sobota, 1 kwietnia 2017

Dziewczyny zagorzały!

Wypadki zatruć tlenkiem węgla zdarzają się od kiedy ludzie zaczęli ogniem ogrzewać zamknięte pomieszczenia. Wielu nieszczęśników poniosło śmierć z tej - nieustalonej wtedy - przyczyny. Jak donosiła Gazeta Kaliska 29 grudnia 1894:
Szczęśliwiej zakończył się wypadek w Woleniu, majątku p. Gutowskiego. Z wtorku na środę w nocy usłyszano we dworze stukanie do okna i wołanie, iż „dziewczyny zagorzały!" Córki pp. G. pośpieszyły do oficyny, gdzie mieszka służba dworska i zastały cztery dziewczyny, leżące prawie już bez przytomności. Dzięki energicznemu ratunkowi niebezpieczeństwo usunięto. Przyczyną było zawczesne zasunięcie blachy, zanim drzewo dobrze się spaliło. Cztery położyły się spać, piąta zaś zajęta była robotą swoją i ta, słysząc jęki swych towarzyszek i sama czując co chwila zwiększający się szum w głowie, wreszcie mdłości, dobywszy reszty sił, pobiegła donieść o wypadku. (Gazeta Kaliska, 1894, r. 102, za: http://sieradzkiewsie.blogspot.com).

Czad, zwany cichym zabójcą, to silnie trujący, bezbarwny i bezwonny gaz. Jego chemiczna nazwa - tlenek węgla - nie brzmi groźnie, prawda? A przecież każdego roku zabija w Polsce ponad sto osób, a blisko dwa tysiące podtruwa. Do organizmu dostaje się z wdychanym powietrzem. W układzie oddechowym tlenek węgla wiąże się z hemoglobiną, 210 razy szybciej niż tlen i blokuje jego dopływ do organizmu. W ten sposób uniemożliwia prawidłowe rozprowadzanie tlenu we krwi, powoduje uszkodzenia mózgu i innych narządów. W zależności od stężenia w powietrzu i częstości oddechów, może powodować lekki ból głowy, zawroty głowy, utratę przytomności, nieodwracalne uszkodzenie ośrodkowego układu nerwowego, zawał, a nawet śmierć. Błyskawicznie następujące osłabienie i utrata świadomości powodują, że ucieczka z zaczadzonego pomieszczenia nie jest możliwa.

Dopiero pod koniec XVIII wieku istnienie trującego gazu, którego nie czuć, odkrył angielski uczony Joseph Priestley. Trzeba było dziesiątków następnych lat, aby wiedza o zagrożeniach podczas rozpalania ognia dotarła do zwykłych ludzi. Niestety, nadal jest niedostateczna...

sobota, 25 marca 2017

Coście z Ojczyzną uczynili?

… I patrzyłem na Was z przerażeniem, z oburzeniem, z rozpaczą. Coście z Ojczyzną moją uczynili? Wasz system miał po swojej stronie bezgraniczne znużenie ludu, najbardziej bohaterskiego z pośród innych ludów świata. Obsadziliście „swymi ludźmi" wszelkie stanowiska: byliście w ministeriach i w sztabach, w bankach i w dyrekcjach fabryk. Głosowanie powszechne, robione przez Waszych prefektów, pokrywało Wasze czyny pozorną zgodą obywateli.
leon-gambetta

Rządziliście, jak chcieliście. Myśmy byli dla Was „zdrajcami" i sprzedajna prasa wlekła nas w błocie ulicy. Nie oszczędzono ani naszych nazwisk, ani godności naszych matek, małżonek i córek. Byliśmy pariasami w domu, dźwigniętym naszymi własnymi rękami, przeżyliśmy wszystko, co przeżyć może człowiek.

Przed dwoma dniami runął Wasz system. Był tak zgniły, że runął bez jęku. Niby syk żmij rozlega się Wasz syk, oskarżający nas o służenie cudzym interesom. My Wam odpowiadamy jednym słowem: "Ojczyzna". Obaliliśmy Was, by ocalić Ojczyznę. Obalając Was, dokonaliśmy połowy dzieła...

W dniu 4 września powstał lud i nikt nie stanął w Waszej obronie. Nazajutrz zaczęliście Waszą kampanię oszczerstw. To jest przecie jedyna, dostępna dla Was broń. Ale popełniliście omyłkę. Dzień 4 września spuścił zasłonę nad Waszą epoką, nad Waszymi "kandydaturami oficjalnymi", nad Waszymi bankierami, nad Waszymi obyczajami. To nie był "dzień buntu", jak Wy mówicie. To był dzień protestu Ojczyzny przeciwko Waszym metodom. Bo naród odczuł, że ginie i wtedy lud stolicy wziął na siebie trud zakończenia epopei Napoleona III. Lud Paryża ocalił Francję. Niech będzie błogosławiony jego protest...

* * *

leon gambetta
Tak  6 września 1870 roku przemawiał w Paryżu deputowany, republikanin Leon Gambetta. Człowiek, który wkrótce zyska sławę, dzięki ucieczce balonem z obleganego przez Niemców Paryża. Który, mimo beznadziejnej sytuacji na wojnie z Niemcami, nie podda się i będzie organizował siły zbrojne na prowincji. Odmówi też podpisania upokarzającego traktatu pokojowego.

Dwa dni wcześniej, 4 września, lud paryski zbuntował się przeciw rządom Napoleona III i zmusił parlament do proklamowania III Republiki. W tak ostrych słowach Gambetta wypowiadał się o metodach sprawowania władzy cesarza, który 18 lat wcześniej zdobył tron wskutek zamachu stanu.

Przegrana z Prusami ostatecznie zakończyła dzieje francuskiej monarchii. Dla Niemców pokonanie Francji było okazją do zakończenia procesu zjednoczenia pod przewodnictwem Prus. Uroczyste proklamowanie zjednoczonych Niemiec czyli II Rzeszy nastąpiło w pałacu wersalskim, siedzibie francuskich królów, co dodatkowo upokarzało Francuzów. Tam też cesarzem niemieckim obwołano Wilhelma I Hohenzollerna...

Źródło: "Naprzód" organ Polskiej Partii Socjalistycznej 18.09.1932 r.

środa, 8 marca 2017

Fasada w stylu duchownym

Nie ulega najmniejszej kwestii, że w razie przyjęcia przez parlament nowego projektu szkolnego, armia duchownych opanuje szkolnictwo... 

Od początku otwarcia sesji w parlamencie panuje gorączka i wrzawa. Publiczność na galeriach niecierpliwi się i burzy. Posłowie zjawiają się na posiedzenia z ogromnymi tekami, wypchanymi materiałami dowodowymi. W bibliotece parlamentu ruch i praca, jak przed świętami w sklepie delikatesowym. Bibliotekarze nie mogą nadążyć w przynoszenia aktów, protokołów sprzed kilkunastu lub kilkudziesięciu lat.

Chodzi o najważniejszą własność, jaką posiada europejskie społeczeństwo, o szkołę. Bój toczy się nie tylko w parlamencie. Całokształt życia, wszystkie jego dziedziny zaprząta myśl o tej sprawie. Mównicę publiczną opanowała niepodzielnie kwestia szkolna. Po każdym zgromadzeniu czy wykładzie opuszcza ona salę i z manifestacyjną pompą przy blasku pochodni, śpiewie tłumów, przechadza się ulicami. Opanowała prasę, przesiewa się przez wiersze artykułów wstępnych, porywając żywiołowym swym nurtem wszystkie znane i zasłużone pióra.
Miejska szkoła katolicka w Krotoszynie, powstała na przełomie wieków XIX I XX jako niemiecka. Źródło: fotopolska.eu
Kto z kim walczy i o co? Walczy prawica parlamentu z lewicą, konserwatyści z socjalistami i liberałami. Walczą o nowy projekt szkolny ministerstwa Sztuki i Nauki, który zakłada wprowadzenie przymusu szkolnego i subwencji państwowych dla szkół prywatnych. Wydawałoby się, że konserwatyści naturalnie idą przeciw projektowi, a cała lewica popiera go... Nic podobnego! Projekt wyszedł od prawicy, a lewica go zwalcza. Prawdziwe oblicze tej niesłychanej maskarady kryje się głęboko w życiu ekonomicznym kraju. Konserwatywnej prawicy, ściślej mówiąc - katolikom chodzi o przyszłego wyborcę oraz o władzę nad nim. Prawica wskrzesza dawno temu wysuniętą zasadę: "ufundujmy katolicką szkołę początkową - kościół się potem sam ufunduje".

Fasada tego projektu teoretycznie nie pozostawia nic do zarzucenia. Inaczej się jednak przedstawia w praktyce. Wiadomo powszechnie, że równość szkół prywatnych kościelnych, a rządowych przed prawem, tj. przed rządem, jest fikcją. Szkoły klasztorne opierają istnienie swe przede wszystkim na wielkich dobrach i majątkach klasztornych. Nauczyciele tych szkół, to ludzie utrzymywani kosztem kościoła. Nowy projekt zakłada złożenie całego ciężaru utrzymania szkół klasztornych na barki gmin. Wprowadza również zapomogi dla wszystkich szkół, jakie powstaną w kraju z programem rządowym. Ponieważ jednak na zakładanie szkół pozwolić sobie mogą tylko bogate sfery czy organizacje społeczne, przeto równość zapomóg jest frazesem, który pokrywa inną prawdę: pieniądze dla tego, który ma pieniądze. Nie ulega najmniejszej kwestii, że w razie przyjęcia przez parlament nowego projektu szkolnego, armia duchownych opanuje szkolnictwo, wydzierając narodowi, za jego własne pieniądze, wszelką kontrolę nad narodową szkołą. Dlaczego rząd na to się zgadza?

Trzydzieści lat temu przymus szkolny proponowała lewica, a jeszcze 4 lata temu katolicy byli przeciw. Dziś, pod pozorem wprowadzenia przymusu szkolnego, chcą oni zniszczyć świeckie nauczanie i za pieniądze gmin oraz rządu prowadzić antynarodową politykę szkolną. Antynarodową, bo walka, jaką prowadzą partie katolickie nie liczy się ani z dobrem państwa, ani narodu...

* * *
Powyższy tekst jest skróconą i uwspółcześnioną wersją artykułu, który ukazał się w roku 1913 w polskiej prasie socjalistycznej. Dotyczył sytuacji w państwie belgijskim. Walka o szkołę w Belgii toczyła się od połowy XIX wieku. Plany rozwoju szkół państwowych proponowane przez liberalne rządy były bojkotowane przez wyższych urzędników kościelnych. Obok świeckich szkół, powstawały katolickie. Trwała ostra rywalizacja o uczniów i o nauczycieli, którą liberałowie przegrali. Szkoły katolickie objęły siecią cały kraj i miały o wiele więcej uczniów niż szkoły świeckie. Zasada "ufundujmy katolicką szkołę początkową - kościół się potem sam ufunduje" znakomicie sprawdziła się w praktyce. W latach 70-tych XIX wieku powstała Partia Katolicka, która oddała rządy liberałom tylko w latach 1878 - 1884. Rządziła w Belgii do maja 1938 roku, tylko z przerwą na okupację niemiecką podczas I wojny światowej. Partie wolne od katolickich dogmatów doszły do władzy dopiero po II wojnie światowej. W latach 50-tych XX wieku socliberalny rząd wprowadził przywileje dla szkół świeckich, co doprowadziło do czteroletniej kolejnej walki z katolikami o szkolnictwo. Dopiero w 1958 roku największe partie podpisały tzw. Pakt Szkolny, który zagwarantował nauczanie oparte na konstytucyjnej zasadzie wolności oświaty i jej niezależności od partii rządzących.

Wprowadzenie przymusu szkolnego powszechnie uważa się za znaczny krok cywilizacyjny, pozwalający na budowanie społeczeństwa obywatelskiego. Tak stało się w wielu krajach, w których powstało państwowe szkolnictwo ze świeckim programem nauczania. Belgijska partia rządząca przed I wojną światową postanowiła za państwowe pieniądze stworzyć sieć szkół katolickich uczących według własnego programu. Urządzić powszechną katechezę, zamiast powszechnego nauczania.

Belgia jest państwem federacyjnym, składających się obecnie z 3 regionów:  flamandzkiego, walońskiego oraz stołecznej Brukseli. Pomiędzy etnicznymi regionami Flamandii i Walonii do dziś istnieją poważne różnice. W początkach wieku XX były jeszcze głębsze i jak wieszczył dziennik socjalistyczny "Naprzód":
Belgia wallońska wolnomyślna i Belgia flamandzka konserwatywno-katolicka, Belgia flamandzka rolnicza i wallońska przemysłowa, dzięki stronniczemu projektowi szkolnemu katolików oddzielają się od siebie coraz bardziej nie przebytym murem...

Źródło: "Naprzód" Organ centralny polskiej partii socyalno-demokratycznej, 29 listopada 1913 roku.

niedziela, 26 lutego 2017

Bo cudną była w szesnastej wiośnie...

Czternastoletni Adam Asnyk spotkał szesnastoletnią Walerię i, jak to się zdarza u młodych poetów, zakochał się bez pamięci...
Ja ją kochałem - tak mi się zdaje -
Bo cudną była w szesnastej wiośnie
Umiała patrzeć na mnie miłośnie
I rwać mi serce w nadziemskie kraje
A więc w jej oczach pełnych tęsknoty
Tonąłem wzrokiem i tak na jawie
Śniłem o różach, które ciekawie
Ponad jej włosów wybiegły sploty
Tak, że je zrywać ustami chciałem
I byłbym przysiągł, że ją kochałem...

Tak w „Legendzie pierwszej miłości” po latach znany poeta Adam Asnyk* opisywał swoje uczucia do Walerii. A wszystko zaczęło się w Kalinowej** w tajemniczym dworze państwa Szrubarskich, gdzie w 1852 roku młody Adam spędził święta Wielkanocne. Pięknie położony w centrum parku, otoczony fosą, kalinowski dwór stał się niemym świadkiem pierwszych uczuć młodego poety.

kalinowa dwór
W 1847 roku rejent kaliski Kancelarii Ziemiańskiej, Piotr Paweł Szrubarski kupił dobra Kalinowa, Gorzałów i Kokoszki. Rejent Szrubarski był przyjacielem Kazimierza i Konstancji Asnyków oraz ojcem chrzestnym ich syna Adama Prota. Znał się również z Janem Nawrockim, który był patronem***, najpierw przy Sądzie Pokoju, a następnie przy Trybunale Cywilnym w Kaliszu.


W "Biesiadzie Literackiej" w 1902 roku Zofia Sokołowska tak opisała spotkanie w Kalinowej:
asnyk kaliszCzternastoletni chłopiec zaproszony na Święta Wielkanocne na wieś do Kalinowej, należącej wówczas do państwa Szrubarskich, poznał pannę Walerię N. (Nawrocka), która także zjechała tam z rodzicami. Szesnastoletnie dziewczę miało umysł bardzo rozwinięty i łączyło inteligencję z porywającym wdziękiem. (...) Asnyk zakochał się w niej od razu i zaczął snuć różaną przędzę marzeń, które rzeczywistość miała potargać okrutnie.
Uczucie jego nie mogło uzyskać wzajemności, wiadomo bowiem jakim okiem dorosła panienka, dumna z pierwszej długiej sukni, patrzy z wysokości lat szesnastu na młodszego od siebie chłopca w szkolnym mundurku. Bawili się jednak doskonale z sobą, gdyż panna Waleria, wesoła z natury zapominała o swojej nowej godności, z Asnyka zaś był wielki urwis, który wdzierał się na najwyższe drzewa, przeskakiwał przez rowy, płoty...
Państwo Asnykowie wiedząc o miłości syna i znając zalety panny Walerii, pragnęli mieć ją za synową. Marzyli, żeby za uzbierane pieniądze, do których dołączyłby posag panny, kupić dla nich wieś, tą samą Kalinową, w której się poznali. Waleria Nawrocka jednak w 1856 roku wyszła za mąż  za Stanisława Skoniecznego. Adam Asnyk podczas ślubu był w kościele. Jakie musiał przeżywać męczarnie widząc swoją ukochaną w białej sukni, przysięgającą miłość i wierność innemu mężczyźnie...?
dwór kalinowa 1912
... Pytałem siebie, czy jestem godny
Takiej miłości czystej, łagodnej.
Lecz czułem tylko, że byłbym dla niej
Gotów me życie poświęcić w dani
I byłbym rzucił wszystko — gdy trzeba,
I poszedł za nią prosto do nieba,
I byłbym poszedł za nią do piekła...
Gdyby nie... była z drugim uciekła...

Autor: Zbyszek Ciszewicz - Kalinowa nasza mała Ojczyzna
* * *

* Adam Prot Asnyk - poeta i dramatopisarz, podpisujący się jako Jan Stożek lub El...y, urodził się 11 września 1838 w Kaliszu. Po miłosnym zawodzie z Walerią, długo nie mógł znaleźć odpowiedniej kandydatki na żonę. Ożenił się dopiero w 1875 roku z Zofią Kaczorowską. Rok później Zofia umarła w połogu, zostawiając mu syna Włodzimierza. Poeta zmarł 2 sierpnia 1897 w Krakowie. Został pochowany w Krypcie Zasłużonych na Skałce w Krakowie.

** Kalinowa wieś w województwie łódzkim, w gminie Błaszki. W miejscowym dworze, według tradycji, toczyła się akcja opery "Straszny dwór" Stanisława Moniuszki. We wsi znajduje się również jeden z najcenniejszych zabytków  w powiecie sieradzkim - gotycki kościół św. Marii Magdaleny, ufundowany przez Jana Zarembę w latach z 1465-1468.

*** Patron to oficjalna nazwa obrońcy publicznego przy trybunale (sądzie) cywilnym w XIX wieku. Dom Nawrockich mieścił się przy Alei Józefiny (dziś Aleja Wolności 13) i stanowił część budynku sądu.

sobota, 4 lutego 2017

Święty Antoni nas obroni...

Ultraklerykalizm i dewocja władzy to nie jest problem nowy. Zauważano go i krytykowano nawet w czasach, gdy katolicyzm był religią państwową.

W roku 1925 na łamach prasy polskiej ukazała się notatka dotycząca niezwykłej kariery wojskowej świętego Antoniego w Brazylii. Z zagranicznych serwisów wydobył ją "Kurier Warszawski", gazeta związana z chrześcijańsko-konserwatywną prawicą, nie zainteresowana raczej krytyką religii rzymskiej i laicyzacją. Jako ciekawostkę powtórzyły ją między innymi dzienniki krakowskie. Krótka opowieść przypominała o kuriozalnym wydarzeniu sprzed czterech wieków. Wtedy to jeden z rezydujących w Brazylii wicekrólów portugalskich, wierzący bardzo w szczególną rolę świętego Antoniego, postanowił go odpowiednio uhonorować. Po jakimś militarnym zwycięstwie, możliwym tylko dzięki cudownej protekcji zza światów, mianował świętego pułkownikiem i kazał naliczać mu żołd, jak każdemu żołnierzowi. W zastępstwie świętego wypłatę zgodził się przyjmować jeden z brazylijskich klasztorów. Trwało to czterysta lat, aż w wieku XX rząd brazylijski, szukając oszczędności, postanowił skasować pobory świętego Antoniego. Aby jednak nie urazić jego godności i nie narazić się na odwet, wymyślono wyjście honorowe.
Pułkownik 7 pułku - święty Antoni Padewski, po czterystu latach wyśmienitej służby, mianowany jest generałem i przeniesiony w stan spoczynku... - brzmiał komunikat rządowy.
Niestety, ze stratą dla świętego i klasztoru, rząd nie przewidział dla emerytowanego należnego mu świadczenia po tak długim okresie pracy.



Temat podchwycił tygodnik "Łodzianin" - organ prasowy Polskiej Partii Socjalistycznej.
Nie mamy powodu nie wierzyć informacji, którą spolszczył organ ósemkowo-nekrologowy*. Jaskrawo daje ona miarę co klerykalny zabobon może czynić z religii, stwarzając tak karykaturalne formy czci, że niewiele różnią się one od bluźnierstw, któremi usiłują ośmieszać wierzenia religijne bolszewiccy działacze z "Bezbożnika"** - skomentował "Łodzianin".
Po czym dorzucił historyjkę z naszego podwórka, świadczącą, iż z prymitywizmu religijnego Brazylijczyków śmiać się nam nie wypada, bo sami niejedno mamy na sumieniu.  Że i w naszym kraju pojęcia i miary ziemskie przerzuca się na sprawy religijne. Przykładem, który sam się narzuca jest odparcie inwazji bolszewickiej spod Warszawy. Obóz klerykałów wkrótce po zwycięstwie zaczął rozpuszczać wieści, że Matka Boska, jako Królowa Polski, czynnie pomagała wojskom polskim, odwracając od nich kule rosyjskie. Wprawdzie dla lepiej wykształconych odbiorców interwencja niebios przedstawiana była mniej wyraźnie, ale podkreślaniem cudowności zwycięstwa konsekwentnie osłabiano zasługi naczelnego dowództwa i poświęcenia Polaków. Konsekwencją uznania kluczowej roli Niebios w militarnym zwycięstwie nad bolszewikami, był oczekiwany wzrost roli kościoła katolickiego. Za tak skuteczną pomoc naród musiał jeszcze bardziej czcić i jeszcze więcej płacić.
Uczcić - to znaczy - wedle pojęć zaiste osobliwego typu chrześcijan - obdarzyć czemś, co schlebiałoby ludzkiej monarchini. Toteż grono pobożnych ziemianek uchwaliło zbierać złoto - na berło dla Matki Boskiej - dla matki Chrystusa, który tyle słów wzgardy poświęcił złotu! Sądzimy, że po niemal dwu tysiącach lat ery chrześcijańskiej mogłaby istnieć religijność, oparta na innej wierze niż ta, że na szali pobożności najwięcej waży czyste... złoto! - dziwił się socjalistyczny tygodnik.
To zbieranie złota i kosztowności, które miano przetopić na berło dla Maryi, szło jednak dość opornie. Chociaż endecka posłanka Maria Holder-Eggerowa propagowała pobożny projekt nawet za oceanem. Ostatecznie zbiórka trwała 5 lat. Ufundowane insygnia Królowej Polskiej - berło i jabłko - wotum kobiet polskich, zostały złożone w klasztorze jasnogórskim 3 maja 1926 roku.
Drugi przykład pomieszania religii z polityką przypomniała katowicka "Gazeta Robotnicza" przy okazji uroczystej koronacji obrazu Matki Boskiej Piekarskiej 15 sierpnia 1925 roku.
W roku 1914 Niemcy wyzyskiwali pobożność ludu śląskiego do swych celów wojennych. Jeszcze dziś można znaleźć obrazki niemieckie o Piekarach, przedstawiające obraz Panny Marji Piekarskiej w otoczeniu cesarza niemieckiego Wilhelma II i cesarza austriackiego Franca Józefa, z jednej a kardynałów niemieckich, z drugiej strony. U dołu pocztówki widać podobiznę klasztoru w Piekarach, którego bronią pruscy ułani przed rosyjskiemi kozakami. Pocztówka oznaczona jest napisem "Gruss aus Deutsch -Piekar" oraz adnotacją "Muttergottes als Beschuetzerin 2.8. 1914" (Matka Boska jako obrończyni).
Aby przyciągnąć katolicki lud polski, niemiecka propaganda germanizowała Matkę Boską. O pruska Madonno wstaw się za nami!

O rzekomych cudach krytycznie wypowiedział się także bezrobotny czytelnik "Gazety":

insygnia królowej
Lipiny. (Cud nad Rawą.) Pod nagłówkiem "Cud nad Wisłą", nowocześni faryzeusze odparcie bolszewików pod Warszawą w roku 1920 usiłują przedstawić jako cud pod względem dogmatyki rzymsko-katolickiej. Cud pod tym względem jest to pewne zdarzenie wbrew prawom natury dla udowodnienia Wszechmocy Boskiej, np. gdy kamień upuszczony z dłoni upadnie na ziemię, jest to rzeczą całkiem naturalną, ale żadnym cudem, bo stało się to według prawa ciążenia materii ku ośrodku kuli ziemskiej. Gdyby jednak ten kamień z dłoni - wbrew temu prawu podniósł się w górę, w takim razie stałby się cud nad dłonią. "Cud nad Wisłą", nie jest żadnym cudem w myśl teologii, lecz tylko wymyśloną przez faryzeuszów bajką, która hałaśliwie rozpościerając się po Polsce uszczupla zasługi wojska polskiego. Pod Wisłą zostali bolszewicy odparci przez, od lewicy do prawicy, pojednane i walecznym duchem polskim przesiąknięte wojsko polskie w całości pod dowództwem generalnego sztabu wojskowego. Górnośląskie kominy nie dymią, wskutek czego lud bez pracy i chleba, tu cuda nad Wisłą, Wartą lub Brynicą nic nie zmienią na lepsze. Szerzycielom bajki o cudzie nad Wisłą polecamy ważniejsze starania. Sprawcie teraz, wy mędrcy, aby na nowo rozdmuchano wygaśnięte huty górnośląskie. Aby górnośląski robotnik zarobił na chleb codzienny i przyodziewek, przy 8-godzinnej robocie. Aby sprowadzono do ojczyzny wszystkich górnoślązaków z Francji. Aby jednem słowem stał się cud najaktualniejszy, powiedzmy "Cud nad Rawą"! Bezrobotny.

Na podstawie: "Łodzianin", 19 września 1925.

* * *

*Kurier Warszawski był gazetą codzienną związaną ze Stronnictwem Chrześcijańsko-Narodowym. W wyborach do Sejmu I kadencji w 1922 roku zwycięska koalicja partii chrześcijańsko-narodowych startowała jako lista nr 8.

**Bezbożnik – antyreligijne, antyklerykalne oraz ateistyczne czasopismo satyryczne wydawane w latach 1922–1941 w Związku Radzieckim przez Związek Wojujących Bezbożników.