 pułk piechoty częstochowa
Za te pomówienia Pelagia Moś stanęła przed sądem. Przyznała się do napisania listu, a na swoją obronę miała tylko świadectwo od lekarza, że w tym czasie cierpiała na rozstrój nerwowy. Tłumaczyła się, że nie zdawała sobie sprawy z tego co pisze.

W czasach II RP wojsko było instytucją powszechnie szanowaną, a oficerowie bardzo wyczuleni na punkcie swojego honoru. Sugerowanie, że władza wojskowa jest układem, sitwą czy grupą kolesi dbających tylko o własne interesy wiązało się z poważnymi konsekwencjami. Wymiar sprawiedliwości nie pobłażał takim wybrykom.
Sąd okręgowy w Łodzi w maju 1925 roku skazał Pelagię Moś na 50 złotych grzywny z zamianą na 7 dni aresztu.


*płk piechoty Ignacy Sadowski (1 XII 1923 - 12 XII 1925)

wtorek, 3 maja 2016

Majowa chwila jak meteor

I modlitwa płynęła potężnemi dźwiękami, odrywała się od ziemi, płynęła wzwyż ku niebu, co jakby w odpowiedzi pogodnym uśmiechem wiosennego słońca zdawało się symbolizować nadchodzącą wiosnę w życiu narodu…
Na tak niebotyczne poziomy dotarła myśl autorów okolicznościowego wydawnictwa „125-lecie Konstytucji na ziemiach Piotrkowskiej, Sieradzkiej i Kaliskiej”, wydanego w lipcu 1916 roku. Zapewne wielu uczestników tych wydarzeń odczuwało podobną ekstazę. My jednak unikając wzniosłej mistyki, starajmy się trzymać ziemi i szukać faktów.

125-lecie Konstytucji na ziemiach Piotrkowskiej, Sieradzkiej i Kaliskiej

W grudniu 1915 roku wojska niemieckie i austriackie zajęły całe Królestwo Polskie. Rosjanie zostali wypchnięci za linię przebiegającą od Zatoki Ryskiej przez Baranowicze, Tarnopol, po Kamieniec Podolski na brzegach Dniestru. Okupanci utworzyli na ziemiach polskich dwie strefy i ustanowili w nich urzędy gubernatorskie: niemiecki w Warszawie i austriacki w Lublinie.

Komitet obchodów rocznicy Konstytucji 3 Maja w Łodzi

Po 1,5 roku wojny państwa centralne wprawdzie opanowały znaczną część Europy, ale do ich zwycięstwa nadal było daleko. Walka na dwa fronty wyczerpywała siły tych dwóch państw. Od początku wojny Niemcy rozrzucali na terenach polskich pod rosyjskim zaborem ulotki z wiele obiecującą odezwą dowództwa armii. Przedstawiali się w niej jako wyzwoliciele spod rosyjskiego jarzma i proponowali wspólną walkę z barbarzyńskim zaborcą ze wschodu. Jednocześnie nie wahali się stosować wobec zdobytych terenów okrutnych metod wojny totalnej. Najwięcej na ten temat mieli do powiedzenia mieszkańcy najbardziej poszkodowanych miast: Kalisza i Częstochowy.

Łódź 3 maja 1916

Po opanowaniu zaboru rosyjskiego niemieccy i austriaccy okupanci grabili co mogli, ale oficjalnie zmienili politykę wobec ludności polskiej. Chodziło im głównie o pozyskanie rekruta, potrzebnego do dalszego prowadzenia wyczerpującej wojny. Okazją do sprawdzenia intencji władz okupacyjnych była przypadająca w maju 1916 roku 125 rocznica Konstytucji 3 Maja. Niespodziewanie okazało się, że niemieckie i austriackie gubernatorstwa nie stawiały żadnych przeszkód w urządzeniu obchodów rocznicowych. W miastach Królestwa powstały więc komitety do organizacji uroczystości i szybko przystąpiły do pracy. Według autorów wspomnianego wydawnictwa nastąpił wtedy moment odrodzenia narodu, niczym mitycznego feniksa z popiołów:
125 lat minęło od chwili owej, co błysnęła, jak wspaniały meteor, a po której nastała epoka dla nas męczeństwa, niewoli, epoka szatańskich wysiłków, dążących do upodlenia i zabicia w żywym narodzie ducha. Próżna praca. Duch narodu wielkiego odradza się nieustannie, jak feniks z popiołów, a z ognia udręczeń wychodzi coraz piękniejszy, coraz silniejszy czystszy.
3 maja 1916 łódź

We wszystkich kościołach katolickich w Łodzi 3 maja 1916 roku odbyły się uroczyste nabożeństwa. Nawet salę gimnastyczną szkoły Handlowej Kupiectwa Łódzkiego zamieniono w kaplicę. Przed specjalnie urządzonym ołtarzem odprawiono mszę dla uczniów, zakończoną poświęceniem sztandaru szkolnego. Okolicznościowe nabożeństwa odbyły się również w kościele ewangelickim Świętej Trójcy oraz w synagodze gminy starozakonnych przy ulicy Wolborskiej i w synagodze przy ulicy Spacerowej.

pabianice maj 1916

O godzinie 12 w południe z rynku Targowego wyruszył pochód. Przechodził kolejno ulicami: Nowo-Targową, Średnią, Nowym Rynkiem i Piotrkowską, aż do kościoła Św. Stanisława Kostki. O rozmiarach pochodu świadczył fakt, że kiedy jego koniec formował się jeszcze na placu Targowym, czoło sięgało już Nowego Rynku. Hasło do rozpoczęcia pochodu dał hejnał, wykonany przez heroldów. Duchowieństwo zaintonowało „Boże, coś Polskę” i poszli… Jak relacjonują autorzy pamiątkowego albumu:
Pieśń, podchwycona przez przeszło 50-tysięczną rzeszę, zelektryzowała wszystkich. Zapanował nastrój tak uroczysty, iż tysiące obecnych: kobiet i mężczyzn, dzieci i pokrytych siwizną starców nie mogło powstrzymać łez wzruszenia na dźwięki tej pieśni błagalnej, bijącej do Niebios jedną, jedyną przebolesną prośbą: „Ojczyznę, wolność racz nam wrócić, Panie”.
Przez cały czas trwania pochodu biły dzwony w kościele ewangelickim Świętej Trójcy. Dźwięki dzwonów kościoła Św. Stanisława Kostki powitały pochód, gdy zbliżył się do końca swojej drogi. Kiedy delegacje ze sztandarami wkroczyły do kościoła, chór odśpiewał pieśń „Boże Ojcze”, a następnie hymn „Boże, coś Polskę”. Proboszcz parafii NP Marii, ks. Popławski, wygłosił potem wzniosłe kazanie okolicznościowe, przypominające istotę święta Trzeciego Maja.


Po kazaniu ks. oficjał Henryk Przeździecki poświęcił tablicę pamiątkową wmurowaną w ścianę kaplicy bocznej. Wykonana z ciemno-czerwonego marmuru tablica zawierała następujący napis:

ROKU WIELKIEJ WOJNY
I WIELKICH NADZIEI NARODU W DNIU PIERWSZEGO W ŁODZI
UROCZYSTEGO OBCHODU
ROCZNICY KONSTYTUCJI 3 MAJA
NA WIECZNĄ RZECZY PAMIĄTKĘ 1916.

Poza wybitnie religijnym, uroczystości 3-majowe miały charakter zdecydowanie antyrosyjski. „Gazeta Łódzka” 4 maja 1916 roku wspominała i upominała:

Walczący o niepodległość Ojczyzny przemożnej sile wroga uledz musieli. Od tej pory rozpoczyna się bezprzykładny w dziejach okres prześladowań naszego narodu i bohaterskich walk jego o wolność. Czyż dziś nie znajdujemy się w analogicznych warunkach politycznych. Czyż i dziś jeszcze nie mamy ugodowców – moskalofilów, jak ongi targowiczan, i rozumnych obywateli, którzy, jak konfederaci barscy, widzą jedyną drogę do wyzwolenia Ojczyzny w walce zbrojnej, do upadłego, z ciemiężcą, który łamał traktaty, poczynionych obietnic nie dotrzymywał i jako cel postawił sobie zagładę duszy polskiej. Lecz ani szubienice, ani kazamaty, ani tajgi syberyjskie ducha narodu złamać niezdolne, czego dowodem był wczorajszy uroczysty obchód rocznicy Konstytucji majowej.
Podobne uroczystości odbyły się w Pabianicach, Zgierzu, Konstantynowie, Aleksandrowie oraz Kaliszu, niespełna 2 lata temu zrównanym z ziemią przez niemieckie wojsko, i w Częstochowie, w której na początku wojny zamordowano bez powodu kilkunastu mieszkańców, ponad tysiąc mężczyzn wywieziono do Niemiec, jako „polskich bandytów”, a na miasto nałożono wysoką kontrybucję.
3 maja 1916 w Kaliszu

Zachwyceni przebiegiem łódzkich uroczystości autorzy pamiątkowego albumu upajali się poczuciem wspólnoty:
Wszystkie świątynie katolickie, odpowiednio przybrane, przepełnione były zastępami wiernych, zespolonych we wspólnych pieniach narodowych i gorących o lepszą przyszłość modłach.
Jedność ta była jednakże ułudą. Zapomniano, że państwa nie zbuduje się na jedności, bo jest ona na dłuższą metę niemożliwa w żadnej tak dużej grupie ludzi, jak naród. Podstawą państwa jest zdolność jej obywateli do kompromisu, zaakceptowanie odmienności i ich prawa do życia. Kompromis ten albo jest narzucony siłą przez władcę, albo, jak w demokratycznych narodach, budowany oddolnie wskutek zrozumienia przez obywateli wspólnoty interesów.

Konstytucja 3 Maja miała być takim kompromisem, zaproponowanym przez światlejszą mniejszość przy znacznym udziale króla. Ten trudny do osiągnięcia, ale możliwy, kompromis miał ratować upadającą Polskę. Niestety, nie wszyscy byli na niego gotowi. Większość decydująca o losach kraju nie była… W pracach nad Konstytucją brało udział zaledwie kilka osób. Z grona katolickiego kleru: tylko biskup kamieniecki Adam Stanisław Krasiński oraz księża: Hugo Kołłątaj i Stanisław Staszic. Jedynym duchownym wśród sygnatariuszy był Józef Korwin Kossakowski, biskup inflancki i kurlandzki.

Przeciwnikami Konstytucji byli ci, w których interesy godziły proponowane zmiany: znaczna część magnaterii, która musiałaby pożegnać się ze swoją pozycją oraz znaczna część szlachty, która nie chciała uznania pańszczyźnianego chłopa za obywatela i nadania praw mieszczanom. Z tych samych powodów Konstytucja była nie do przyjęcia dla wyższego kleru. Kuria rzymska i polski kler obawiali się ponadto, że Polacy nie poprzestaną na tej kompromisowej Konstytucji. Podejrzewali, że – wzorem rewolucjonistów francuskich – pozbawią ich wkrótce funkcji państwowych, odbiorą majątki i zlikwidują przywileje. Pierwszy krok został zrobiony: ustawa wprowadziła 20-procentowy podatek dla duchowieństwa.

Obchody 3 maja 1916 roku w Zgierzu

Katolickiego kleru nie mógł zadowolić katolicki początek preambuły „W imię Boga, w Trójcy Świętej jedynego”, ani nawet artykuł I, stanowiący, że „Religią narodową panującą jest i będzie wiara święta rzymska katolicka ze wszystkimi jej prawami; przejście od wiary panującej do jakiegokolwiek wyznania jest zabronione pod karami apostazji…” Było to bowiem tylko potwierdzenie istniejącego stanu. Nie zadowalało go również pozostawienie prymasa na stanowisku prezesa Komisji Edukacyjnej oraz jego udział w radzie królewskiej. Gdy, w porozumieniu z carycą Katarzyną II, polscy magnaci: Stanisław Szczęsny Potocki, Franciszek Ksawery Branicki i Seweryn Rzewuski zawiązali w maju 1792 roku Konfederację Targowicką mieli poparcie biskupów liczących na przywrócenie dotychczasowego ustroju. Biskup inflancki Józef Kazimierz Kossakowski został nawet przywódcą konfederacji na Litwie.

Podczas insurekcji kościuszkowskiej w 1794 roku za zdradę i współpracę z Konfederacją Targowicką powieszeni zostali wysocy przedstawiciele katolickiego duchowieństwa, biskupi: Ignacy Jakub Massalski i Józef Kazimierz Kossakowski. Na karę śmierci został skazany również biskup Wojciech Skarszewski, ale w jego sprawie interweniowali u Kościuszki: król i nuncjusz papieski. Kościuszko zagrożony ekskomuniką zmienił karę śmierci na dożywocie, co w istniejącej sytuacji nie było żadną karą. Śmierć poniósł wówczas także prymas Michał Jerzy Poniatowski, młodszy brat króla, „głowa duchowieństwa polskiego”. Do dziś nie jest wyjaśnione czy była to śmierć wskutek choroby, czy samobójstwo spowodowane obawą przed czekająca na niego szubienicą.

223 lata po uchwaleniu Konstytucji, tak jak w latach poprzednich, uroczystości upamiętniające uchwalenie ustawy rządowej 3 maja 1791 roku, odbywają się w kościołach. Księża i biskupi odprawiają msze za pomyślność Ojczyzny, upominają Polaków i ich przedstawicieli, że nie dość troszczą się o dobro Ojczyzny. Kto jest bez grzechu niech pierwszy rzuci kamień… Przypomnijmy tylko, że w 1792 roku w kościołach warszawskich czytano list pasterski biskupa Antoniego Onufrego Okęckiego, w którym wzywał on do modłów, za pomyślność Konfederacji Targowickiej, oczywiście „dla dobra Ojczyzny podjętej”. Tej samej Targowicy, która jest do dziś synonimem zdrady narodowej…

* * *

Wszystkie zdjęcia pochodzą z albumu „125-lecie Konstytucji na ziemiach Piotrkowskiej, Sieradzkiej i Kaliskiej” – Lipiec 1916 roku. Wydawcy: M. Daszewski i R. Piątkowski.

czwartek, 28 kwietnia 2016

Licencja na nawracanie

28 kwietnia 1918 w Rzymie przyjął święcenia kapłańskie Rajmund Kolbe. Twórca katolickiej machiny propagandowej, przedwojenny ojciec Rydzyk. Znany później jako Maksymilian Maria i święty Maksymilian. Patron wielu parafii, szkół, miast i miasteczek, rodzin, a nawet honorowych dawców krwi. Przez senat RP uznany wzorem dla Polaków w roku 2011.

W sierpniu minie 75 lat od śmierci świętego, więc jest to dobra okazja do przypomnienia dewocyjnego franciszkanina, "wzorca cnót", autorytetu moralnego" i "patrona trudnych czasów". "Jego myśl społeczna i ofiara mają szczególne znaczenie dla wciąż odradzającego się społeczeństwa obywatelskiego Rzeczypospolitej" - stwierdzali natchnieni przez Opatrzność senatorowie RP w październiku 2010 roku.

Przypomnijmy zatem kim był i jaką "myśl społeczną" wyznawał o. Maksymilian. Urodził się jako Rajmund Kolbe w 1894 roku w Zduńskiej woli. W wieku 12 lat doznał cudownego objawienia. Ukazała mu się Matka Boska i zaproponowała, że dostanie od niej łaski czystości i męczeństwa. Odtąd stał się żarliwym wyznawcą i sługą Maryji. W roku 1910 we Lwowie wstąpił do zakonu franciszkanów i rozpoczął nowicjat, przyjmując imię Maksymiliana. Dwa lata później wyjechał do Rzymu na studia teologiczne. Po uzyskaniu w 1915 roku doktoratu z filozofii, studiował teologię. Studia te zakończył doktoratem w 1919 roku.
Podczas studiów, w roku 1917 wraz z kilkoma klerykami założył związek „Militia Immaculatae” (znany u nas pod jako Rycerstwo Niepokalanej lub Milicja Niepokalanej). Opracowany przez Maksymiliana statut Milicji jako podstawowy cel określał: „staranie się o nawrócenie grzeszników, heretyków, schizmatyków itd., a najbardziej masonów, oraz uświęcenie wszystkich pod opieką i za pośrednictwem Najświętszej Maryi Panny Niepokalanej”. Totalne nawrócenie, "uświęcenie wszystkich i każdego z osobna, co są i będą kiedykolwiek i gdziekolwiek”. Maksymilian czynił to wszystko wyłącznie na polecenie Maryji i dla Maryji.

Filozofia Rycerza Niepokalanej była prosta: jeśli ktoś nie wierzy w katolickiego Boga, wierzy w Boga innego lub inaczej – straszliwie błądzi i nie może być dobrym człowiekiem. Nie warto próbować go zrozumieć, należy go (oczywiście: dla jego dobra) jak najszybciej nawrócić na właściwą wiarę, tj. wiarę o. Maksymiliana i jego kompanii. Temu celowi miała służyć imponująca machina propagandowa, jaka powstała w Niepokalanowie. Przedwojenne dokonania Kolbego można porównać jedynie ze współczesnym imperium medialnym Ojca Dyrektora w Toruniu. Od stycznia 1922 roku wychodzi organ M. I. - „Rycerz Niepokalanej”. Wkrótce potem ukazuje się, skierowany do najmłodszych, „Rycerzyk Niepokalanej”. W maju 1935 pojawia się kolejne pismo, tym razem wielkonakładowa gazeta codzienna „Mały Dziennik”. W najlepszym okresie nakład MD sięgał nawet 175.000 egzemplarzy w dni powszednie i 275.000 w niedziele. Niepokalanów posiadał również własną radiostację. Pierwszy próbny przekaz radiowy wyemitowano 8 grudnia 1938 roku. Przed wybuchem II wojny światowej stacja zdążyła nadać tylko kilka audycji.

W rozumieniu katolickich radykałów Maksymilian nie był antysemitą i szowinistą. Wręcz przeciwnie: nawracać chciał wyłącznie z miłości do bliźniego. Ten "święty" człowiek chciał po prostu z miłości do ludzkich istot przerobić je wszystkie na swoje kopyto. Czyż to nie cudowne? O jego "tolerancji" i "miłości" świadczą m.in. artykuły z Małego Dziennika. Redaktorzy w 1937 roku zajęci byli szczególnie tropieniem programów radiowych "spreparowanych przez autorów wątpliwego pochodzenia" i mogących obrażać uczucia katolików:
Słuchacze [Polskiego Radia] narazie cierpliwie znoszą te wybryki, ze zgrzytaniem zębów wyłączając aparaty podczas klepania bzdurstw zżydziałych autorów szmoncesów nalewkowskich. Ale cierpliwość ta może się wyczerpać. Przypuszczamy, że władze Polskiego Radia zwrócą na to uwagę i nie dopuszczą, by nadal zatrute anteny roznosiły po Polsce słowa bluźniercze wobec uczuć katolickich. [pisownia oryginalna]
Wspierali także bojkot żydowskich księgarni:
Tydzień odżydzania księgarstwa dał w Warszawie pożądane wyniki. Od tygodnia organizacje narodowe trzymają straż przy ul. Świętokrzyskiej, aby młodzież szkolna nie kupowała książek u żydów. (...) Proszę przechodzić, lecz do żyda nie wchodzić, bo może spotkać nieprzyjemność". [pisownia oryginalna]
Oto kilka przykładowych nagłówków z„Małego Dziennika”:

„Profanacja kościoła przez żyda","Żydzi winni plugawej zbrodni", "Żydzi, wszędzie żydzi" [pisownia oryginalna].

Nasz święty patron znalazł cudowne remedium na ówczesne bezrobocie i biedę. Jako, że ich przyczyną była rozwiązłość obyczajów (którą oczywiście propagowali Żydzi i masoni), ojciec Maksymilian wzywał w "Rycerzu Niepokalanej" (1926 rok):
Niechaj dzisiaj wszyscy bez wyjątku odprawią szczerą spowiedź i zaczną prawdziwie po katolicku żyć, natychmiast szybko podźwignie się Ojczyzna, uzdrowią finanse, zawrze rzetelna praca.
Dzielny Rycerz Niepokalanej, obwiniający za wszelkie zło II Rzeczypospolitej i świata Żydów, masonów i liberałów, poniósł śmierć z rąk organizacji, dla której ostateczne rozwiązanie "problemu Żydów" było jednym z głównych celów. 14 sierpnia 1941 roku w Auschwitz, po dwóch tygodniach przebywania w bunkrze głodowym, został zabity zastrzykiem fenolu. Jego dobrowolna śmierć stała się głównym powodem kanonizacji w 1982 roku. Nie mamy żadnych szans na poznanie motywacji Maksymiliana do oddania własnego życia za życie innego więźnia. Ani odróżnić, co w relacjach świadków jest prawdą, a co legendą i mitem. Brak źródeł niezależnych od katolickiej propagandy, daje prawo do brania pod uwagę wszelkich możliwości. Łącznie z samobójstwem pod wpływem załamania psychicznego. Życie w obozie dowodziło katastrofalnego upadku wielu wzniosłych idei, także tych, które głosił Kolbe. Holocaust mógł być niepodziewaną, tragiczną karykaturą jego walki o zbawienie Żydów i masonów.
Być może Kolbego można uznać dziś za wzór inicjatywy, zdecydowania, zdolności organizacyjnych i wytrwałości. Ale w globalnej wiosce jego poglądy są archaiczne i niebezpieczne. To nie jest wzorzec "na trudne czasy". To nie jest patron na obecne "trudne czasy". Kult świętego radykała stawia Polaków w kłopotliwej sytuacji. Jak przedstawiać go Izraelczykom przyjeżdżającym tu w poszukiwaniu swoich korzeni? Jak opowiadać o bezinteresownym bohaterstwie Polaków ratujących Żydów od Holocaustu, czcząc jednocześnie mnicha, który tak szydził z wiary żydowskiej:
W niebie żydowskim nie ma tych ludzi, którzy słuchali Kościoła, wierzyli Ewangelii i przyjmowali Sakramenty św. A więc jest to piekło. (...) Najprzód są tam wszyscy żydzi, którzy całe życie gardzili Chrystusem, Najświętszą Panną Maryją, Krzyżem i nie chcieli się nawrócić. A więc to jest piekło.
Jak wytłumaczyć całemu światu, który ma wierzyć w szczególną polską tolerancję, trwanie krucjaty świętego Maksymiliana? „Rycerz Niepokalanej” ciągle żyje. Walczy teraz z ateizmem i masonerią, bo problem żydowski już nie jest tak aktualny. Zgodnie z założeniami świętego Maksymiliana, chce trafić do wszystkich, "do każdego domu, do każdej rodziny". Nawracać Żydów, luteran, kalwinów i wszelkiej maści niedowiarków. Przecież to dla ich dobra... Taki wzorzec dla odradzającego się społeczeństwa obywatelskiego.