Ignorant ma zawsze rację... Nie próbuj z nim dyskutować. Rzecz jasna, dotyczy to nie tylko jazdy konnej...😉
- Panie, nie z tej strony wsiada się na konia.
- Co panu do tego, to mój koń, to mi wolno siadać jak mi się podoba.
Źródło: Tygodnik Wędrowiec rok 1898 nr 40
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą humor prasowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą humor prasowy. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 7 maja 2019
niedziela, 4 lutego 2018
Suchary sprzed stulecia
Humor, który dziś nie śmieszy... W roku 1915 trwała wojna, zwana wówczas Wielką Wojną. Jednak po dwudziestu latach jej "wielkość" musiała ustąpić miejsca kolejnej o nieznanej dotąd skali. Stąd konflikt w latach 1914-1918 obecnie znany jest jako I wojna światowa. Od sierpnia 1914 na ziemiach zamieszkanych w większości przez Polaków, trwały bitwy i potyczki między wojskami rosyjskimi, a niemiecko-austriackimi. Rosjanie bez walki oddali tylko zachodnią rubież swojego imperium z miastem gubernialnym Kaliszem. Walki o Łódź zwane Bitwą Łódzką, albo „małą bitwą narodów”, pozostały w zasadzie nierozstrzygnięte, ale Rosjanie 6 grudnia musieli wycofać się z Łodzi, za linię Bzury i Rawki.Pod koniec grudnia front stabilizuje się przechodząc tymczasowo w wojnę pozycyjną. Warszawa po raz pierwszy była zagrożona atakiem Państw Centralnych już we wrześniu tego samego roku, ale Rosjanie zdołali wtedy odeprzeć natarcie armii Hindenburga. Teraz została odcięta od zachodnich guberni części Królestwa Polskiego. Stąd wynikały zapewne kłopoty komunikacyjne pana Adolfa zdecydowanego na małżeństwo z panną Zofią. Miasto systematycznie bombardowały niemieckie sterowce, ale bez większych efektów, więc szklarze nie mieli takich dochodów, na jakie liczyli...
Sytuacja na froncie zmieniła się na korzyść Niemców w maju 1915 roku. Po serii bitew Warszawa znalazła się w wybrzuszeniu frontu i pod koniec czerwca rosyjskie dowództwo zdecydowało wycofać się na linię Niemen-Bug. 5 sierpnia niemieccy żołnierze wkroczyli do Warszawy. W grudniu 1915 roku wojska niemieckie i austriackie zajęły już całe Królestwo Polskie. Rosjanie zostali wypchnięci za linię przebiegającą od Zatoki Ryskiej przez Baranowicze, Tarnopol, po Kamieniec Podolski na brzegach Dniestru. Okupanci prowadzili politykę rabowania wszystkiego, co mogło być przydatne do utrzymania armii. Praktyczna rada, by kupować fortepiany z grubymi nogi pozostała aktualna. Przy czym nie należało zapominać, że dotyczyło do także stołów i innych ruchomości...
czwartek, 26 lutego 2015
Nie karm kaczki sucharem!
Nasz współczesny arcymistrz sucharów Karol S., aczkolwiek człowiek twórczy i oryginalny, mógłby wiele skorzystać na lekturze starej prasy. Najlepsze sucharburgery siadają przy dowcipie, jakim próbował rozbawić czytelników Głos Poranny 30 stycznia 1935.
Mało zorientowanym w sprawach drobiu i mediów drukowanych przypominamy skąd wziął się termin "kaczka dziennikarska". Wymyślił ją podobno Egide Norbert Cornelissen, Belg żyjący na przełomie XVIII i XIX wieku. Ten żołnierz i literat o specyficznym poczuciu humoru, postanowił sprawdzić, jak daleko sięga naiwność czytelników. Zamieścił w prasie ogłoszenie o sprzedaży kaczki. Kupców zachęcał zmyśloną historią tego ptaka. Niezwykła kaczka miała pochodzić rzekomo z makabrycznej hodowli. Autor ogłoszenia twierdził, że była ostatnią z dwudziestu kaczek, jakie posiadał początkowo. Kaczki te po kolei zabijał i dawał pozostałym na pożarcie. W końcu została jedna, która wskutek potwornego kanibalizmu miała wykazywać się niezwykłą drapieżnością i siłą. Niezwykła była również jej cena, przewyższająca pięciokrotnie cenę zwykłej kaczki. Mimo to, chętnych kupców nie brakowało. Eksperyment Cornelissena powiódł się, okazało się, że "ciemny lud" (i nie tylko ciemny) łyka każdą niedorzeczność, byle była poparta jakimś pseudonaukowym opisem.
"Kaczka dziennikarska" oznacza zatem świadomie kłamliwą, albo niepotwierdzoną informację opublikowaną w mass-mediach. Co takiego stworzył "redaktor pewnego pisma sensacyjnego", że trafił do prasowego dowcipu, niestety nie wiemy...
Po stawie pływa stara kaczka z kaczętami.
Nagle na brzegu ukazuje się redaktor pewnego pisma sensacyjnego i zaczyna się rozbierać.
W tym momencie stara kaczka woła do swych małych:
- Dzieci odsuńcie się! Tatuś chce się kąpać!
Mało zorientowanym w sprawach drobiu i mediów drukowanych przypominamy skąd wziął się termin "kaczka dziennikarska". Wymyślił ją podobno Egide Norbert Cornelissen, Belg żyjący na przełomie XVIII i XIX wieku. Ten żołnierz i literat o specyficznym poczuciu humoru, postanowił sprawdzić, jak daleko sięga naiwność czytelników. Zamieścił w prasie ogłoszenie o sprzedaży kaczki. Kupców zachęcał zmyśloną historią tego ptaka. Niezwykła kaczka miała pochodzić rzekomo z makabrycznej hodowli. Autor ogłoszenia twierdził, że była ostatnią z dwudziestu kaczek, jakie posiadał początkowo. Kaczki te po kolei zabijał i dawał pozostałym na pożarcie. W końcu została jedna, która wskutek potwornego kanibalizmu miała wykazywać się niezwykłą drapieżnością i siłą. Niezwykła była również jej cena, przewyższająca pięciokrotnie cenę zwykłej kaczki. Mimo to, chętnych kupców nie brakowało. Eksperyment Cornelissena powiódł się, okazało się, że "ciemny lud" (i nie tylko ciemny) łyka każdą niedorzeczność, byle była poparta jakimś pseudonaukowym opisem.
"Kaczka dziennikarska" oznacza zatem świadomie kłamliwą, albo niepotwierdzoną informację opublikowaną w mass-mediach. Co takiego stworzył "redaktor pewnego pisma sensacyjnego", że trafił do prasowego dowcipu, niestety nie wiemy...
Subskrybuj:
Posty (Atom)

