czwartek, 14 stycznia 2016

Karsznice - kultura w szczerym polu

„Co jeszcze pan umie? Grać w piłkę pan umie? A może boksować lub grać na trąbce?" — pyta naczelnik. Karsznice samymi parowozami nie stoją. Nie jest to bezosobowy twór z przeszłości — to ludzie i ich historie są tutaj przewodnikami...

Ta niewielka wieś w gminie Zduńska Wola ma długą, sięgającą XIV wieku, historię. Ale o Karsznicach zrobiło się głośno dopiero po decyzji o budowie linii kolejowej Śląsk – porty. Pierwszy pociąg dotarł tu 8 listopada 1930. W tym samym dniu oddano do użytku stację kolejową. Potem zbudowano w Karsznicach parowozownię oraz osiedle mieszkaniowe dla 1 300 kolejarzy i ich rodzin. Obecnie osiedle to stanowi dzielnicę Zduńskiej Woli, podczas gdy reszta Karsznic pozostała wsią. Jak dowodzi felieton Gabrieli Górskiej z Muzeum Historii Miasta Zduńska Wola, kolejarskie osiedle, które powstało w szczerym polu, jest bardzo ciekawym obiektem kulturowym. Artykuł ukazał się w kwartalniku artystyczno-literackim „Arterie” (Lipiec nr 1/2015). Poniżej przedstawiamy jego obszerne fragmenty.

* * *

Historia jakich (nie)wiele

Cofnijmy się do 1928 roku. Leżąca w samym centrum Polski niewielka wieś Karsznice obok Zduńskiej Woli, należąca do majątku rodziny Wierzchlejskich, staje miejscem, przez które przebiega jedna z nielicznych w kraju linii kolejowych (...) ze Śląska do portu w Gdyni. Polska, chcąc po odzyskaniu niepodległości odbudować gospodarkę, stawia na eksport węgla, tworząc tym samym warunki dla rozwoju pozostałych gałęzi przemysłu. (...) Na drodze do sukcesu pojawia się jednak problem przewozu węgla (...)

Decyzja o budowie dwóch linii kolejowych łączących Śląsk z gdyńskim portem zapada w 1925 roku. Już rok później, po wybuchu strajku brytyjskich górników, śmiały plan budowy magistrali węglowej wyraźnie przyspiesza (...) Strajk w Wielkiej Brytanii jest szansą dla polskiego eksportu. Kraje skandynawskie — dotychczasowi główni odbiorcy brytyjskiego węgla — stają się nowym, strategicznym partnerem dla polskiego górnictwa. (...) Potrzebna jest nowa, ekspresowa trasa tranzytowa południe-północ. I tu właśnie rozpoczyna się historia Karsznic, niewielkiej wsi i folwarku położonego tuż przy granicy ze Zduńską Wolą. (...)

Dzięki rozwojowi kolejnictwa niewielka wieś już wkrótce, po historycznym roku 1926, stanie się ważnym punktem na kolejowej mapie i miejscem widocznym zza szyby pędzącego wagonu. Ogromna inwestycja daje zatrudnienie mieszkańcom Zduńskiej Woli i okolic. Biorą w niej udział zarówno ci, którzy pozostają bez pracy na skutek kryzysu, ale także okoliczni rolnicy—właściciele sporych gospodarstw, ale i ci ich pozbawieni. Budowa niczym magnes przyciąga ludzi z odległych miejsc, takich jak Nowogródczyzna, Polesie, Wołyń, Wileńszczyzna czy Podlaskie.

Pomimo hucznego otwarcia północnego i południowego odcinka magistrali w 1930 roku, kryzys światowy dopada też budowę odcinka Karsznice—Inowrocław. W związku z tym Rząd Polski jednoczy siły z Francusko-Polskim Towarzystwem Kolejowym Spółką Akcyjną w Paryżu, któremu od 1938 roku zacznie podlegać nowopowstała Dyrekcja Kolei Herby Nowe — Gdynia. Jednak i to nie pomaga zrealizowaniu inwestycji w terminie. Chociaż odcinek zostaje oddany do eksploatacji 1 marca 1933 roku, nadal są przy nim prowadzone prace wykończeniowe, nie wspominając o drugim torze, który zostaje oddany do użytku dopiero wiosną 1938 roku. (...)

karsznice budowa osiedla kolejowe

Kolejarskie Eldorado

Już w końcówce 1930 roku przez tymczasową stację w Karsznicach przejeżdża dziesięć—dwanaście par pociągów, które muszą pokonać odległość ponad 250 kilometrów. Najbliższe parowozownie Dyrekcji Okręgowych Kolei Państwowych są położone 40 kilometrów od nowej linii. Powstaje pomysł, aby na środku jej długości stworzyć nową macierzystą parowozownię. Środkiem tym są oczywiście Karsznice, przed którymi rysuje się wizja rodem z filmów o przyszłości. Wybudowana w systemie hal typu schodkowego parowozownia będzie pierwszą tego typu w Polsce i jedną z najnowocześniejszych w Europie!

Oprócz Parowozowni powstanie Lokomotywownia, Wagonownia, Zakład Taboru oraz inne jednostki Węzła, czyli Oddział Sieci i Zasilania, a także Oddział Drogowy. W szczerym polu wyrośnie nowoczesne osiedle mieszkaniowe dla pracowników. Podczas otwarcia nie może zabraknąć najważniejszych osobistości, takich jak ówczesny minister i wiceminister komunikacji, wiceminister skarbu, wiceminister przemysłu i handlu oraz przedstawiciele francuskiej części zarządu. Ta chwila jest na tyle doniosła, że orkiestra kompanii Okręgu Kolejowego Przysposobienia Wojskowego wita gości francuskim oraz polskim hymnem. (...)

W jaki sposób ci przybysze ze Śląska, Pomorza czy Wielkopolski budują kapitał społeczny oraz tożsamość lokalną, która, jak się okazuje, nadal jest bardzo silna? Na tym obszarze nie istniały przecież wcześniej żadne tradycje kolejarskie. Trzeba było od podstaw kompletować załogę. I to nie byle jaką. By móc zamieszkać i pracować w tak ekskluzywnym —jak na tamte czasy miejscu, należało legitymować się obywatelstwem polskim, mieć ukończoną szkołę powszechną, posiadać uregulowany stosunek do służby wojskowej oraz pierwszą kategorię zdrowia. Ten, kto stara się o przyjęcie do parowozowni, powinien okazać dyplom czeladnika. W cenie są też mistrzowie ślusarstwa, kowalstwa, tokarze czy giser — odlewnik. Szczyt piramidy pracowniczej to między innymi maszyniści parowozów, którzy, aby dostać tu pracę, muszą ukończyć średnią szkołę techniczną. Każdy z pracowników, chcąc nie chcąc, obowiązkowo staje się członkiem Kolejowego Przysposobienia Wojskowego. Patriotyzm to podstawa. Mieszkańcy tak wspominają przebieg rozmów kwalifikacyjnych: „Co jeszcze pan umie? Grać w piłkę pan umie? A może boksować lub grać na trąbce?" — pyta naczelnik. Gdy kandydat, zmieszany, odpowiada, że gra trochę „w nogę", słyszy od naczelnika, który był zazwyczaj prezesem klubu piłkarskiego: „Jutro jest trening. Proszę tam być. Ja też tam będę". Tak oto powstawała wspólnota ludzi pracy, ale też pasji; takich, którzy będą mogli dodatkowo dać coś od siebie lokalnej społeczności.

Pierwszy służbowy transport specjalnym pociągiem do nowych miejsc pracy odbywa się już na początku 1933 roku. Mężczyźni, najpierw bez rodzin, ale za to z łóżkami, pościelą czy naczyniami, przybywają na teren kolonii kolejowej. Dziewięć nowych bloków stanowi trzon osiedla, nadając jej niepowtarzalny charakter. Surowe warunki, ewidentny brak odpowiedniej infrastruktury (dróg, sklepów, szkoły, a nawet elektryczności czy sieci kanalizacyjnej) sprawia, że pierwsi mieszkańcy po zakupy udają się do Zduńskiej Woli, brodząc siedem kilometrów polami w błocie i glinie. Karsznice jednak szybko nadrabiają zaległości. Po pięciu latach działalności tamtejsza parowozownia zostaje przemianowana z kategorii pomocniczej III klasy na główną I klasy. Ta zmiana powoduje przyrost taboru, dzięki czemu liczba pracowników węzła wzrasta do około ośmiuset osób.

koszykówka karsznice

 Kultura rośnie w szczerym polu

Budowanie „swojego świata" od podstaw to w pewien sposób tchnięcie życia w pustkowie. Ludzie ci, na podobieństwo społeczeństw tradycyjnych, tworzą świat na nowo, nadając mu strukturę, kształt i prawa. Rytm życia karsznickiego kolejarza, bez względu na porę dnia, niedziele czy święta, podporządkowany jest transportowi. Co ciekawe, tamtejsze kobiety często nie podejmowały pracy zawodowej, poświęcając się domowemu ognisku. Zagospodarowanie przestrzeni socjalnej i kulturalnej mieszkańcy Karsznic oparli na zdyscyplinowaniu, zaufaniu i aktywności. Te cechy objawiają się w całej okazałości w 1935 roku podczas budowy Domu Związku Zawodowego Kolejarzy i Kolejowego Przysposobienia Wojskowego (późniejszego Domu Kultury „Kolejarz"). Obiekt powstaje w czasie wolnym od pracy, co jeszcze bardziej integruje środowisko. Budynek, wyposażony między innymi w dużą świetlicę i salę widowiskową na sześćset miejsc, służy od początku do organizowania imprez patriotycznych i odczytów, ale także do coniedzielnych zabaw towarzyskich. Miejsce to skupia życie lokalnej społeczności, która po ciężkiej pracy potrzebuje wytchnienia. Kolejarze realizują tu swoje pasje: działają w sekcji modelarskiej, piszą i wystawiają sztuki sceniczne, przygotowując samodzielnie dekoracje, grają w zespole muzycznym czy orkiestrze dętej, śpiewają w chórze, tańczą w zespole.

Nie lada wydarzeniem jest także otwarcie nowoczesnej czytelni, w której, oprócz czasopism, znajdują się stół bilardowy i radioodbiornik. Pasjonaci sportu spełniają się w sekcjach siatkówki (męskiej i żeńskiej), koszykówki, tenisa ziemnego i stołowego, bokserskiej czy strzeleckiej, które wchodzą w skład powstałego na chwilę przed wybuchem wojny klubu sportowego Olimpia. Głównymi inicjatorami życia społecznego jest Kolejowe Przysposobienie Wojskowe, a także „Rodzina Kolejowa" — organizacja Filialna przy Związku Zawodowym Kolejarzy. To z ich inicjatywy powstaje pierwsza jadłodajnia, miejsce tak ważne dla osamotnionych na początku mężczyzn. Organizowane są kursy kroju, szycia czy prawidłowego żywienia dla kobiet, a dla dzieci i rodzin — kolonie.

Budowaniu się nowej społeczności towarzyszy również rozwój struktur szkolnych. O ile „Rodzina Kolejowa" pomogła przy powstaniu przedszkola, o tyle starsze dzieci uczęszczały do szkół oddalonych od miejsca zamieszkania nawet o 7 kilometrów. Większemu zintegrowaniu ze Zduńską Wolą nie pomogło nawet otwarcie komunikacji autobusowej w 1939 roku. (...)

Karsznicki węzeł kolejowy ma niemałe znaczenie dla okupanta. Niemcy bardzo szybko kończą budowę osiedla i parowozowni, a także pozostałych części węzła, bowiem dostawa szwedzkich rud żelaza jest dla nich priorytetem. Jednym z najbardziej znaczących momentów w tamtym okresie jest aresztowanie i postawienie w stan oskarżenia Kazimierza Kałużewskiego (pseudonim „Chińczyk") i Juliusza Sylli (pseudonim „Nit"). Zarzucano im między innymi całkowite zniszczenie osiemnastu parowozów i uszkodzenie ponad trzydziestu, co kosztowało okupantów więcej niż działania całego batalionu wojska na froncie. 25 lutego 1944 roku Kałużewski i Sylla zostali powieszeni podczas publicznej egzekucji na terenie karsznickiej parowozowni. Wydarzenie to, jak i cała działalność konspiracyjna, żyje we wspomnieniach mieszkańców do dziś. (...)

karsznice tenis 1938

Od czego zacząć?

Lata komunizmu zmieniają losy osiedla. Kolonia mieszkaniowa rozrasta się, a świetlica zmienia nazwę na Robotniczy Klub „Kolejarz". Karsznice dalej żyją rytmem „kolejarskiej republiki". Tworzenie legalnych związków zawodowych polega tu, tak jak w całym kraju, na walce o prawa pracownicze kolejarzy i ich rodzin. Przyłączenie Karsznic do Zduńskiej Woli w 1973 roku wywołuje niezadowolenie lokalnej społeczności. Powolny upadek kolejowej monokultury ma miejsce z początkiem 2000 roku. Zamknięcie stacji kolejowej, następnie podział dużego węzła kolejowego na kilka niezależnych grup sprawia, że tylko niewielki procent mieszkańców pozostaje dalej w branży.

Całą infrastrukturę społeczną i kulturalną miał do tej pory w swojej pieczy przemysł kolejowy, dlatego po restrukturyzacji zaczyna się wegetacja. Jak z taką wiedzą o historii wejść w społeczność lokalną? Społeczność, w której nawet Skansen Lokomotyw, niedawno przyłączony jako filia do zduńskowolskiego muzeum, nadal funkcjonuje w świadomości jako własność ludzi, którzy go tworzyli? Po rozmowach z tymi mieszkańcami, którzy „wiedzą wszystko o przeszłości", mogłoby się wydawać, że od czasów przyłączenia do miasta historia węzła kolejowego trochę „zarosła kurzem". Ich Dom Kultury stał się filią, skansen stał się filią…

Ma się wrażenie, że Karsznice nie są już bytem samodzielnym, wyjątkowym, ale zapomnianą filią miasta — swoistym małżeństwem z rozsądku. (...) Społeczność ta zasługuje, moim zdaniem, na szerszy zakres badań etnograficznych, ale przede wszystkim na wiele większe niż do tej pory zainteresowanie i szacunek ze strony działań animacji społeczno-kulturalnej. Zaczynamy więc nieśmiało od historii albumu rodzinnego z lat 1939-42. Został on zaprezentowany w muzealnym cyklu „Historia Jednego Eksponatu". Spotkanie zorganizowaliśmy na miejscu, w Karsznicach. Zaprosiliśmy „lokalnego kronikarza", który od lat bada historię dzielnicy oraz byłą dyrektorkę przedszkola, która również pielęgnuje tutejsze wspomnienia (...)

Karsznickie albumy, które trafiły do zduńskowolskiego muzeum z Chrzanowa, są tak naprawdę pretekstem do wspólnego obcowania z prawdziwą historią osiedla, z ludźmi będącymi jej częścią. Są też pretekstem do przyniesienia fotografii i wspomnień. Wspólne oglądanie i komentowanie zdjęć wywołuje nostalgiczny nastrój. Spogląda na nas, jakby z zaświatów, młoda kobieta. Otula się płaszczem w zimowy dzień na tle budującego się bloku, skacze na łące przy pobliskim lasku, pozuje wśród kwiatów na osiedlowym skwerku, uśmiecha się, trzymając rakietę do tenisa ziemnego na korcie kolejarskiego boiska. Każdą fotografię komentarzem opatruje pani Madalińska, była dyrektorka przedszkola. Opowiada o piecu w mieszkaniu, o tamie w Beleniu, gdzie chodziło się pływać, o krzyżu, którego już nie ma i nie wiadomo, kto go usunął. Ale na zdjęciach jest. Na zdjęciach jest świat, za którym tęsknią Karsznice.

Albumy przywołują też niemiłe wspomnienia. Są one własnością rodziny asystenta naczelnika do spraw trakcji, przybyłego do Karsznic z Poznania. Nie był lubiany, podpisał volkslistę. Natomiast jego krewna, do której należały albumy, była prawdopodobnie jedyną zaprzysiężoną kobietą w strukturach karsznickiego ruchu oporu. Historia nie jest czarno-biała. O powojennych losach rodziny nic prawie nie wiemy. Właścicielka albumów znalazła się w Wilnie, skąd została repatriowana do Łodzi wraz z osieroconym wileńskim chłopcem. Dlaczego ofiarowała mu albumy? Tego jeszcze nie wiemy. Chłopiec ten, będąc już dojrzałym mężczyzną, przekazał je kolejnej osobie, przyjacielowi z Chrzanowa. Z kolei ów przyjaciel zadzwonił do zduńskowolskiego muzeum w ubiegłoroczne wakacje prośbą, by trafiły w „dobre ręce". Trafiły i przemówiły do nas zaklętą w sobie przestrzenią, czasem i emocjami(...)

skansen lokomotyw karsznice

Nie kończąc...

Spędzam popołudnie u pani Madalińskiej, by ustalić szczegóły prezentacji albumów. „Tutaj Niemcy wycieczki przyprowadzali, żeby pokazać, jak się buduje nowoczesne osiedla" —słyszę. Jej mąż pokazuje mi przedwojenne zdjęcie koszykarzy oraz kronikę klubu Olimpia, którą prowadził. Robi wrażenie. Posiadamy artefakty, które pomagają utrwalać tożsamość zbiorową, jednak by pamięć zbiorowa była pełna, potrzebne jest nam przejście wraz z mieszkańcami przez proces wykorzystujący sztukę zapamiętywania, mnemotechnikę. Tym było, tak na dobry początek, spotkanie wokół albumów. Nowoczesność, inteligencja, solidarność, hart ducha pracy i patriotyzmu wyróżniał tych ludzi. Czy noszą to - nadal w sobie? Dawno już nie czułam takiej dumy ze swojej lokalnej historii. Życzę Karsznicom dobrego animatora. Z charakterem. Nie spadochroniarza, lecz kogoś, kto zacznie z pasją bawić się w „swojej piaskownicy" i „odkopie" charakter tej dzielnicy. Jest jeszcze o co walczyć i o co dbać. Jest czym się chwalić.

Autor: Gabriela Górska - Muzeum Historii Miasta Zduńska Wola.

Fotografie pochodzą ze zbiorów Muzeum Historii Miasta Zduńska Wola.

sobota, 9 stycznia 2016

Moja Wola korkowa

Ten niezwykły budynek spotkać można w pobliżu wsi Sośnie w powiecie ostrowskim. 19-wieczny pałac myśliwski ma elewację wykonaną w całości z kory dębowej. W Europie są prawdopodobnie tylko dwa takie obiekty.


Pałac Moja Wola zbudowano w 1852 roku, jako leśną rezydencję dla księcia oleśnickiego Wilhelma von Brunschwinga. Pod koniec 19 wieku został powiększony. Starsza część ma ściany wyłożone korą dębu korkowego z Portugalii. Nowszą pokryto płatami kory dębowej rodzimego gatunku.

W roku 1902 gościem ówczesnego właściciela pałacu, barona Daniela von Diergardta, był słynny malarz Wojciech Kossak. Po II wojnie światowej ulokowano tu instytucje gminne oraz ośrodek szkolenia robotników leśnych. Później mieściła się w korkowym pałacu szkoła leśna z internatem.



Od roku 1990 budynek stoi pusty. Kolejni prywatni właściciele niewiele zrobili, by zabezpieczyć go przed niszczeniem. Ostatnio zaczęto jakieś prace we wnętrzu. Oby był to początek długo oczekiwanej renowacji...

wtorek, 8 grudnia 2015

Zdmuchnięty przez pomyleńca

"Wciąż wierzę w miłość, w pokój, w pozytywne myślenie" - powiedział kilka godzin przed śmiercią.

Wieczorem 8 grudnia 1980 roku w Nowym Jorku zamordowano Johna Lennona. Słynny muzyk został zaatakowany przed swoim domem na nowojorskim Manhattanie. Zamachowiec oddał pięć strzałów, z których cztery trafiły do celu. Przewieziony do szpitala John zmarł z wykrwawienia tuż po godzinie 23. Zabójca, fan Lennona, 25-letni Mark Chapman, czekając spokojnie na przyjazd policji czytał swoją ulubioną książkę "Buszujący w zbożu"...

john lennon

Na wiadomość o śmierci muzyka, pod jego rezydencją zebrały się tłumy. Fani Beatlesów i Lennona palili świeczki i śpiewali piosenki swoich idoli. Zszokowani i pogrążeni w smutku zastanawiali się kto i dlaczego popełnił tę straszną zbrodnię. Nie wiedzieli wtedy jeszcze, że kilka godzin wcześniej morderca-szaleniec poprosił Lennona o autograf na świeżo wydanej płycie "Double Fantasy" i zadowolony uścisnął mu dłoń.

24 sierpnia 1981 roku sąd skazał Marka Chapmana na dożywocie, z możliwością ubiegania się o warunkowe zwolnienie po 20 latach. Od 2000 roku regularnie co dwa lata zabójca Lennona występuje o zwolnienie z więzienia. Sąd konsekwentnie odmawia, zawsze tak samo uzasadniając decyzję: "zwolnienie byłoby niesprawiedliwe i sprzeczne z oczekiwaniami społeczeństwa".
Wiele lat przed tragiczną śmiercią na pytanie dziennikarza, jak wyobraża sobie własną śmierć, Lennon odpowiedział: "Pewnie zostanę zdmuchnięty przez jakiegoś pomyleńca". Uznano to za dobry żart...

Więcej o zabójcy Lennona

sobota, 5 grudnia 2015

Czwarty, własny zaborca - 2

Przy okazji każdego święta państwowego odbywają się w Polsce msze dziękczynne za wolność oraz modły za pomyślność Ojczyzny. Przedstawiciele wszechświatowej organizacji z centralą w Rzymie pouczają Polaków jak mają żyć, jak umierać, jak wybierać, jak kochać bliźnich, jak dbać o własną ojczyznę. Nie wahają się opowiadać przy tym o swoich ogromnych zasługach dla powstania oraz istnienia naszego kraju i narodu. Nie wspominają tylko o pewnych niewygodnych dla siebie faktach...

Dwustuletnie panowanie Jagiellonów powszechnie uważane jest za złoty okres Rzeczypospolitej. Mówi się, że wzrosło wtedy znaczenie polityczne Polski, podniósł się stan nauki, kultury i gospodarki, dokonały ważne zmiany ustrojowe. Rzadziej przypomina się, że dojście do władzy nowej, obcej dynastii doprowadziło do osłabienia władzy królewskiej oraz niepokojącego wzrostu znaczenia mas szlacheckich. Przyłączenie do Polski 4-krotnie większego terytorium Wielkiego Księstwa Litewskiego w krótkim czasie doprowadziło do powstania ogromnego organizmu państwowego. Dało to Rzeczypospolitej większą siłę polityczną i militarną. Jednakże dwie części wspólnego państwa znacznie różniły się pod względem organizacji państwowej, gęstości zaludnienia, kultury, języka, religii. Rzeczpospolita zaangażowała się w sprawy wschodu i południa Europy, porzucając zadanie odzyskania i przyłączenia ziem zachodnich zamieszkanych przez ludność mówiącą po polsku. Włączenie ziem obcych etnicznie przyniosło problemy, jakich państwo nigdy dotąd  nie miało i jakich rządzący sobie nie wyobrażali.


Królestwo Polskie i Wielkie Księstwo Litewskie w roku 1561


 Kazimierz Wielki zostawił Polskę, mimo regionalnych rozbieżności, jednolitą narodowo i na poziomie administracji, oświaty i kultury, porównywalnym z krajami zachodniej części kontynentu. Królestwo Polskie było przeciętnym krajem europejskim. Miało szanse dalej rozwijać się harmonijnie na terenach jednorodnych etnicznie. Dla jego sprawnego funkcjonowania powstała w 1364 roku Akademia Krakowska, która kształciła potrzebne kadry urzędników, prawników, medyków, nauczycieli i kleru. Była po uniwersytecie praskim, drugą szkołą wyższą w tej części Europy. Uczelnia trochę podupadła w czasie rządów Ludwika Węgierskiego. Jego córka i następczyni, Jadwiga postanowiła to zmienić. Wystarała się u papieża Bonifacego IX o zezwolenie na otwarcie w Krakowie wydziału teologii, uważanej wówczas za najważniejszą z nauk. Od powstania Unii potrzeba było ogromnej ilości księży do chrystianizacji Wielkiego Księstwa Litewskiego. Krótko przed śmiercią królowa Jadwiga przeznaczyła na sfinansowanie Akademii 10 kilogramów złota, wszystkie swoje kosztowności, biżuterię i klejnoty koronne. Szkoła została odnowiona przez Władysława Jagiełłę w roku 1400, rok po śmierci Jadwigi. Główny nacisk odtąd położono na nauczanie teologii. Działo się to w czasie, gdy na uniwersytetach zachodnich kiełkowały już idee renesansowe i uzyskiwały one coraz większą niezależność od kościoła. Jedyna w państwie szkoła wyższa swój program nauczania dostosowała do wymagań zapóźnionych kulturowo. Polska zaczynała odjeżdżać od  zachodnich norm i wypadać z europejskiego głównego nurtu. Można zaryzykować twierdzenie, że to wtedy zaczął się początek podziału kontynentu na dwie strefy gospodarczo-kulturowe, tzw. dualizm europejski. Polska na własne życzenie znalazła się po wschodniej stronie.

Kto był autorem projektu połączenia Polski z Litwą, historycy nie są w stanie dziś rozstrzygnąć. Jakieś rozmowy na ten temat musiały toczyć się jeszcze za życia króla Ludwika Węgierskiego. Wielkie Księstwo Litewskie, zagrożone przez zakon krzyżacki i stojące na granicy rozpadu wydawało się rządzącej Polską magnaterii małopolskiej atrakcyjnym sprzymierzeńcem. Tym sposobem zyskano by nowe atrakcyjne tereny na wschodzie, zlikwidowano zagrożenie litewskie na granicy oraz wzmocniono siły przeciw Krzyżakom. Dla części grupy rządzącej, szczególnie biskupów, niezwykle ważna była chrystianizacja Litwy oraz uzyskane dzięki niej względy u papieży. Plany Polaków zdecydowanie poparł biskup ostrzyhomski Dymitr, kardynał i legat papieski na Węgry i Polskę. Nawrócenie Litwy bez przemocy i przelewu krwi było bardzo nośną ideą w kręgach nie tylko klerykalnych. Skutkiem tych kalkulacji było odrzucenie pomysłu przywrócenia na tron Piastów w osobie księcia Ziemowita IV, o co zabiegali możnowładcy z Wielkopolski. Poza tym, nowy, obcy król dawał większe szanse na uzyskanie dodatkowych przywilejów dla  magnatów i szlachty.

przysięga królowej Jadwigi - obraz
Królowa Jadwiga Andegaweńska, która miała prawa króla i mogła rządzić samodzielnie, była jednym z głównych autorów historycznego przesunięcia Polski na wschód. Z powodu swej religijności, nawet jak na tamte czasy, graniczącej z dewocją, wykazywała niesłychaną hojność wobec kleru. W trosce, aby lud miał łatwy dostęp Boga, nie żałowała pieniędzy na budowę świątyń i klasztorów. Ufundowała między innymi klasztor i kościół karmelitów w Krakowie oraz Kolegium Psałterzystów, w którym księża przez całą dobę mieli odmawiać psalmy. Wspierała finansowo wiele innych kościołów, między innymi kartuzów w Lechnicy, cystersów w Ołoboku i w Lądzie, franciszkanów w Krośnie, dominikanów w Sandomierzu. Fundowała niezliczone ołtarze oraz religijne dzieła sztuki. Po śmierci siostry, przyjmując jako dziedzic korony Węgier, hołd lenny od hospodara Wołoszczyzny, nie omieszkała wysłać do niego karmelitów dla ewangelizowania kraju w duchu katolickim. Nie bez przyczyny nazywano ją „pomnożycielką kultu Bożego”. Być może wielkie zadanie chrystianizacji Litwy było ostatecznym argumentem, dla którego 12-letnia królowa zgodziła się na małżeństwo ze starszym o 20 lat Jagiełłą. Propaganda kościelna twierdzi, że wzburzona swoim położeniem Jadwiga, prosząc Chrystusa o radę, rzekomo usłyszała głos „Ratuj Litwę!” Podkreśla także, iż codziennie uczestniczyła we mszy i wiele nocy spędziła na modłach w katedrze krakowskiej, gdzie wielokrotnie słyszała od Boga wygłoszoną po łacinie radę: "Fac, quod vides" (Czyń, co widzisz). Słowa te miały być jej drogowskazem życiowym, a wpatrywanie się w ukrzyżowanego Chrystusa ponoć dawało jej wiedzę, jakie decyzje ma podejmować. Swoje monarsze kompetencje uzupełniała studiując Ewangelie oraz pisma Ojców Kościoła.

W dziele szerzenia wiary w Chrystusa dzielnie wspierał Jadwigę mąż Władysław, katolik-neofita. Dla litewskiego ludu samodzielnie przetłumaczył „Ojcze Nasz” oraz „Wierzę w Boga”. Chrystianizacji Wielkiego Księstwa dokonano oczywiście z licznym udziałem duchowieństwa polskiego. Jednak powszechnie przyjęte poglądy na ten temat znacznie odbiegają od rzeczywistości. Sam Jagiełło nie był, jak zwykle się sądzi, poganinem. Zaraz po urodzeniu został ochrzczony przez swoją matkę – ruską księżniczkę Juliannę, w obrządku prawosławnym. Podobnie było z prostymi mieszkańcami Wielkiego Księstwa. Większość ziem wchodzących w jego skład była zamieszkana przez ludność ruską, schrystianizowaną już w X wieku w cerkwi prawosławnej. Pogaństwo panowało jedynie na ziemiach rdzennie litewskich, które stanowiły zaledwie około 10% powierzchni państwa.

W pierwszych latach istnienia unia polsko-litewska prowadziła ugodową politykę wobec krzyżaków. Zwolenniczką takiego działania była Jadwiga oraz koła kościelne. Wpływ na to miały obawy o stosunki z papiestwem, które zwykle popierało zakonników. Królowa nie chciała podejmować żadnych działań wbrew Rzymowi, wszystkie ważniejsze decyzje uzgadniała z papieżem. Taka uległa postawa polskiej pary królewskiej podobała się papieżowi Urbanowi VI, który w bulli z marca 1388 roku nazwał Jadwigę i Jagiełłę "najdroższymi w Chrystusie synem i córką". Kolejny papież Bonifacy IX, przysłał do Jadwigi list, w którym zapewniał o swej ojcowskiej miłości.

władysław jagiełłoTrudno się dziwić zadowoleniu papieży, skoro w wyniku unii polsko-litewskiej pod ich "opieką", bez żadnego wysiłku i kosztów, znalazły się ogromne ziemie na wschodzie Europy. Nowi poddani oczywiście zobowiązani byli do odprowadzania świętopietrza, które było wtedy opłatą powszechną, od każdej głowy. Tylko szlachta i kler byli z niego zwolnieni. Przykładowo z Polski w latach 1343-1357 papiescy kolektorzy ściągnęli 8148 grzywien srebra, kwotę za którą można było kupić około 200 000 baranów. Te opłaty dla papieży ściągano głównie z ludności najuboższej.

Stworzenie unii z Polską obroniło Wielkie Księstwo Litewskie przed rozpadem i agresją krzyżacką. Jednak wielkie dzieło chrystianizacji Litwy oznaczało dla państwa polskiego ogromne koszty i doprowadziło do kilkuwiekowych konfliktów wewnętrznych. To wschodnioeuropejskie imperium okazało się z czasem kolosem na glinianych nogach. W efekcie jedynym, który bezwzględnie stale korzystał z unii polsko-litewskiej był kościół katolicki. To dla jego interesów powstała idea Polski od morza do morza i przedmurza chrześcijańskiej Europy...

Za ogromne zasługi dla papiestwa królowa Jadwiga została po sześciu wiekach ogłoszona świętą... Król Władysław II Jagiełło umierając w 1434 roku zostawił powagę tronu w poniżeniu, jakiego dotąd nie doznali nawet książęta dzielnicowi. Na krótko przed śmiercią usłyszał od biskupa Oleśnickiego, że uprawia zabobony, przemienia kraj w barbarzyński i poddańczy oraz, że grabi kościelne dobra...

Ciąg dalszy nastąpi... A w nim spróbujemy wyjaśnić dlaczego Jagiełło po zwycięskiej bitwie grunwaldzkiej nie zniszczył raz na zawsze państwa krzyżackiego oraz z jakiego powodu odrzucił propozycję objęcia tronu czeskiego...

środa, 11 listopada 2015

Czwarty, własny zaborca - 1

Przy okazji każdego święta państwowego odbywają się w Polsce msze dziękczynne za wolność oraz modły za pomyślność Ojczyzny. Przedstawiciele wszechświatowej organizacji z centralą w Rzymie, rzekomo reprezentującej jedynego Boga, pouczają Polaków jak mają żyć, jak umierać, jak wybierać, jak kochać bliźnich oraz własną ojczyznę. Chwalą się przy tym swoimi rzekomo ogromnymi zasługami dla powstania oraz istnienia kraju i narodu. Nie wspominają tylko o pewnych niewygodnych dla siebie faktach... Jak choćby o tym, że w 1792 roku w kościołach warszawskich czytano list pasterski biskupa Antoniego Onufrego Okęckiego, w którym wzywał do modłów, za pomyślność Konfederacji Targowickiej, tej samej która jest dziś synonimem zdrady narodowej. Kościół dla własnych korzyści uznał bowiem Targowicę za „dla dobra Ojczyzny podjętą”.


chrzest polski - chrzest mieszkaPrzez całe wieki watykańscy funkcjonariusze w swych działaniach kierowali się wyłącznie własnym interesem, nie bacząc na dobro Rzeczypospolitej. Nie byłoby w tym nic dziwnego, ani nic zdrożnego, w końcu każda organizacja ma do tego prawo. Można byłoby im to wybaczyć, gdyby nie prowadzili jednocześnie totalnej propagandy, z której wynikało, że są jedyną sprawiedliwą i patriotyczną organizacją , że tylko oni potrafią zadbać o "miłą Ojczyznę". Posiedli w swoim mniemaniu monopol na prawdę, wiedzę i dobro... Niestety, jeśli byli w posiadaniu jakichkolwiek monopoli, to były to monopole na masową informację oraz na nauczanie młodzieży, wskutek czego dokonali potwornego spustoszenia w umysłach Polaków. Ponadto uzyskali ogromny wpływ na rządzących. Dziś, gdy dostęp do informacji ma każdy kto jej szuka, możemy kojarzyć fakty i wyciągać wnioski. Najważniejszy z nich jest taki, że w pełnych przepychu świątyniach nie mieszka Bóg, ale czwarty zaborca Polski...


Tego nie przeczytacie w żadnym podręczniku historii, choć przedstawione tu fakty z dziejów stosunków państwo polskie - kościół katolicki od dawna są znane historykom... Poniższy tekst powstał na podstawie artykułu "Kościół katolicki a rozbiory Polski" autorstwa Jarka Kefira, zamieszczonym na blogu "Zakazana historia". 

* * *

Od początku swego istnienia Kościół dążył do uzyskania przewagi nad władzą świecką. Tym planom nadzwyczajnie pomógł upadek cesarstwa rzymskiego w 476 roku. Odtąd biskupi rzymscy stali się władcami całego świata zachodniego. Aż do czasów Karola Wielkiego, Król Franków i Longobardów (VIII-IX wiek) byli jedynymi panami dusz, umysłów oraz majątków ludów europejskich. Powrót idei cesarstwa rzymskiego w IX wieku rozpoczął wielowiekową bezwzględną walkę o władzę nad Europą.

Powstałe w X wieku państwo polskie również było areną tej rywalizacji. Przyjęcie chrztu przez Mieszka I w 966 roku miało podnieść prestiż tego państwa i uchronić przed dominacją niemiecką. Niestety, słono za to zapłaciliśmy. Za "opiekę" papieską płaciliśmy tzw. świętopietrze, najdłużej w Europie, bo aż do 1564 roku. Dopiero reformacja przerwała ten proceder, gdyż szlachta ewangelicka odmówiła płacenia papieżom. Były to obciążenia bardzo duże. W czasie 24 lat panowania Zygmunta Augusta do Rzymu pojechało z Polski i Litwy około 2 tysiące wozów ze złotem i srebrnymi monetami. Jak łatwo policzyć, średnio co 4-5 dni Rzeczypospolita wysyłał do papieży wóz pełen kosztowności. Nasi rzymscy "opiekunowie" uważali nas przy tym za swoich poddanych. W roku 1253 papież Innocenty IV stwierdził jasno: "następcy [książąt Polskich] odkąd poznali wiarę chrześcijańską poddani byli Stolicy Apostolskiej…

św. stanisławW roku 1079 Bolesław II zwany Śmiałym lub Szczodrym odbudował potęgę pradziadka Chrobrego. Z powodzeniem interweniował na Węgrzech i na Rusi, zdobył Kijów, koronował się na króla. Był sojusznikiem papieża, skutecznie bił się z Niemcami. Nie walczył z Kościołem, wręcz przeciwnie – umacniał go. Jednak silna władza Bolesława okazała się dla Kościoła nie do przyjęcia. Przywrócenie w Polsce tronu królewskiego i wzmocnienie władzy Bolesława spowodowały niezadowolenie władców państw sąsiednich Niemiec i Czech. Z pomocą niektórych polskich rodów możnowładczych starali się zbudować opozycję przeciwko królowi. W spisku brał udział biskup krakowski Stanisław, którego Bolesław skazał za zdradę na śmierć i poćwiartowanie. Gall Anonim w swojej Kronice uczynek Stanisława nazywa grzechem i zdradą. Potem przez ponad sto lat kościelne źródła fałszowały fakty, by "uświęcić" śmierć biskupa. Wieść o męczeńskiej śmierci Stanisława z czasem obrosła w legendę i w 1253 roku doszło do kanonizacji krakowskiego biskupa na świętego. Król Bolesław, który skutecznie rządził państwem, wskutek intryg został wygnany. Kościelna propaganda dorobiła mu gębę mordercy i awanturnika. Tron po nim otrzymał młodszy brat Władysław Herman, bardziej ugodowy wobec sąsiadów.

Podczas rozbicia dzielnicowego biskupi wszelkimi sposobami osłabiali państwo, szczując na siebie książęta dzielnicowe. Za poparcie jednych przeciw drugim wyłudzali kolejne nadania i przywileje. Zanarchizowana Polska stała się areną nieustannej wojny domowej. Osłabiona, straciła Śląsk, Pomorze, Ziemię Lubuską, płaciła Niemcom daninę lenną. Osamotnione Mazowsze, nie mogąc sobie poradzić z najazdami Prusów, sprowadziło w 1226 roku na ziemię chełmińską zakon krzyżacki. Wkrótce ziemię, którą dostali w dzierżawę, Krzyżacy sobie przywłaszczyli na podstawie sfałszowanego dokumentu. Pełnię ich praw do tych wyłudzonych terenów potwierdził papież Grzegorz IX. Przez kolejne trzy wieki zakon krzyżacki był jednym z najgroźniejszych wrogów Polski.

jan muskata
Spośród plejady zdrajców, którzy z całych sił przeciwstawiali się zjednoczeniu ziem polskich, wymienić trzeba arcybiskupów gnieźnieńskich: Jakuba ze Żnina, Janika, Henryka Kietlicza; biskupów krakowskich: Gedkę, Pawła z Przemankowa i Jana Muskatę; wrocławskich: Wawrzyńca, Tomasza I i Tomasza II oraz biskupa poznańskiego Andrzeja. Posługiwali się zdradą, fałszerstwem i klątwą. Wyklęli m.in. Władysława Wygnańca, Mieszka Starego, Henryka Brodatego, Konrada Mazowieckiego, Leszka Czarnego, Henryka Probusa, Władysława Łokietka, potem Kazimierza Wielkiego. Klątwa w średniowieczu oznaczała faktyczną utratę władzy, gdyż poddanych zwalniano z posłuszeństwa wobec wyklętego władcy. O zdjęcie klątwy trzeba było zabiegać w Rzymie, a trwało to długo i kosztowało słono. Jak w tych warunkach Polska mogła normalnie funkcjonować?
Na zjazdach w Łęczycy (1180 r.) w Borzykowej (1210 r.) i w Wolborzu (1215 r.) Kościół, wygrywając książąt przeciw sobie, wyłudził przywileje osłabiające cały kraj i całkowicie uniezależniając się od polskiego państwa. Kiedy Łokietek jednoczył Polskę, zwrócił się do papieża o pomoc w rozwiązaniu konfliktu z Krzyżakami oraz o zgodę na koronację. Odpowiedź Jana XXII z zasadzie była pozytywna, ale zawierała warunki trudne do spełnienia. Papież zażądał wprowadzenia w Polsce inkwizycji przeciw heretykom, zwiększenia świętopietrza oraz rehabilitacji zawziętego wroga polskości oraz samego Łokietka - byłego biskupa krakowskiego Jana Muskaty. Wszystkie te warunki zostały spełnione, ale papież wskutek nacisków Czechów, nie mianował Łokietka królem Polski, lecz przyznał mu tylko prawo do ubiegania się o tytuł króla krakowskiego. Mimo to, w styczniu 1320 roku Łokietek został w Krakowie koronowany na króla Polski. Sowicie opłacony papież nie protestował...

Król Władysław I Łokietek
Nie rozwiązany pozostał konflikt z zakonem krzyżackim. Królestwo polskie było zbyt słabe, żeby podjąć się kolejnej walki. Król Łokietek oddał więc zakonników pod sąd papieski. Wyrok z 1321 roku nakazał Krzyżakom zwrot Pomorza Gdańskiego. Zakon, mimo polskich akcji dyplomatycznych i orzeczeń sądów papieskich, nie zamierzał tego zrobić. Wojny Polski z zakonnikami z Malborka trwały aż do 1521 roku. Jeszcze za Łokietka, w 1331 roku, Krzyżacy najechali na Wielkopolskę, Kujawy, Ziemie: Łęczycką i Sieradzką. Spalili Słupcę i Pyzdry. Szturmem wzięli Łęczycę i próbowali opanować Kalisz. Potem zdobyli i spalili Gniezno, Żnin, Nakło, Środę i Kostrzyń. W Gnieźnie nasi "bracia w wierze" obrabowali kościół katedralny. Podobny los spotkał miasta Sieradz, Uniejów, Warta i Szadek. W Sieradzu przeor dominikański, znający dobrze komtura elbląskiego, udał się do niego z prośbą, aby jako chrześcijanin, nie zabierał życia i majątku niewinnym ludziom. Komtur udał, że nie rozumie i kazał dominikanów obedrzeć nawet z habitów...

Syn i następca Łokietka, Kazimierz III Wielki starał się prowadzić politykę racjonalną, jak najmniej zależną od kościoła. Korzystając z sądów papieskich i zawierając taktyczne sojusze odzyskał dla Polski Kujawy i ziemię dobrzyńską. Tylko Pomorze Gdańskie zgodził się oddać zakonowi, jako „wieczystą jałmużnę”.

Polityka ta nie spodobała się biskupowi krakowskiemu Janowi Grotowi, który krytykował króla za ustępstwa wobec Krzyżaków oraz protestował przeciwko zbytnim, jego zdaniem, obciążeniom podatkowym biskupstwa na rzecz państwa. W 1334 rzucił klątwę na króla i nałożył interdykt na diecezję czyli zakaz odprawiania obrzędów religijnych. Król zrewanżował się oskarżeniem biskupa o zdradzanie tajemnic stanu, nawoływanie do buntu i nadużycia w nadawaniu beneficjów kościelnych. Kiedy w 1338 roku ekskomunikowany Kazimierz Wielki wszedł do katedry wawelskiej, biskup Grot z tego powodu przerwał nabożeństwo. Po kilku latach doszło do pojednania, ale pod pokojem kaliskim w 1343 roku biskup krakowski nie chciał się podpisać. Historia przyznała w tym sporze rację Kazimierzowi, jedynemu królowi polskiemu, któremu nadano przymiotnik Wielkiego...

cdn...