sobota, 2 lipca 2016

Kierunek Kalisz

Trzy lata wcześniej teren ten leżał poza granicami miasta. Tam, gdzie stanęły perony oraz budynek dworca rósł las miejski, pozostałość pierwotnej puszczy łódzkiej.

15 listopada 1902 roku była sobota. O ósmej rano z Warszawy i Kalisza wyruszyły dwa składy oficjalnie otwierające kolej warszawsko-kaliską. Pierwszy, o godzinie 12.24, dotarł do Łodzi pociąg z Kalisza. Przywiózł 72 osoby. Godzinę później, dokładnie o 13.28 dotarł skład z Warszawy, którym przyjechało 150 pasażerów. Pierwszy dzień ruchu pociągów ściągnął na nowo wybudowany, ale niewykończony jeszcze dworzec, tłumy łodzian. Jak się okazało, przyszli nie tylko z ciekawości, kupili łącznie ponad 150 biletów do Warszawy i Kalisza.
Dworzec Kaliski około roku 1903
Plany wybudowania linii kolejowej łączącej Królestwo Polskie z Niemcami powstawały od połowy XIX wieku. Upadały jednak ze względu na opór władz carskich, które obawiając się wojny ze zjednoczonymi Niemcami, nie chciały inwestować po lewej stronie Wisły. Rozwijająca się Łódź została poszkodowana przez brak połączenia kolejowego z rynkami zbytu na wschodzie oraz z węglowym zagłębiem na Śląsku. Łódzkim oknem na świat stała się stacja kolejowa w Rokicinach, dokąd furmankami wożono towary i skąd tym samym sposobem przywożono surowce. W 1865 roku, kiedy wybudowano linię kolejową Łódź Fabryczna - Koluszki, te problemy transportowe zostały rozwiązane. Na połączenie z zachodnią granicą Łódź musiała jeszcze poczekać ponad 30 lat. W 1898 roku car Mikołaj II uległ namowom urzędników i przemysłowców i zaakceptował plany budowy linii Warszawa-Kalisz. Z dwóch wariantów wybrano trasę Kalisz - Sieradz - Łask – Łódź- Łowicz - Sochaczew - Błonie - Warszawa. Komitet Dróg Żelaznych w Petersburgu przyznał koncesję na budowę linii Towarzystwu Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej. Zgodnie z warunkiem Ministerstwa Wojny wybudowano tory o prześwicie 1524 mm. Była to linia szerokotorowa, typowa dla kolei rosyjskich, ułatwiająca wymianę handlową z pozostałymi terenami imperium carskiego.
dworzec kaliski łódź 1904
Dworzec Kaliski około roku 1906. Widok od strony lasu
Na trasie kolei powstały trzy dworce główne: Warszawa Kaliska, Łódź Kaliska i Kalisz. W nie zmienionej postaci najdłużej przetrwał dworzec w Łodzi. Obiekt zbudowano według projektu polskiego architekta Czesława Domaniewskiego. Secesyjny budynek był uważany za jeden z najpiękniejszych obiektów użytkowych Łodzi. Do wejścia głównego prowadziły szerokie i wysokie schody, nadające dworcowi majestatycznego wyglądu. Przed budynkiem znajdował się duży brukowany plac, wygodne miejsce postoju dla dorożek. Po obu stronach dworca zbudowano dwa zadaszone perony, z których można było przejść bezpośrednio do holu. Zdobiły je stylowe żeliwne podpory podtrzymujące dachy. Wnętrze dworca w stylu secesyjnym, miało ściany z drewnianą boazerią, mosiężne wykończenia i kryształowe szyby w drzwiach. Frontowa elewacja wyróżniała się wieżą z zegarem i iglicą. W 1913 roku w pobliże placu dworcowego doprowadzono linię tramwajową. Rok później, w listopadzie 1914, teren dworcowy mocno ucierpiał. Całkowicie zniszczono wieżę ciśnień, ale budynek główny ocalał. Podczas okupacji Niemcy przekuli linię na normalnotorową (1435 mm) i wyposażyli ją prowizorycznie w drugi tor. Dworzec przetrwał również walki o wyzwolenie miasta z rąk niemieckich okupantów, 4 lata później.

W 1918 roku kolej warszawsko-kaliska została przejęta przez zmilitaryzowane Polskie Koleje Państwowe. Stopniowo odbudowano ją ze zniszczeń wojennych. Do 1922 roku stanowiła główną linię komunikacyjną łączącą Polskę centralną z ziemiami byłego zaboru pruskiego. Łódź Kaliska uzyskała wtedy połączenia z miastami II Rzeczypospolitej, m.in. Poznaniem, Katowicami, Krakowem, Lwowem oraz z zagranicą: Gdańskiem, Berlinem i Paryżem. W latach trzydziestych dobudowano fragment torów tramwajowych, aby pasażerowie mogli dojeżdżać pod budynek dworca. Międzywojenne kroniki odnotowują również tragiczne wydarzenia. 14 sierpnia 1929 roku o godz. 6.40 w pobliżu Dworca Kaliskiego doszło do katastrofy kolejowej. W wyniku złego nastawienia zwrotnicy pociąg, którym w kierunku Chojen jechali żołnierze 28 Pułku Strzelców Kaniowskich, najechał na odchodzący pociąg towarowy. Zginęło siedmiu żołnierzy i dwóch kolejarzy, 30 osób zostało rannych.
Dworzec podczas II wojny światowej
Kampania wrześniowa przyniosła znaczne zniszczenia na trasie kolei kaliskiej, ale ominęły one łódzki dworzec. Podczas okupacji Niemcy dbali o infrastrukturę kolejową, jak o własną. Aby sprostała potrzebom wojennym, już wiosną 1940 roku przystąpili do jej odbudowy i modernizacji. Odcinek Kalisz – Łódź miał stać się częścią magistrali prowadzącej od Żagania na Ukrainę. Dokładano drugi tor, wydłużano tory stacyjne i mijankowe, budowano nowe nastawnie i wieże ciśnień. Tak, jak całe miasto, dworzec kaliski hitlerowcy nazwali po swojemu „Litzmannstadt Hauptbahnhof”. Sprawna kolej służyła im do transportu mieszkańców Kraju Warty na przymusowe roboty i do obozów eksterminacji. Polacy rewanżowali się akcjami sabotażowymi. Jedna z nich, w lutym 1940 roku spowodowała wykolejenie dwóch pociągów (osobowego i towarowego) na stacji Łódź Kaliska.

Uciekając w 1945 roku Niemcy niszczyli niemal wszystko, co wcześniej tak skrupulatnie budowali. Na szczęście, dworzec znów ocalał. Po wkroczeniu wojsk radzieckich całą linię przerobiono na szeroki tor. Jeszcze w tym samym roku ostatecznie kolej kaliska została przekuta na tor normalny. Od początku lat pięćdziesiątych PKP zaczęły powoli elektryfikować linię. Na odcinku Łowicz – Łódź Kaliska – Zduńska Wola zrobiono to dopiero w listopadzie 1965 roku. Jednym z najtragiczniejszych dni w dziejach Łodzi Kaliskiej był 28 września 1946 roku. O godzinie 5.40 rano, wskutek błędu dyżurnego stacji, na nieprawidłowo zatrzymany przed semaforem pociąg osobowy najechał pociąg pospieszny z Wrocławia. Na miejscu zginęło 14 pasażerów, a 42 osoby zostało ciężko ranne. W ciągu następnych dni w łódzkich szpitalach zmarło siedmioro rannych, więc łączna liczna ofiar śmiertelnych wyniosła 21 osób.
Jedno z ostatnich zdjęć starego dworca
Jeszcze w latach siedemdziesiątych w budynku dworca funkcjonowało kino dla pasażerów. Wskutek pogarszającego się stanu obiektu pod koniec lat osiemdziesiątych zapadła decyzja o jego wyburzeniu. W tym samym miejscu wybudowano nowy dworzec, który oddano do użytku w 1994 roku. Bryła nowej Łodzi Kaliskiej miała nawiązywać do starego secesyjnego dworca. W powszechnej opinii jednak eksperyment się nie udał. Zniszczono zabytkowy carski budynek, a postawiono koszmarek architektoniczny. W dodatku odsunięto od niego linie tramwajowe i wzniesiono wiele barier dla pieszych. Przebudowa dworca została ostatecznie przerwana w 1998 roku z braku funduszy. Nie dokończono jego wschodniej strony. Jeden z wiaduktów nad aleją Bandurskiego, prowadzący do peronów 4, 5 i 6, do dzisiaj nie posiada torów, porasta trawą i krzewami. Tak, jak miejsca pod perony i torowiska. Brakuje bezpośredniego przejścia do dworca PKS przy alei Włókniarzy oraz zadaszeń peronów.
Nowa Łódź Kaliska
Po 20 latach użytkowania Dworzec Kaliski czeka kolejna przebudowa. Na czas budowy nowego Dworca Fabrycznego przyjął dodatkowy ruch pociągów. Po jej zakończeniu będzie budowany tunel podziemny łączący obydwa dworce. Przy tej okazji wracają dyskusje czy brutalne zburzenie Dworca Kaliskiego było uzasadnione i konieczne oraz czy nie nadchodzi pora na odtworzenie dawnego budynku . Jeśli nowy Fabryczny może mieć fragment starej elewacji, czemu nie może Kaliski? Jej odtworzenie nie powinno sprawić szczególnej trudności. Zewnętrzny wygląd dworca został udokumentowany na wielu fotografiach oraz w kilku znanych polskich filmach.


wtorek, 28 czerwca 2016

Buciki po części wywołane

maksymilian piotrowski portret damy w białej sukni
Koniec długiej ery długich sukien obwieszczał w roku 1849 "Kurier Warszawski". Kobiety zaczęły odważnie pokazywać kostki i buciki. Jednakże zająwszy się dołem autor nie wspomniał nic o górze. A przecież romantyczne damy lubiły duże ekspozycje górne... Jak ta z portretu Maksymiliana Piotrowskiego z roku 1858.

Ważna zmiana, o której już wspomnieliśmy parę razy, zaszła w tych czasach w strojach płci pięknej. Nie mówimy tu o szubkach, salopach i płaszczykach, bo krój tychże z samej natury i przeznaczenia zimowych ubiorów, posiada więcej warunków trwałości. Nie mówimy o kapelusikach, bo konieczna ich zmienność nie zadziwia nikogo, ale suknie.. Wszystkie w ogóle suknie już niewątpliwie są krótsze!... Po tak długiem długich spódnic istnieniu, moda wyrzekła, że spódnica w całem swojem i jednostajnem dolnem okoleniu, spoczywać winna na podbiciu nogi, a raczej, z przeproszeniem pięknych Dam, na podbiciu nóżki. Co więcej, już i buciki są po części wywołane, a natomiast płytki trzewiczek do pierwotnych prerogatyw powrócił. Zresztą, o ile z kronik dobrego smaku wyczytać mogliśmy, białe suknie z lekkich tkanin bengalu lub organdyny, zdobne błękitną lub różowa przepaską, stanowić mają ubranie na zwyczajne wieczory, przez najwykwintniejsze elegantki przyjęte.


Kurier Warszawski 17 stycznia 1849 roku (środa).

wtorek, 10 maja 2016

Miałaś Zdunio Złoty Róg

Sto lat istnienia liczy już Zduńska Wola. Za miesiąc będzie się ona nazywać Złotym Rogiem - poinformował 9 maja 1925 roku dziennik "Głos Polski".

Pospolita Zduńska Wola przekształca się w arystokratyczny Złoty Róg - wtórowała mu "Republika"
Zdaniem łódzkiej prasy przemianowanie miasta miało być kulminacyjnym punktem obchodów stulecia powstania Zduńskiej Woli. "Głos Polski" przekonywał, że dokona tego sam prezydent Rzeczypospolitej Stanisław Wojciechowski.

Założenie miasta Zduńskiej Woli było możliwe dzięki dekretowi cara Aleksandra I z 15 maja 1825 roku. Uroczystości setnej rocznicy zaplanowano na 31 maja i 1 czerwca. W planie pierwszego dnia obchodów znalazła się msza celebrowana przez biskupa Tymienieckiego, uroczyste otwarcie gimnazjum państwowego oraz położenie kamienia węgielnego pod gmach szkoły powszechnej. 1 czerwca miało odbyć się święto przysposobienia wojskowego, z udziałem pułków i garnizonów wojskowych z powiatu łaskiego i sieradzkiego oraz wystawa przemysłowo-handlowa. Po uroczystościach przewidziano zabawy ludowe urządzone przez zduńskowolski magistrat. Wszystko odbyło się zgodnie z planem. Nawet prezydent Wojciechowski dopisał. Tylko sensacyjna wiadomość o zmianie nazwy miasta okazała się dziennikarską kaczką, powielaną bezkrytycznie przez media. Już 11 maja "Republika" zamieściła w dziale "Skrzynka do listów" pismo burmistrza Zduńskiej Woli - Tadeusza Szaniawskiego dementujące prasową plotkę.
Wiadomość ta jest niezgodna z prawdą. Magistrat i mieszkańcy miasta dowiedzieli się o tym projekcie dopiero z prasy - wyjaśnił burmistrz.

Kto wypuścił tę kaczkę-oszustkę nie wiemy do dziś... "Głos Polski" próbował zrehabilitować się sprytną woltą:
Złotym rogiem, jakim uczci Zduńska Wola swój jubileusz będzie wielki gmach szkolny...
31 maja 1925 roku rozpoczęło się wyjątkowe wydarzenie w dziejach Zduńskiej Woli. Na dworzec kolejowy przyjechał prezydent Rzeczypospolitej, wojewoda Ludwik Darowski, kurator okręgu łódzkiego dr Jarosz, prezes izby skarbowej Towarnicki, generał dywizji Jung oraz biskup Tymieniecki. A tu konsternacja, na peronie pustki. Nikt z władz miasta nie pojawił się, aby ich powitać...

Honor pułku

50 złotych grzywny kosztowało 25-letnią częstochowiankę napisanie listu w obraźliwym tonie.

W lutym 1924 roku Pelagia Moś z Częstochowy wysłała list do generała, dowódcy okręgu Korpusu w Łodzi. Była to skarga na dowódcę 27 p.p. pułkownika Sadowskiego* z powodu rzekomego złego traktowania jej męża, sierżanta Piotra Mosia. Niestety sprawy nie załatwiła, a napytała sobie jeszcze więcej biedy.

W liście, zdaniem generała, użyła obraźliwych wyrażeń. Między innymi napisała:
Pan generał przychyli się do mej prośby i sprawę tę sprawiedliwie rozpatrzy, nie trzymając się przysłowia, „że kruk krukowi oka nie wykole", gdyż w przeciwnym razie będę zmuszona sprawę tę poruszyć do wyższej władzy, gdyż w ten sposób, jak wyraził się pan pułkownik, zdrowych jak konie, tych słów nie powiedziałby ani niemiec, lub moskal.
koszary 27 pułk piechoty częstochowa
Za te pomówienia Pelagia Moś stanęła przed sądem. Przyznała się do napisania listu, a na swoją obronę miała tylko świadectwo od lekarza, że w tym czasie cierpiała na rozstrój nerwowy. Tłumaczyła się, że nie zdawała sobie sprawy z tego co pisze.

W czasach II RP wojsko było instytucją powszechnie szanowaną, a oficerowie bardzo wyczuleni na punkcie swojego honoru. Sugerowanie, że władza wojskowa jest układem, sitwą czy grupą kolesi dbających tylko o własne interesy wiązało się z poważnymi konsekwencjami. Wymiar sprawiedliwości nie pobłażał takim wybrykom.
Sąd okręgowy w Łodzi w maju 1925 roku skazał Pelagię Moś na 50 złotych grzywny z zamianą na 7 dni aresztu.


*płk piechoty Ignacy Sadowski (1 XII 1923 - 12 XII 1925)

wtorek, 3 maja 2016

Majowa chwila jak meteor

I modlitwa płynęła potężnemi dźwiękami, odrywała się od ziemi, płynęła wzwyż ku niebu, co jakby w odpowiedzi pogodnym uśmiechem wiosennego słońca zdawało się symbolizować nadchodzącą wiosnę w życiu narodu…
Na tak niebotyczne poziomy dotarła myśl autorów okolicznościowego wydawnictwa „125-lecie Konstytucji na ziemiach Piotrkowskiej, Sieradzkiej i Kaliskiej”, wydanego w lipcu 1916 roku. Zapewne wielu uczestników tych wydarzeń odczuwało podobną ekstazę. My jednak unikając wzniosłej mistyki, starajmy się trzymać ziemi i szukać faktów.

125-lecie Konstytucji na ziemiach Piotrkowskiej, Sieradzkiej i Kaliskiej

W grudniu 1915 roku wojska niemieckie i austriackie zajęły całe Królestwo Polskie. Rosjanie zostali wypchnięci za linię przebiegającą od Zatoki Ryskiej przez Baranowicze, Tarnopol, po Kamieniec Podolski na brzegach Dniestru. Okupanci utworzyli na ziemiach polskich dwie strefy i ustanowili w nich urzędy gubernatorskie: niemiecki w Warszawie i austriacki w Lublinie.

Komitet obchodów rocznicy Konstytucji 3 Maja w Łodzi

Po 1,5 roku wojny państwa centralne wprawdzie opanowały znaczną część Europy, ale do ich zwycięstwa nadal było daleko. Walka na dwa fronty wyczerpywała siły tych dwóch państw. Od początku wojny Niemcy rozrzucali na terenach polskich pod rosyjskim zaborem ulotki z wiele obiecującą odezwą dowództwa armii. Przedstawiali się w niej jako wyzwoliciele spod rosyjskiego jarzma i proponowali wspólną walkę z barbarzyńskim zaborcą ze wschodu. Jednocześnie nie wahali się stosować wobec zdobytych terenów okrutnych metod wojny totalnej. Najwięcej na ten temat mieli do powiedzenia mieszkańcy najbardziej poszkodowanych miast: Kalisza i Częstochowy.

Łódź 3 maja 1916

Po opanowaniu zaboru rosyjskiego niemieccy i austriaccy okupanci grabili co mogli, ale oficjalnie zmienili politykę wobec ludności polskiej. Chodziło im głównie o pozyskanie rekruta, potrzebnego do dalszego prowadzenia wyczerpującej wojny. Okazją do sprawdzenia intencji władz okupacyjnych była przypadająca w maju 1916 roku 125 rocznica Konstytucji 3 Maja. Niespodziewanie okazało się, że niemieckie i austriackie gubernatorstwa nie stawiały żadnych przeszkód w urządzeniu obchodów rocznicowych. W miastach Królestwa powstały więc komitety do organizacji uroczystości i szybko przystąpiły do pracy. Według autorów wspomnianego wydawnictwa nastąpił wtedy moment odrodzenia narodu, niczym mitycznego feniksa z popiołów:
125 lat minęło od chwili owej, co błysnęła, jak wspaniały meteor, a po której nastała epoka dla nas męczeństwa, niewoli, epoka szatańskich wysiłków, dążących do upodlenia i zabicia w żywym narodzie ducha. Próżna praca. Duch narodu wielkiego odradza się nieustannie, jak feniks z popiołów, a z ognia udręczeń wychodzi coraz piękniejszy, coraz silniejszy czystszy.
3 maja 1916 łódź

We wszystkich kościołach katolickich w Łodzi 3 maja 1916 roku odbyły się uroczyste nabożeństwa. Nawet salę gimnastyczną szkoły Handlowej Kupiectwa Łódzkiego zamieniono w kaplicę. Przed specjalnie urządzonym ołtarzem odprawiono mszę dla uczniów, zakończoną poświęceniem sztandaru szkolnego. Okolicznościowe nabożeństwa odbyły się również w kościele ewangelickim Świętej Trójcy oraz w synagodze gminy starozakonnych przy ulicy Wolborskiej i w synagodze przy ulicy Spacerowej.

pabianice maj 1916

O godzinie 12 w południe z rynku Targowego wyruszył pochód. Przechodził kolejno ulicami: Nowo-Targową, Średnią, Nowym Rynkiem i Piotrkowską, aż do kościoła Św. Stanisława Kostki. O rozmiarach pochodu świadczył fakt, że kiedy jego koniec formował się jeszcze na placu Targowym, czoło sięgało już Nowego Rynku. Hasło do rozpoczęcia pochodu dał hejnał, wykonany przez heroldów. Duchowieństwo zaintonowało „Boże, coś Polskę” i poszli… Jak relacjonują autorzy pamiątkowego albumu:
Pieśń, podchwycona przez przeszło 50-tysięczną rzeszę, zelektryzowała wszystkich. Zapanował nastrój tak uroczysty, iż tysiące obecnych: kobiet i mężczyzn, dzieci i pokrytych siwizną starców nie mogło powstrzymać łez wzruszenia na dźwięki tej pieśni błagalnej, bijącej do Niebios jedną, jedyną przebolesną prośbą: „Ojczyznę, wolność racz nam wrócić, Panie”.
Przez cały czas trwania pochodu biły dzwony w kościele ewangelickim Świętej Trójcy. Dźwięki dzwonów kościoła Św. Stanisława Kostki powitały pochód, gdy zbliżył się do końca swojej drogi. Kiedy delegacje ze sztandarami wkroczyły do kościoła, chór odśpiewał pieśń „Boże Ojcze”, a następnie hymn „Boże, coś Polskę”. Proboszcz parafii NP Marii, ks. Popławski, wygłosił potem wzniosłe kazanie okolicznościowe, przypominające istotę święta Trzeciego Maja.


Po kazaniu ks. oficjał Henryk Przeździecki poświęcił tablicę pamiątkową wmurowaną w ścianę kaplicy bocznej. Wykonana z ciemno-czerwonego marmuru tablica zawierała następujący napis:

ROKU WIELKIEJ WOJNY
I WIELKICH NADZIEI NARODU W DNIU PIERWSZEGO W ŁODZI
UROCZYSTEGO OBCHODU
ROCZNICY KONSTYTUCJI 3 MAJA
NA WIECZNĄ RZECZY PAMIĄTKĘ 1916.

Poza wybitnie religijnym, uroczystości 3-majowe miały charakter zdecydowanie antyrosyjski. „Gazeta Łódzka” 4 maja 1916 roku wspominała i upominała:

Walczący o niepodległość Ojczyzny przemożnej sile wroga uledz musieli. Od tej pory rozpoczyna się bezprzykładny w dziejach okres prześladowań naszego narodu i bohaterskich walk jego o wolność. Czyż dziś nie znajdujemy się w analogicznych warunkach politycznych. Czyż i dziś jeszcze nie mamy ugodowców – moskalofilów, jak ongi targowiczan, i rozumnych obywateli, którzy, jak konfederaci barscy, widzą jedyną drogę do wyzwolenia Ojczyzny w walce zbrojnej, do upadłego, z ciemiężcą, który łamał traktaty, poczynionych obietnic nie dotrzymywał i jako cel postawił sobie zagładę duszy polskiej. Lecz ani szubienice, ani kazamaty, ani tajgi syberyjskie ducha narodu złamać niezdolne, czego dowodem był wczorajszy uroczysty obchód rocznicy Konstytucji majowej.
Podobne uroczystości odbyły się w Pabianicach, Zgierzu, Konstantynowie, Aleksandrowie oraz Kaliszu, niespełna 2 lata temu zrównanym z ziemią przez niemieckie wojsko, i w Częstochowie, w której na początku wojny zamordowano bez powodu kilkunastu mieszkańców, ponad tysiąc mężczyzn wywieziono do Niemiec, jako „polskich bandytów”, a na miasto nałożono wysoką kontrybucję.
3 maja 1916 w Kaliszu

Zachwyceni przebiegiem łódzkich uroczystości autorzy pamiątkowego albumu upajali się poczuciem wspólnoty:
Wszystkie świątynie katolickie, odpowiednio przybrane, przepełnione były zastępami wiernych, zespolonych we wspólnych pieniach narodowych i gorących o lepszą przyszłość modłach.
Jedność ta była jednakże ułudą. Zapomniano, że państwa nie zbuduje się na jedności, bo jest ona na dłuższą metę niemożliwa w żadnej tak dużej grupie ludzi, jak naród. Podstawą państwa jest zdolność jej obywateli do kompromisu, zaakceptowanie odmienności i ich prawa do życia. Kompromis ten albo jest narzucony siłą przez władcę, albo, jak w demokratycznych narodach, budowany oddolnie wskutek zrozumienia przez obywateli wspólnoty interesów.

Konstytucja 3 Maja miała być takim kompromisem, zaproponowanym przez światlejszą mniejszość przy znacznym udziale króla. Ten trudny do osiągnięcia, ale możliwy, kompromis miał ratować upadającą Polskę. Niestety, nie wszyscy byli na niego gotowi. Większość decydująca o losach kraju nie była… W pracach nad Konstytucją brało udział zaledwie kilka osób. Z grona katolickiego kleru: tylko biskup kamieniecki Adam Stanisław Krasiński oraz księża: Hugo Kołłątaj i Stanisław Staszic. Jedynym duchownym wśród sygnatariuszy był Józef Korwin Kossakowski, biskup inflancki i kurlandzki.

Przeciwnikami Konstytucji byli ci, w których interesy godziły proponowane zmiany: znaczna część magnaterii, która musiałaby pożegnać się ze swoją pozycją oraz znaczna część szlachty, która nie chciała uznania pańszczyźnianego chłopa za obywatela i nadania praw mieszczanom. Z tych samych powodów Konstytucja była nie do przyjęcia dla wyższego kleru. Kuria rzymska i polski kler obawiali się ponadto, że Polacy nie poprzestaną na tej kompromisowej Konstytucji. Podejrzewali, że – wzorem rewolucjonistów francuskich – pozbawią ich wkrótce funkcji państwowych, odbiorą majątki i zlikwidują przywileje. Pierwszy krok został zrobiony: ustawa wprowadziła 20-procentowy podatek dla duchowieństwa.

Obchody 3 maja 1916 roku w Zgierzu

Katolickiego kleru nie mógł zadowolić katolicki początek preambuły „W imię Boga, w Trójcy Świętej jedynego”, ani nawet artykuł I, stanowiący, że „Religią narodową panującą jest i będzie wiara święta rzymska katolicka ze wszystkimi jej prawami; przejście od wiary panującej do jakiegokolwiek wyznania jest zabronione pod karami apostazji…” Było to bowiem tylko potwierdzenie istniejącego stanu. Nie zadowalało go również pozostawienie prymasa na stanowisku prezesa Komisji Edukacyjnej oraz jego udział w radzie królewskiej. Gdy, w porozumieniu z carycą Katarzyną II, polscy magnaci: Stanisław Szczęsny Potocki, Franciszek Ksawery Branicki i Seweryn Rzewuski zawiązali w maju 1792 roku Konfederację Targowicką mieli poparcie biskupów liczących na przywrócenie dotychczasowego ustroju. Biskup inflancki Józef Kazimierz Kossakowski został nawet przywódcą konfederacji na Litwie.

Podczas insurekcji kościuszkowskiej w 1794 roku za zdradę i współpracę z Konfederacją Targowicką powieszeni zostali wysocy przedstawiciele katolickiego duchowieństwa, biskupi: Ignacy Jakub Massalski i Józef Kazimierz Kossakowski. Na karę śmierci został skazany również biskup Wojciech Skarszewski, ale w jego sprawie interweniowali u Kościuszki: król i nuncjusz papieski. Kościuszko zagrożony ekskomuniką zmienił karę śmierci na dożywocie, co w istniejącej sytuacji nie było żadną karą. Śmierć poniósł wówczas także prymas Michał Jerzy Poniatowski, młodszy brat króla, „głowa duchowieństwa polskiego”. Do dziś nie jest wyjaśnione czy była to śmierć wskutek choroby, czy samobójstwo spowodowane obawą przed czekająca na niego szubienicą.

223 lata po uchwaleniu Konstytucji, tak jak w latach poprzednich, uroczystości upamiętniające uchwalenie ustawy rządowej 3 maja 1791 roku, odbywają się w kościołach. Księża i biskupi odprawiają msze za pomyślność Ojczyzny, upominają Polaków i ich przedstawicieli, że nie dość troszczą się o dobro Ojczyzny. Kto jest bez grzechu niech pierwszy rzuci kamień… Przypomnijmy tylko, że w 1792 roku w kościołach warszawskich czytano list pasterski biskupa Antoniego Onufrego Okęckiego, w którym wzywał on do modłów, za pomyślność Konfederacji Targowickiej, oczywiście „dla dobra Ojczyzny podjętej”. Tej samej Targowicy, która jest do dziś synonimem zdrady narodowej…

* * *

Wszystkie zdjęcia pochodzą z albumu „125-lecie Konstytucji na ziemiach Piotrkowskiej, Sieradzkiej i Kaliskiej” – Lipiec 1916 roku. Wydawcy: M. Daszewski i R. Piątkowski.