sobota, 9 kwietnia 2016

Ja cię uczyć każę…

Tylko w jednym tygodniu maja 1925 roku więzieniem ukarano 23 łódzkich rodziców. Za nieposyłanie dzieci do szkoły...

Według spisu ludności Cesarstwa Rosyjskiego z 1897 roku Łódź była miastem analfabetów. Aż 55 procent mężczyzn i 66 procent kobiet nie umiało pisać i czytać. Było tu gorzej niż w Warszawie, gdzie analfabetyzm wśród mężczyzn wynosił 42 procent, a wśród kobiet 51 procent. Niższe wskaźniki analfabetyzmu miały też wielkie miasta rosyjskie: Petersburg i Moskwa. Destrukcyjna polityka carskich władz doprowadziła do wielkich zaniedbań w oświacie. Podczas I wojny światowej i niemieckiej okupacji próbowano w Łodzi szukać sposobu wprowadzenia powszechnego i obowiązkowego nauczania. Jednak zniszczenia wojenne i rabunkowa polityka okupanta doprowadziły miasto do ruiny. W tych warunkach bardziej myślano o fizycznym przetrwaniu niż o popularyzacji wiedzy.
Posłowie i senatorowie udający się na posiedzenie Sejmu. Pierwszy z lewej - senator Stefan Kopciński - rok 1930
Sprawa dojrzała na tyle, że już z chwilą oddania przez Niemców szkolnictwa władzom polskim, zaczęto przygotowywać projekt powszechnego nauczania. Prace trwały w ciągu całego 1918 roku. Prowadził je Wydział Szkolnictwa powołany przez Magistrat. Powstał wtedy projekt Abrahama Szwajcera, członka Rady Miejskiej i dyrektora gimnazjum. Przewidywał on rozpoczęcie stopniowego wprowadzenia obowiązkowego nauczania w Łodzi już na przełomie lat 1918/19. Rada Miejska 2 października 1918 roku podjęła uchwałę, wzywającą Magistrat do powołania specjalnej komisji w sprawie wprowadzenia w Łodzi „przymusu szkolnego”. Komisja postała i przygotowany przez A. Szwajcera „Statut Miejscowy o wprowadzeniu przymusu szkolnego w mieście Łodzi” przyjęła do realizacji. Zanim zdążyła wystąpić o jego zatwierdzenie do państwowych władz okupacyjnych, władz już nie było. W listopadzie Niemcy wycofali się z Polski, a trzy miesiące później naczelnik Piłsudski wydał dekret „O obowiązku szkolnym”.

W lutym 1919 roku odbyły się pierwsze wybory samorządowe w Łodzi. Zwyciężyły partie robotnicze: Polska Partia Socjalistyczna i Narodowy Związek Robotniczy. Miały w programie likwidację analfabetyzmu, upowszechnianie czytelnictwa oraz rozwój bibliotek. Na stanowisko prezydenta miasta powołano dotychczasowego komisarza ludowego – tkacza Aleksego Rżewskiego, natomiast przewodniczącym Rady Miejskiej został nauczyciel Antoni Remiszewski.
Szkoła Podstawowa im. Stanisława Staszica w roku 1928. Źródło: Fotopolska.eu

Wdrażanie obowiązku powszechnego nauczania i kontrola jego realizacji, napotykała wiele trudności. Brakowało wykwalifikowanej kadry nauczycielskiej, odpowiednich pomieszczeń i pomocy dydaktycznych. Wielkim problemem była rejestracja dzieci podlegających obowiązkowi szkolnemu. Niska świadomość społeczna, brak zrozumienia wagi powszechnego nauczania oraz słaba sprawność organizacyjna instytucji państwowych powodowały, że rejestracja znacznie się przeciągała. Aby usprawnić pracę korzystano z pomocy policji. Zobowiązano właścicieli domów do sporządzania wykazów dzieci mieszkających w ich budynkach. Komisja była zmuszona do stosowania kar administracyjnych. Sytuację pogarszała wojna z bolszewikami. Napływ uciekinierów i urzędów z kresów wschodnich spowodował, że część budynków przeznaczonych na szkoły została zajęta. Mimo to, systematycznie rosła liczba uruchamianych szkół powszechnych i liczba dzieci objętych nauczaniem. Ogromnym sukcesem było oddanie do użytku pierwszej, zbudowanej od podstaw, miejskiej szkoły przy ulicy Zagajnikowej 32 (dziś Kopcińskiego). Otwarcie nastąpiło 8 października 1922 roku, a obiekt z dumą opisał Dziennik Zarządu Miasta Łodzi:
Gmach przedstawia się imponująco na zewnątrz, a wzbudza podziw wewnętrznym urządzeniem. Sale szkolne jasne, słoneczne i obszerne, a urządzone z uwzględnieniem wszelkich wymogów higieny. Naukę pobierać będzie kilkaset dzieci w szeregu klas równorzędnych. W gmachu znajdują się kąpiele natryskowe i higieniczne.
Po prawie trzech latach Zarząd miasta mógł pochwalić się wzniesieniem 8 placówek i projektami budowy kilku następnych.
Wiejska szkoła w okolicach Skierniewic - około roku 1920
Wielkim problemem w pierwszych latach programu powszechnej oświaty był opór ze strony rodziców. Dzieci często musiały zarabiać na utrzymanie rodziny albo pomagać rodzicom. Z tego powodu nie były zgłaszane do rejestru szkolnego lub na wiele dni opuszczały zajęcia. Słaba frekwencja miała miejsce zwłaszcza w miesiącach wiosennych. Z tego powodu w Statucie dodano zapis dotyczący kar za niewypełnianie obowiązku szkolnego. Nie było w tym nic drastycznego, taką możliwość dawał też Dekret Piłsudskiego. Odpowiedzialnością za uczęszczanie dzieci do szkoły obarczono ojców. Gdy dziecko nie miało ojca odpowiadała matka lub opiekunowie. Ukrywanie dziecka przed zapisaniem do szkoły czy nieposyłanie na lekcje bez uzasadnionej przyczyny, groziło karą aresztu lub grzywny. Wydział Wykonawczy KPN korzystał z tych procedur i często prosił policję o bezwzględne osadzanie w areszcie, gdy nie udaje się ściągnąć grzywny za niedopełnianie obowiązku szkolnego. Policja niezbyt gorliwie te prośby wykonywała, co skutkowało zażaleniami do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Bywało, że magistrat otrzymywał w odpowiedzi żądanie opłacenia utrzymania osób zatrzymanych w areszcie na takiej podstawie.


"Kto nie posyła dzieci do szkoły, idzie do aresztu" – ostrzegała prasa. I rzeczywiście, w jednym tylko tygodniu maja 1925 roku za nieposyłanie dzieci do szkoły, wskutek wyroku Komisji Powszechnego Nauczania, karę jednodniowego aresztu odbyło 23 rodziców. Informacje te odniosły właściwy skutek. Już na początku lat dwudziestych przeciętna frekwencja w szkołach osiągnęła poziom 89 procent, porównywalny do notowanego w Wielkiej Brytanii. Pewnie dlatego program upowszechniania oświaty opracowany przez Szwajcera oraz sposób jego realizacji w Łodzi, stały się wzorem dla wielu innych miast II RP.

Skarb głupiego Władzia

Żebrak podarował szewcowi z Błaszek 68 tysięcy złotych.

Chyba wszyscy mieszkańcy Błaszek i okolic znali z widzenia "Głupiego Władzia". Nikt jednak nie znał jego nazwiska i przeszłości. Władzio mieszkał w lesie pod Błaszkami we własnoręcznie skonstruowanym szałasie. Ale większość czasu spędzał na włóczeniu się i żebraninie. Co roku kilka razy obchodził wsie i miasteczka województwa łódzkiego i poznańskiego. Zbierał datki na każdym jarmarku i odpuście.
magistrat błaszki 1931-1936
Błaszki - magistrat 1931-1936. Źródło: fotopolska.eu
We wrześniu 1931 roku "Głupi Władzio" zjawił się w zagrodzie szewca Stanisława Fijałkowskiego w Błaszkach. Poczęstowano go resztkami skromnej kolacji. Po posiłku gość zasłabł, a po 2 dniach, mimo pomocy lekarza, zmarł.

Przed śmiercią Władzio poprosił Fijałkowskiego o rozmowę i opowiedział mu o swojej przeszłości. Naprawdę nazywał się Władysław Dębowski i przed wojną mieszkał w Łodzi przy Piotrkowskiej 243, gdzie prowadził tkalnię ręczną. Jego żona Helena prowadziła handel tymi wyrobami. Po jej śmierci, w roku 1914 zlikwidował interes i zajął się spekulacjami, które poszły mu fatalnie. Stracił cały dobytek, więc zaczął żebrać. Żył bardzo oszczędnie, prawie każdy zdobyty grosz odkładał, aby rozkręcić nowy biznes. Oszczędności wpłacał do PKO. Nowy sposób na życie doprowadził do lekkiego zaburzenia umysłowego, manii ciułania. Bywało, że przymierał głodem, ale nie zaprzestał oszczędzania i nie wydawał pieniędzy.

"Głupi Władzio" zebrał przez lata na koncie 68 tysięcy złotych. Cały ten kapitał przekazał przed śmiercią jedenastce dzieci Fijałkowskiego do podziału. Zażyczył sobie tylko uroczystego pogrzebu. Wzbogacony nieoczekiwanie błaszkowski szewc kupił dzieciom duże gospodarstwo w okolicy.

Na podstawie: Głos Poranny 6.09.1931

piątek, 18 marca 2016

Herosi w pigułce

Czy można pokazać życie człowieka w krótkim 60-sekundowym filmiku? Polsat Viasat History dowodzi, że 1 minuta wystarczy. Szybko, krótko i ciekawie. Tylko w ten sposób dziś zainteresuje się historią i ludźmi, którzy ją tworzyli.

Cykl "Polscy Herosi XX wieku" poświęcony jest wybitnym postaciom, które trwale zapisały się w dziejach naszego kraju. Od 14 marca można oglądać odcinki przedstawiające działaczy podziemia podczas II wojny światowej. W pierwszym, zatytułowanym „II Wojna Światowa – działania podziemne”, przedstawiono Stanisława Likiernika – polskiego żołnierza, podpułkownika Wojska Polskiego, żołnierza Armii Krajowej i uczestnika Powstania Warszawskiego. Uchodził za symbol swojego pokolenia - młodych, romantycznych polskich bojowników, z których większość zginęła w latach 1939 - 1945. Był pierwowzorem postaci Stanisława Skiernika "Kolumba" w powieści Romana Bratnego "Kolumbowie. Rocznik 20" (1957). Jako żołnierz Kedywu brał udział w najważniejszych akcjach sabotażowych i wykonywał wyroki podziemnego sądu. Walczył w Powstaniu Warszawskim, podczas którego był wielokrotnie ranny. Odznaczono go orderem Virtuti Militari i Krzyżem Walecznych. Po wojnie wyjechał do Francji, gdzie ukończył studia i pracował na stanowiskach dyrektorskich w firmie Philips. Ma podwójne obywatelstwo: polskie i francuskie.

W kolejnych odcinkach Polsat Viasat History zaprezentuje m.in. losy Elżbiety Zawackiej – polskiej bojowniczki o wolność podczas II wojny światowej. Jedynej kobiety należącej do elitarnej grupy tzw. cichociemnych. Poznamy także dzieje Jana Nowaka – Jeziorańskiego, Jana Karskiego, Władysławy Macieszy, Krystyny Skarbek, Ryszarda Kuklińskiego i Witolda Pileckiego.

Historie "Polskich Herosów XX wieku" można oglądać tylko na antenie Polsat Viasat History.

poniedziałek, 7 marca 2016

Z Bogiem i Hitlerem

5 marca 1933 roku Narodowosocjalistyczna Niemiecka Partia Robotników [NSDAP] wygrała kolejne przyspieszone wybory do niemieckiego parlamentu. Na partię Hitlera głosowało około 17 milionów Niemców, czyli prawie 44 procent wyborców. Mimo braku bezwzględnej większości, Hitler w krótkim czasie rozmontował system demokratyczny Republiki Weimarskiej.
rząd hitlera

Po raz pierwszy partia Hitlera wygrała wybory do Reichstagu 31 lipca 1932 roku. Zagłosowało na nią ponad 37 procent wyborców, gdy socjaldemokratów poparło 24, a komunistów – 14 procent. Naziści dostali się rządu utworzonego przez centrystę Franza von Papena. W wyniku intryg Hitlera we wrześniu 1932 roku rząd utracił większość parlamentarną. Kanclerz von Papen rozwiązał parlament i wyznaczył kolejne wybory na 6 listopada. Znów zwyciężyła NSDAP z 33 procentami głosów, ale ponieważ nie uzyskała większości, znów musiała podzielić się władzą. 30 stycznia 1933 roku Adolf Hitler objął stanowisko kanclerza Niemiec. W nowym rządzie naziści otrzymali tylko 3 ministerstwa spośród 11.

Wkrótce po objęciu urzędu Hitler przemówił przez radio do narodu niemieckiego i przedstawił „Apel rządu Rzeszy do narodu niemieckiego”. Obiecywał odbudowę przemysłu, wsparcie dla rolnictwa i likwidację bezrobocia. Dowództwu armii zaproponował radykalny program odzyskania przez Niemcy niezależności politycznej oraz odbudowy sił zbrojnych. Minister spraw wewnętrznych Frick zapewniał opinię publiczną, że rząd Hitlera „chce żyć ze wszystkimi w pokoju” oraz, że będzie się trzymał przepisów konstytucji. Tymczasem naziści zabrali się od razu do zastraszenia i eliminowania przeciwników politycznych. Do tych celów wykorzystywali bez skrupułów państwowy aparat propagandowy.
Hindenburg i Hitler

Niepełna władza nie zadowalała Hitlera, postanowił więc doprowadzić do kolejnych wyborów. Ich termin ustalono na 5 marca 1933 roku. 27 lutego spłonął budynek Reichstagu, który kanclerz uznał za próbę zamachu stanu, a odpowiedzialnością za to obarczył komunistów. Rozpętał zaraz nagonkę antykomunistyczną i zmusił prezydenta Hindenburga do podpisania dekretu „O ochronie narodu i państwa”, który oznaczał stan wyjątkowy zawieszający wiele swobód obywatelskich. Wprowadzono możliwość zawieszania działalności partii politycznych, związków zawodowych i stowarzyszeń, cenzurę prasy, kontrolę rozmów telefonicznych, usunięto sądową kontrolę działań policji. Hermann Göring, jako minister spraw wewnętrznych Prus, nadał bojówkom SA uprawnienia policyjne. Na tydzień przed wyborami do Reichstagu kampania przeistoczyła się w akcję totalnego zastraszania i terroru opozycji. W ciągu kilku dni NSDAP zamknęła w więzieniach i obozach wszystkich liczących się przeciwników politycznych. Po pożarze Reichstagu aresztowano 4 tysiące komunistów. Partia komunistyczna nie mogła wziąć udziału w kampanii wyborczej. W tym czasie zaczęły powstawać i zapełniać się pierwsze obozy koncentracyjne. Do czerwca 1933 roku w obozach znajdowało się już ok. 50 tysięcy przeciwników reżimu.

berlin w dniu wyborów
W tej sytuacji NSDAP wygrała wybory, ale wciąż nie udało się jej uzyskać bezwzględnej większości w parlamencie. Przy wysokiej frekwencji (85%) na partię Hitlera głosowało około 17 milionów Niemców, czyli 43,9 procent wyborców. Socjaldemokratów poparło ponad 18, komunistów – 12, centrum – prawie 11, a narodowców (nacjonalistów) – 8 procent wyborców. Przebieg wyborów był na ogół spokojny, tylko w Hamburgu doszło do starć między komunistami a hitlerowcami. Prasa łódzka informowała o niemieckich wyborach rzeczowo i bez specjalnych emocji. 6 marca 1933 "Głos Poranny" oraz "Ilustrowana Republika" poświęciły temu wydarzeniu całe swoje pierwsze strony.

W korespondencji datowanej na 5 marca "Głos" relacjonował:
Dzisiejszy obraz ulicy w związku z wyborami przedstawia się zupełnie odmiennie aniżeli poprzednie. Przed lokalami wyborczemi na ulicach widać wysłańców partii narodowo- socjalistycznej, rozdających kartki i ulotki, w otoczeniu wysłanników czarno-bialo-czerwonych, centrum i zrzadka socjal-demokratycznych. Komuniści zupełnie się nie ujawniają na zewnątrz. Z okien wielu domów powiewają flagi hitlerowskie. W dzielnicach robotniczych flag tych jest bardzo niewiele. Widać również przerzucone przez ulicę transparenty z napisami: „Z Bogiem i Hitlerem o wolność narodu niemieckiego".
"Głos" opublikował również skrót wywiadu Hermanna Göringa dla "Svenska Dagblatt". Przed rozstrzygnięciem wyborów minister spraw wewnętrznych Prus był przekonany, że hitlerowcy i narodowcy zdobędą większość w Reichstagu, a sesja nowego parlamentu nie potrwa długo. Ważne ustawy, wniesione przez rząd, zostaną szybko przeprowadzone. „Nie będziemy tolerowali propagandy marksizmu" - oświadczył. Na pytanie o Żydów Göring dyplomatycznie wyjaśnił: "Rzezi żydów nie będzie. O ile zachowają się zupełnie lojalnie i pozostaną przy swoich interesach, to nie mają się czego obawiać. Nie chcemy ich jednak mieć na naczelnych stanowiskach w Rzeszy."

plakat wyborczy nsdapPo wyborach, aby uzyskać większość w Reichstagu Hitler musiał zawiązać koalicję z narodowcami. Ale i to nie zapewniało mu możliwości przepchnięcia ustaw uniezależniających rząd od parlamentu. Wymaganą większość kanclerz szybko jednak uzyskał aresztując parlamentarzystów komunistycznych i zastraszając lub przekupując niezdecydowanych dotąd na współpracę. Rząd Hitlera 24 marca 1933 roku otrzymał prawo wydawania dekretów niezależnie od Reichstagu. Teraz mógł już zawiesić konstytucję i wprowadzić wszystkie planowane zmiany w prawie. W lipcu 1933 weszła w życie ustawa o zakazie tworzenia nowych partii politycznych. Istniejące partie zmuszono do zaprzestania działalności i NSDAP stała się jedyną realną siłą polityczną. Demokracja w Niemczech legła w gruzach.

Po śmierci Hindenburga Hitler przejął kompetencje prezydenta. Otrzymał nieograniczoną władzę, z której korzystał aż do tragicznego końca 30 kwietnia 1945 roku. A jeszcze w październiku 1931 r. prezydent Hindenburg określił go, jako "dziwacznego faceta, który mógłby być ministrem poczty, ale na pewno nie kanclerzem”. Do dziś trwają dyskusje, w jaki sposób skromny austriacki malarz i kapral mógł objąć dyktatorską władzę nad 60-milionowym narodem. Rzadko mówi się o wsparciu, jakie Hitler otrzymał od przemysłowców liczących na korzyści z rządów narodowosocjalistycznych. Z jednej strony dostali obietnicę rozprawienia się z ruchami komunistycznymi, z drugiej kusiły niebotyczne rządowe zamówienia na sprzęt niezbędny do odzyskiwania suwerenności i budowania przestrzeni życiowej.
wyniki wyborow 5 marca 1933

Mało kto wierzył w realizację szaleńczego programu przedstawionego w "Mein Kampf". Wśród polityków i komentatorów panowało przekonanie, że Hitler to figurant i nieszkodliwy krzykacz. Znany pisarz i futurolog, Herbert George Wells jeszcze w 1934 roku uważał, że dojście Hitlera do władzy było „incydentem pozbawionym znaczenia”. Nasz Antoni Słonimski sądził, że z całej epoki nazizmu do historii przejdzie tylko to, iż grupa szaleńców przepędziła z Niemiec Alberta Einsteina, a nazwisko Hitlera zginie w pomroce dziejów. Jako pacyfista i wróg wszelkich dyktatur, żartował sobie, że Hitler to „bydle bez poczucia humoru” i nieistotny „błazen”. Niestety, "nieistotny błazen" i "figurant" szybko udowodnił, że nie jest niczyją marionetką i postarał się, aby świat nigdy o nim nie zapomniał...

sobota, 5 marca 2016

Kiedy Bóg odkrywał niewinność

Zgodnie z powszechnym poczuciem sprawiedliwości każdy sprawca czynu sprzecznego z prawem powinien ponieść karę odpowiednią do przewinienia. Czy jednak obywatele czują się bezpiecznie, gdy wymiar sprawiedliwości osiąga rekordy skuteczności?


Przez wieki w procesie ustalania winy nie stosowano zasady domniemania niewinności. Jeśli podsądny wypierał się zakazanego czynu, kierowano go do katusza czyli izby tortur. Zwykle to pomieszczenie znajdowało się w podziemiach miejskiego ratusza. Kluczową rolę w procesie pełniły tortury, które miały zmusić oskarżonego do przyznania się. Delikwentem, który nie przestraszył się samych gróźb męki i prezentacji narzędzi do zadawania cierpień, kat zajmował się dalej. Kiedy wytrzymał pierwsze męczarnie i nadal odmawiał przyznania się do winy, powtarzano tortury kilkakrotnie wzmacniając ich natężenie i dokładając jeszcze bardziej dotkliwe. Zadziwiające przypadki, gdy oskarżony wszystko to przetrzymał, wyjaśniano działaniem złych mocy. Proces kończył się wtedy skazaniem go na śmierć za używanie czarów. Wymiar sprawiedliwości był wówczas niezwykle skuteczny…

Wyjątkowe szczęście miała Zofia Zarębianka, gospodarująca we wsi Niwki na ziemi łęczyckiej. Kasztelan Antoni Biesiekierski, zasiadający jako sędzia w sądzie asesorskim, wspominał po latach, że tylko niezwykłemu zbiegowi okoliczności uratowała ona życie.
- Podpisałem na kobietę zupełnie niewinną wyrok, skazujący ją na śmierć. Wprawdzie wszystko się działo wedle przepisów prawa i cały komplet sądu skrupulatnie ich przestrzegał, ale się pokazało, że wówczas procedura karna nie odpowiadała słuszności. Szczęściem Bóg odkrył niewinność skazanej i jeszcze dość czasu było wyroku egzekucję wstrzymać, a następnie skasować - opowiadał były sędzia.

Pannę Zarębiankę, prowadzącą gospodarstwo swojego stryja, 15 marca 1775 roku oskarżono o dzieciobójstwo. Została uwięziona, a liczni sąsiedzi zeznali, „że zamordowanego, a w ogrodzie dworskim w ziemi znalezionego dziecka była matką, że, jako dorodna i rządna gospodyni miała ubiegających się o jej rękę kawalerów, a z tych jednemu, gdy została wzajemną, wydała na świat tę nieszczęśliwą ofiarę".

Mimo niekorzystnych dla siebie zeznań świadków, uwięziona kobieta zaprzeczała jakoby była matką oraz morderczynią dziecka, którego ciało odnaleziono w jej ogrodzie. Oddano ją w ręce kata, aby "sprawdzić" jej prawdomówność. Zagroził, że jeżeli nie przyzna się, włoży jej na głowę "czapkę pomorską"* i tak ześrubuje, że będą pękać żyły, a oczami wypłynie krew. Potem "zaproponował" ześrubowanie palców, "hiszpańskie buty"** oraz przypalanie boków i palców.

- A jeżeli to wszystko nie pomoże przyznać się do zbrodni, tedy rozpiętą zostaniesz na zwykłej torturze, którą powolnie natężając, do tego stopnia dośrubuję, iż ci ze stawów wszystkie członki wyjdą. Nie sądź, żeby te zadane męczarnie śmierć zrządziły. Jeżeli je zniesiesz i nic nie zeznasz, lekarz więzienia wyleczy cię i znów wrócisz w moje ręce - ostrzegł mistrz. 

Przestraszona Zofia zgodziła się zeznawać i oznajmiła:

- Zrobię to, czego po mnie wymagacie, i oświadczam nieodwołalnie, iż jestem matką zamordowanego dziecka.
Przyznanie się, zgodne z zeznaniami świadków, w zasadzie sprawę kończyło. Sąd wydał wyrok śmierci przez ścięcie głowy. Na rynku ustawiono rusztowanie i zorganizowano wojsko do utrzymania porządku podczas publicznej egzekucji. Dzień przed wykonaniem wyroku Zofia wezwała do siebie kapłana z zakonu Kapucynów, aby się wyspowiadać. Wyznała wszystkie grzechy oprócz tego najważniejszego, za który miała oddać nazajutrz życie. Zaskoczony tym spowiednik w obawie o jej zbawienia, wprost zapytał dlaczego, Zofia zataiła swoją zbrodnię przed konfesjonałem.
czaszkozgniatacz- Gdybym zarzutu zbrodniczego była winną, nie przemilczałabym tego i błagała o rozgrzeszenie - odparła.
- A zeznania tylu świadków i twoje przyznanie się do zbrodni? - zdziwił się kapłan.
- Świadkowie są to poddani w służbie dworskiej, którym niewistną byłam, bo ich źle żywiono, a ekonomowi pobłażałam zbyt może surowe z nimi się obchodzenie. Przez zemstę zarzucono mi tę zbrodnię - wyjaśniła Zofia.
Kapłan, przejęty tym wyznaniem, uznał za swój obowiązek ratować niewinną kobietę. Prosto z więzienia udał się do księcia prymasa i wyjawił mu tajemnicę. Prymas przyrzekł pomoc, pojechał do Marszałka Wielkiego Koronnego, a nawet do samego króla Stanisława Augusta. Wstrzymano natychmiast egzekucję i przesłuchano ponownie świadków. Szybko przyznali, że wykopali na cmentarzu świeżo pochowane dziecko, aby pogrzebać je w dworskim ogrodzie. Chcąc pozbyć się nieznośnej gospodyni, oskarżyli ją o dzieciobójstwo.

buty hiszpańskiePo ujawnieniu tych faktów wyrok na Zofię Zarębiankę dekretem królewskim został skasowany. Rok później (1776) na wniosek kasztelana bieckiego, Wojciecha Kłuszewskiego, Sejm uchwalił zakaz stosowania tortur w Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Wcześniej uczyniły to tylko Prusy: częściowo w 1740 roku, a ostatecznie w 1754. Najdłużej ta forma niehumanitarnego wymuszania zeznań utrzymywała się w państewkach niemieckich. Jako ostatnie zniosły tortury królestwo Hannoweru w 1822 roku i księstwo Gotha - Koburg w 1828 roku.

* * *
Na podstawie: Stanisław Wasylewski "Sprawy ponure - Obrazy z kronik sądowych wieku Oświecenia"

1) Zgniatacz czaszki - składał się z metalowej misy w kształcie czapki połączonej ze śrubą. Zakładano ją na głowę, a podbródek umieszczano na żelaznym pręcie osadzanym na obręczy zaciskającej szyję. Przykręcanie śruby powodowało uścisk głowy i powolne jej zgniatanie, pręt zaś wbijał się w kość podbródkową.

2) Hiszpańskie buty - narzędzie w formie imadła zamkniętego w drewnianym lub metalowym pudełku. Kiedy dokręcano śrubę, miażdżyła stopę. Buty mogły też zawierać kolce.