wtorek, 8 grudnia 2015

Zdmuchnięty przez pomyleńca

"Wciąż wierzę w miłość, w pokój, w pozytywne myślenie" - powiedział kilka godzin przed śmiercią.

Wieczorem 8 grudnia 1980 roku w Nowym Jorku zamordowano Johna Lennona. Słynny muzyk został zaatakowany przed swoim domem na nowojorskim Manhattanie. Zamachowiec oddał pięć strzałów, z których cztery trafiły do celu. Przewieziony do szpitala John zmarł z wykrwawienia tuż po godzinie 23. Zabójca, fan Lennona, 25-letni Mark Chapman, czekając spokojnie na przyjazd policji czytał swoją ulubioną książkę "Buszujący w zbożu"...

john lennon

Na wiadomość o śmierci muzyka, pod jego rezydencją zebrały się tłumy. Fani Beatlesów i Lennona palili świeczki i śpiewali piosenki swoich idoli. Zszokowani i pogrążeni w smutku zastanawiali się kto i dlaczego popełnił tę straszną zbrodnię. Nie wiedzieli wtedy jeszcze, że kilka godzin wcześniej morderca-szaleniec poprosił Lennona o autograf na świeżo wydanej płycie "Double Fantasy" i zadowolony uścisnął mu dłoń.

24 sierpnia 1981 roku sąd skazał Marka Chapmana na dożywocie, z możliwością ubiegania się o warunkowe zwolnienie po 20 latach. Od 2000 roku regularnie co dwa lata zabójca Lennona występuje o zwolnienie z więzienia. Sąd konsekwentnie odmawia, zawsze tak samo uzasadniając decyzję: "zwolnienie byłoby niesprawiedliwe i sprzeczne z oczekiwaniami społeczeństwa".
Wiele lat przed tragiczną śmiercią na pytanie dziennikarza, jak wyobraża sobie własną śmierć, Lennon odpowiedział: "Pewnie zostanę zdmuchnięty przez jakiegoś pomyleńca". Uznano to za dobry żart...

Więcej o zabójcy Lennona

sobota, 5 grudnia 2015

Czwarty, własny zaborca - 2

Przy okazji każdego święta państwowego odbywają się w Polsce msze dziękczynne za wolność oraz modły za pomyślność Ojczyzny. Przedstawiciele wszechświatowej organizacji z centralą w Rzymie pouczają Polaków jak mają żyć, jak umierać, jak wybierać, jak kochać bliźnich, jak dbać o własną ojczyznę. Nie wahają się opowiadać przy tym o swoich ogromnych zasługach dla powstania oraz istnienia naszego kraju i narodu. Nie wspominają tylko o pewnych niewygodnych dla siebie faktach...

Dwustuletnie panowanie Jagiellonów powszechnie uważane jest za złoty okres Rzeczypospolitej. Mówi się, że wzrosło wtedy znaczenie polityczne Polski, podniósł się stan nauki, kultury i gospodarki, dokonały ważne zmiany ustrojowe. Rzadziej przypomina się, że dojście do władzy nowej, obcej dynastii doprowadziło do osłabienia władzy królewskiej oraz niepokojącego wzrostu znaczenia mas szlacheckich. Przyłączenie do Polski 4-krotnie większego terytorium Wielkiego Księstwa Litewskiego w krótkim czasie doprowadziło do powstania ogromnego organizmu państwowego. Dało to Rzeczypospolitej większą siłę polityczną i militarną. Jednakże dwie części wspólnego państwa znacznie różniły się pod względem organizacji państwowej, gęstości zaludnienia, kultury, języka, religii. Rzeczpospolita zaangażowała się w sprawy wschodu i południa Europy, porzucając zadanie odzyskania i przyłączenia ziem zachodnich zamieszkanych przez ludność mówiącą po polsku. Włączenie ziem obcych etnicznie przyniosło problemy, jakich państwo nigdy dotąd  nie miało i jakich rządzący sobie nie wyobrażali.


Królestwo Polskie i Wielkie Księstwo Litewskie w roku 1561


 Kazimierz Wielki zostawił Polskę, mimo regionalnych rozbieżności, jednolitą narodowo i na poziomie administracji, oświaty i kultury, porównywalnym z krajami zachodniej części kontynentu. Królestwo Polskie było przeciętnym krajem europejskim. Miało szanse dalej rozwijać się harmonijnie na terenach jednorodnych etnicznie. Dla jego sprawnego funkcjonowania powstała w 1364 roku Akademia Krakowska, która kształciła potrzebne kadry urzędników, prawników, medyków, nauczycieli i kleru. Była po uniwersytecie praskim, drugą szkołą wyższą w tej części Europy. Uczelnia trochę podupadła w czasie rządów Ludwika Węgierskiego. Jego córka i następczyni, Jadwiga postanowiła to zmienić. Wystarała się u papieża Bonifacego IX o zezwolenie na otwarcie w Krakowie wydziału teologii, uważanej wówczas za najważniejszą z nauk. Od powstania Unii potrzeba było ogromnej ilości księży do chrystianizacji Wielkiego Księstwa Litewskiego. Krótko przed śmiercią królowa Jadwiga przeznaczyła na sfinansowanie Akademii 10 kilogramów złota, wszystkie swoje kosztowności, biżuterię i klejnoty koronne. Szkoła została odnowiona przez Władysława Jagiełłę w roku 1400, rok po śmierci Jadwigi. Główny nacisk odtąd położono na nauczanie teologii. Działo się to w czasie, gdy na uniwersytetach zachodnich kiełkowały już idee renesansowe i uzyskiwały one coraz większą niezależność od kościoła. Jedyna w państwie szkoła wyższa swój program nauczania dostosowała do wymagań zapóźnionych kulturowo. Polska zaczynała odjeżdżać od  zachodnich norm i wypadać z europejskiego głównego nurtu. Można zaryzykować twierdzenie, że to wtedy zaczął się początek podziału kontynentu na dwie strefy gospodarczo-kulturowe, tzw. dualizm europejski. Polska na własne życzenie znalazła się po wschodniej stronie.

Kto był autorem projektu połączenia Polski z Litwą, historycy nie są w stanie dziś rozstrzygnąć. Jakieś rozmowy na ten temat musiały toczyć się jeszcze za życia króla Ludwika Węgierskiego. Wielkie Księstwo Litewskie, zagrożone przez zakon krzyżacki i stojące na granicy rozpadu wydawało się rządzącej Polską magnaterii małopolskiej atrakcyjnym sprzymierzeńcem. Tym sposobem zyskano by nowe atrakcyjne tereny na wschodzie, zlikwidowano zagrożenie litewskie na granicy oraz wzmocniono siły przeciw Krzyżakom. Dla części grupy rządzącej, szczególnie biskupów, niezwykle ważna była chrystianizacja Litwy oraz uzyskane dzięki niej względy u papieży. Plany Polaków zdecydowanie poparł biskup ostrzyhomski Dymitr, kardynał i legat papieski na Węgry i Polskę. Nawrócenie Litwy bez przemocy i przelewu krwi było bardzo nośną ideą w kręgach nie tylko klerykalnych. Skutkiem tych kalkulacji było odrzucenie pomysłu przywrócenia na tron Piastów w osobie księcia Ziemowita IV, o co zabiegali możnowładcy z Wielkopolski. Poza tym, nowy, obcy król dawał większe szanse na uzyskanie dodatkowych przywilejów dla  magnatów i szlachty.

przysięga królowej Jadwigi - obraz
Królowa Jadwiga Andegaweńska, która miała prawa króla i mogła rządzić samodzielnie, była jednym z głównych autorów historycznego przesunięcia Polski na wschód. Z powodu swej religijności, nawet jak na tamte czasy, graniczącej z dewocją, wykazywała niesłychaną hojność wobec kleru. W trosce, aby lud miał łatwy dostęp Boga, nie żałowała pieniędzy na budowę świątyń i klasztorów. Ufundowała między innymi klasztor i kościół karmelitów w Krakowie oraz Kolegium Psałterzystów, w którym księża przez całą dobę mieli odmawiać psalmy. Wspierała finansowo wiele innych kościołów, między innymi kartuzów w Lechnicy, cystersów w Ołoboku i w Lądzie, franciszkanów w Krośnie, dominikanów w Sandomierzu. Fundowała niezliczone ołtarze oraz religijne dzieła sztuki. Po śmierci siostry, przyjmując jako dziedzic korony Węgier, hołd lenny od hospodara Wołoszczyzny, nie omieszkała wysłać do niego karmelitów dla ewangelizowania kraju w duchu katolickim. Nie bez przyczyny nazywano ją „pomnożycielką kultu Bożego”. Być może wielkie zadanie chrystianizacji Litwy było ostatecznym argumentem, dla którego 12-letnia królowa zgodziła się na małżeństwo ze starszym o 20 lat Jagiełłą. Propaganda kościelna twierdzi, że wzburzona swoim położeniem Jadwiga, prosząc Chrystusa o radę, rzekomo usłyszała głos „Ratuj Litwę!” Podkreśla także, iż codziennie uczestniczyła we mszy i wiele nocy spędziła na modłach w katedrze krakowskiej, gdzie wielokrotnie słyszała od Boga wygłoszoną po łacinie radę: "Fac, quod vides" (Czyń, co widzisz). Słowa te miały być jej drogowskazem życiowym, a wpatrywanie się w ukrzyżowanego Chrystusa ponoć dawało jej wiedzę, jakie decyzje ma podejmować. Swoje monarsze kompetencje uzupełniała studiując Ewangelie oraz pisma Ojców Kościoła.

W dziele szerzenia wiary w Chrystusa dzielnie wspierał Jadwigę mąż Władysław, katolik-neofita. Dla litewskiego ludu samodzielnie przetłumaczył „Ojcze Nasz” oraz „Wierzę w Boga”. Chrystianizacji Wielkiego Księstwa dokonano oczywiście z licznym udziałem duchowieństwa polskiego. Jednak powszechnie przyjęte poglądy na ten temat znacznie odbiegają od rzeczywistości. Sam Jagiełło nie był, jak zwykle się sądzi, poganinem. Zaraz po urodzeniu został ochrzczony przez swoją matkę – ruską księżniczkę Juliannę, w obrządku prawosławnym. Podobnie było z prostymi mieszkańcami Wielkiego Księstwa. Większość ziem wchodzących w jego skład była zamieszkana przez ludność ruską, schrystianizowaną już w X wieku w cerkwi prawosławnej. Pogaństwo panowało jedynie na ziemiach rdzennie litewskich, które stanowiły zaledwie około 10% powierzchni państwa.

W pierwszych latach istnienia unia polsko-litewska prowadziła ugodową politykę wobec krzyżaków. Zwolenniczką takiego działania była Jadwiga oraz koła kościelne. Wpływ na to miały obawy o stosunki z papiestwem, które zwykle popierało zakonników. Królowa nie chciała podejmować żadnych działań wbrew Rzymowi, wszystkie ważniejsze decyzje uzgadniała z papieżem. Taka uległa postawa polskiej pary królewskiej podobała się papieżowi Urbanowi VI, który w bulli z marca 1388 roku nazwał Jadwigę i Jagiełłę "najdroższymi w Chrystusie synem i córką". Kolejny papież Bonifacy IX, przysłał do Jadwigi list, w którym zapewniał o swej ojcowskiej miłości.

władysław jagiełłoTrudno się dziwić zadowoleniu papieży, skoro w wyniku unii polsko-litewskiej pod ich "opieką", bez żadnego wysiłku i kosztów, znalazły się ogromne ziemie na wschodzie Europy. Nowi poddani oczywiście zobowiązani byli do odprowadzania świętopietrza, które było wtedy opłatą powszechną, od każdej głowy. Tylko szlachta i kler byli z niego zwolnieni. Przykładowo z Polski w latach 1343-1357 papiescy kolektorzy ściągnęli 8148 grzywien srebra, kwotę za którą można było kupić około 200 000 baranów. Te opłaty dla papieży ściągano głównie z ludności najuboższej.

Stworzenie unii z Polską obroniło Wielkie Księstwo Litewskie przed rozpadem i agresją krzyżacką. Jednak wielkie dzieło chrystianizacji Litwy oznaczało dla państwa polskiego ogromne koszty i doprowadziło do kilkuwiekowych konfliktów wewnętrznych. To wschodnioeuropejskie imperium okazało się z czasem kolosem na glinianych nogach. W efekcie jedynym, który bezwzględnie stale korzystał z unii polsko-litewskiej był kościół katolicki. To dla jego interesów powstała idea Polski od morza do morza i przedmurza chrześcijańskiej Europy...

Za ogromne zasługi dla papiestwa królowa Jadwiga została po sześciu wiekach ogłoszona świętą... Król Władysław II Jagiełło umierając w 1434 roku zostawił powagę tronu w poniżeniu, jakiego dotąd nie doznali nawet książęta dzielnicowi. Na krótko przed śmiercią usłyszał od biskupa Oleśnickiego, że uprawia zabobony, przemienia kraj w barbarzyński i poddańczy oraz, że grabi kościelne dobra...

Ciąg dalszy nastąpi... A w nim spróbujemy wyjaśnić dlaczego Jagiełło po zwycięskiej bitwie grunwaldzkiej nie zniszczył raz na zawsze państwa krzyżackiego oraz z jakiego powodu odrzucił propozycję objęcia tronu czeskiego...

środa, 11 listopada 2015

Czwarty, własny zaborca - 1

Przy okazji każdego święta państwowego odbywają się w Polsce msze dziękczynne za wolność oraz modły za pomyślność Ojczyzny. Przedstawiciele wszechświatowej organizacji z centralą w Rzymie, rzekomo reprezentującej jedynego Boga, pouczają Polaków jak mają żyć, jak umierać, jak wybierać, jak kochać bliźnich oraz własną ojczyznę. Chwalą się przy tym swoimi rzekomo ogromnymi zasługami dla powstania oraz istnienia kraju i narodu. Nie wspominają tylko o pewnych niewygodnych dla siebie faktach... Jak choćby o tym, że w 1792 roku w kościołach warszawskich czytano list pasterski biskupa Antoniego Onufrego Okęckiego, w którym wzywał do modłów, za pomyślność Konfederacji Targowickiej, tej samej która jest dziś synonimem zdrady narodowej. Kościół dla własnych korzyści uznał bowiem Targowicę za „dla dobra Ojczyzny podjętą”.


chrzest polski - chrzest mieszkaPrzez całe wieki watykańscy funkcjonariusze w swych działaniach kierowali się wyłącznie własnym interesem, nie bacząc na dobro Rzeczypospolitej. Nie byłoby w tym nic dziwnego, ani nic zdrożnego, w końcu każda organizacja ma do tego prawo. Można byłoby im to wybaczyć, gdyby nie prowadzili jednocześnie totalnej propagandy, z której wynikało, że są jedyną sprawiedliwą i patriotyczną organizacją , że tylko oni potrafią zadbać o "miłą Ojczyznę". Posiedli w swoim mniemaniu monopol na prawdę, wiedzę i dobro... Niestety, jeśli byli w posiadaniu jakichkolwiek monopoli, to były to monopole na masową informację oraz na nauczanie młodzieży, wskutek czego dokonali potwornego spustoszenia w umysłach Polaków. Ponadto uzyskali ogromny wpływ na rządzących. Dziś, gdy dostęp do informacji ma każdy kto jej szuka, możemy kojarzyć fakty i wyciągać wnioski. Najważniejszy z nich jest taki, że w pełnych przepychu świątyniach nie mieszka Bóg, ale czwarty zaborca Polski...


Tego nie przeczytacie w żadnym podręczniku historii, choć przedstawione tu fakty z dziejów stosunków państwo polskie - kościół katolicki od dawna są znane historykom... Poniższy tekst powstał na podstawie artykułu "Kościół katolicki a rozbiory Polski" autorstwa Jarka Kefira, zamieszczonym na blogu "Zakazana historia". 

* * *

Od początku swego istnienia Kościół dążył do uzyskania przewagi nad władzą świecką. Tym planom nadzwyczajnie pomógł upadek cesarstwa rzymskiego w 476 roku. Odtąd biskupi rzymscy stali się władcami całego świata zachodniego. Aż do czasów Karola Wielkiego, Król Franków i Longobardów (VIII-IX wiek) byli jedynymi panami dusz, umysłów oraz majątków ludów europejskich. Powrót idei cesarstwa rzymskiego w IX wieku rozpoczął wielowiekową bezwzględną walkę o władzę nad Europą.

Powstałe w X wieku państwo polskie również było areną tej rywalizacji. Przyjęcie chrztu przez Mieszka I w 966 roku miało podnieść prestiż tego państwa i uchronić przed dominacją niemiecką. Niestety, słono za to zapłaciliśmy. Za "opiekę" papieską płaciliśmy tzw. świętopietrze, najdłużej w Europie, bo aż do 1564 roku. Dopiero reformacja przerwała ten proceder, gdyż szlachta ewangelicka odmówiła płacenia papieżom. Były to obciążenia bardzo duże. W czasie 24 lat panowania Zygmunta Augusta do Rzymu pojechało z Polski i Litwy około 2 tysiące wozów ze złotem i srebrnymi monetami. Jak łatwo policzyć, średnio co 4-5 dni Rzeczypospolita wysyłał do papieży wóz pełen kosztowności. Nasi rzymscy "opiekunowie" uważali nas przy tym za swoich poddanych. W roku 1253 papież Innocenty IV stwierdził jasno: "następcy [książąt Polskich] odkąd poznali wiarę chrześcijańską poddani byli Stolicy Apostolskiej…

św. stanisławW roku 1079 Bolesław II zwany Śmiałym lub Szczodrym odbudował potęgę pradziadka Chrobrego. Z powodzeniem interweniował na Węgrzech i na Rusi, zdobył Kijów, koronował się na króla. Był sojusznikiem papieża, skutecznie bił się z Niemcami. Nie walczył z Kościołem, wręcz przeciwnie – umacniał go. Jednak silna władza Bolesława okazała się dla Kościoła nie do przyjęcia. Przywrócenie w Polsce tronu królewskiego i wzmocnienie władzy Bolesława spowodowały niezadowolenie władców państw sąsiednich Niemiec i Czech. Z pomocą niektórych polskich rodów możnowładczych starali się zbudować opozycję przeciwko królowi. W spisku brał udział biskup krakowski Stanisław, którego Bolesław skazał za zdradę na śmierć i poćwiartowanie. Gall Anonim w swojej Kronice uczynek Stanisława nazywa grzechem i zdradą. Potem przez ponad sto lat kościelne źródła fałszowały fakty, by "uświęcić" śmierć biskupa. Wieść o męczeńskiej śmierci Stanisława z czasem obrosła w legendę i w 1253 roku doszło do kanonizacji krakowskiego biskupa na świętego. Król Bolesław, który skutecznie rządził państwem, wskutek intryg został wygnany. Kościelna propaganda dorobiła mu gębę mordercy i awanturnika. Tron po nim otrzymał młodszy brat Władysław Herman, bardziej ugodowy wobec sąsiadów.

Podczas rozbicia dzielnicowego biskupi wszelkimi sposobami osłabiali państwo, szczując na siebie książęta dzielnicowe. Za poparcie jednych przeciw drugim wyłudzali kolejne nadania i przywileje. Zanarchizowana Polska stała się areną nieustannej wojny domowej. Osłabiona, straciła Śląsk, Pomorze, Ziemię Lubuską, płaciła Niemcom daninę lenną. Osamotnione Mazowsze, nie mogąc sobie poradzić z najazdami Prusów, sprowadziło w 1226 roku na ziemię chełmińską zakon krzyżacki. Wkrótce ziemię, którą dostali w dzierżawę, Krzyżacy sobie przywłaszczyli na podstawie sfałszowanego dokumentu. Pełnię ich praw do tych wyłudzonych terenów potwierdził papież Grzegorz IX. Przez kolejne trzy wieki zakon krzyżacki był jednym z najgroźniejszych wrogów Polski.

jan muskata
Spośród plejady zdrajców, którzy z całych sił przeciwstawiali się zjednoczeniu ziem polskich, wymienić trzeba arcybiskupów gnieźnieńskich: Jakuba ze Żnina, Janika, Henryka Kietlicza; biskupów krakowskich: Gedkę, Pawła z Przemankowa i Jana Muskatę; wrocławskich: Wawrzyńca, Tomasza I i Tomasza II oraz biskupa poznańskiego Andrzeja. Posługiwali się zdradą, fałszerstwem i klątwą. Wyklęli m.in. Władysława Wygnańca, Mieszka Starego, Henryka Brodatego, Konrada Mazowieckiego, Leszka Czarnego, Henryka Probusa, Władysława Łokietka, potem Kazimierza Wielkiego. Klątwa w średniowieczu oznaczała faktyczną utratę władzy, gdyż poddanych zwalniano z posłuszeństwa wobec wyklętego władcy. O zdjęcie klątwy trzeba było zabiegać w Rzymie, a trwało to długo i kosztowało słono. Jak w tych warunkach Polska mogła normalnie funkcjonować?
Na zjazdach w Łęczycy (1180 r.) w Borzykowej (1210 r.) i w Wolborzu (1215 r.) Kościół, wygrywając książąt przeciw sobie, wyłudził przywileje osłabiające cały kraj i całkowicie uniezależniając się od polskiego państwa. Kiedy Łokietek jednoczył Polskę, zwrócił się do papieża o pomoc w rozwiązaniu konfliktu z Krzyżakami oraz o zgodę na koronację. Odpowiedź Jana XXII z zasadzie była pozytywna, ale zawierała warunki trudne do spełnienia. Papież zażądał wprowadzenia w Polsce inkwizycji przeciw heretykom, zwiększenia świętopietrza oraz rehabilitacji zawziętego wroga polskości oraz samego Łokietka - byłego biskupa krakowskiego Jana Muskaty. Wszystkie te warunki zostały spełnione, ale papież wskutek nacisków Czechów, nie mianował Łokietka królem Polski, lecz przyznał mu tylko prawo do ubiegania się o tytuł króla krakowskiego. Mimo to, w styczniu 1320 roku Łokietek został w Krakowie koronowany na króla Polski. Sowicie opłacony papież nie protestował...

Król Władysław I Łokietek
Nie rozwiązany pozostał konflikt z zakonem krzyżackim. Królestwo polskie było zbyt słabe, żeby podjąć się kolejnej walki. Król Łokietek oddał więc zakonników pod sąd papieski. Wyrok z 1321 roku nakazał Krzyżakom zwrot Pomorza Gdańskiego. Zakon, mimo polskich akcji dyplomatycznych i orzeczeń sądów papieskich, nie zamierzał tego zrobić. Wojny Polski z zakonnikami z Malborka trwały aż do 1521 roku. Jeszcze za Łokietka, w 1331 roku, Krzyżacy najechali na Wielkopolskę, Kujawy, Ziemie: Łęczycką i Sieradzką. Spalili Słupcę i Pyzdry. Szturmem wzięli Łęczycę i próbowali opanować Kalisz. Potem zdobyli i spalili Gniezno, Żnin, Nakło, Środę i Kostrzyń. W Gnieźnie nasi "bracia w wierze" obrabowali kościół katedralny. Podobny los spotkał miasta Sieradz, Uniejów, Warta i Szadek. W Sieradzu przeor dominikański, znający dobrze komtura elbląskiego, udał się do niego z prośbą, aby jako chrześcijanin, nie zabierał życia i majątku niewinnym ludziom. Komtur udał, że nie rozumie i kazał dominikanów obedrzeć nawet z habitów...

Syn i następca Łokietka, Kazimierz III Wielki starał się prowadzić politykę racjonalną, jak najmniej zależną od kościoła. Korzystając z sądów papieskich i zawierając taktyczne sojusze odzyskał dla Polski Kujawy i ziemię dobrzyńską. Tylko Pomorze Gdańskie zgodził się oddać zakonowi, jako „wieczystą jałmużnę”.

Polityka ta nie spodobała się biskupowi krakowskiemu Janowi Grotowi, który krytykował króla za ustępstwa wobec Krzyżaków oraz protestował przeciwko zbytnim, jego zdaniem, obciążeniom podatkowym biskupstwa na rzecz państwa. W 1334 rzucił klątwę na króla i nałożył interdykt na diecezję czyli zakaz odprawiania obrzędów religijnych. Król zrewanżował się oskarżeniem biskupa o zdradzanie tajemnic stanu, nawoływanie do buntu i nadużycia w nadawaniu beneficjów kościelnych. Kiedy w 1338 roku ekskomunikowany Kazimierz Wielki wszedł do katedry wawelskiej, biskup Grot z tego powodu przerwał nabożeństwo. Po kilku latach doszło do pojednania, ale pod pokojem kaliskim w 1343 roku biskup krakowski nie chciał się podpisać. Historia przyznała w tym sporze rację Kazimierzowi, jedynemu królowi polskiemu, któremu nadano przymiotnik Wielkiego...

cdn...

środa, 4 listopada 2015

Potwornie ludzka solidarność

W obecnych czasach bardziej niż kiedykolwiek żywi potrzebują martwych - twierdzi patolog Philippe Charlier.
W 2005 roku w okolicach Paryża znaleziono szkielet z okresu neolitu. Na pozór, odkrycie jakich wiele. Jego niezwykłość tkwi w lewym, brakującym przedramieniu zmarłego. Badania mikroradiologiczne wykazały, że człowiek ten stracił łokieć i przedramię długo przed śmiercią. Nie wchodziła w tym przypadku w grę dziedziczna wada, ani uraz powypadkowy. Naukowcy postawili śmiałą tezę: ręka została amputowana. 7000 lat temu prehistoryczny chirurg dokonał skutecznie i bez powikłań amputacji przedramienia swojego pacjenta. Cięcie było precyzyjne, proces gojenia przebiegał bez powikłań. Nie stwierdzono śladów przypalania rany, więc chirurg musiał wykonać dezynfekcję jakąś inną znaną sobie metodą.

Zdaniem autora "Czego uczą nas umarli" Philippe`a Charlier`a ten przypadek dowodzi nie tylko tego, że już w zamierzchłych epokach ludzie potrafili skutecznie się leczyć, ale i wykazywali solidarność z osobami upośledzonymi fizycznie. Młodzi i sprawni pomagali starszym, z wadami rozwojowymi i rannym w dobrze pojętym interesie swojej zbiorowości. Naczelnym celem grupy koczowników było bowiem przetrwanie, a było ono możliwe pod warunkiem zachowania odpowiedniej jej liczebności i inteligentnego kierownictwa. Stąd osobnik posiadający zdolności do prokreacji i jakiekolwiek umiejętności przydatne społeczności był zbyt cenny, aby z niego rezygnować.
Odnaleziono na przykład ludzkie czaszki pozbawione zębów. Należały one do osób starszych, a na podstawie obserwacji stwierdzono, że rany zdążyły się całkowicie zabliźnić, co dowodzi, iż do utraty zębów doszło na długo przed śmiercią. Pozbawieni uzębienia, ludzie ci nie byliby w stanie przeżyć, po określonym czasie umarliby z głodu. Ich przetrwanie można wytłumaczyć tym, że pozostali członkowie wspólnoty przygotowywali dla nich potrawy w postaci kaszek lub papek.
Philippe Charlier

Z tych samych racjonalnych przyczyn opiekowano się rannymi, opatrywano i leczono ich rany oraz karmiono ich, kiedy nie mogli samodzielnie funkcjonować. U odnalezionej w Algierii kobiety z okresu mezolitu (9000 rok p.n.e.) badacze stwierdzili paraliż nóg spowodowany pęknięciem miednicy. Ustalili, że osoba ta żyła jeszcze długo po wypadku, co bez solidarności i pomocy innych ludzi nie byłoby możliwe. Istnieją również dowody na to, że opieką otaczano jednostki z wadami rozwojowymi i genetycznymi. Na trwałość wspólnoty duży wpływ miała obecność osób w podeszłym wieku, które wnosiły do niej wiedzę i doświadczenie. O jej rozwoju nie decydowała rywalizacja jednostek, ale współpraca.
W epoce prehistorycznej życie było rzadkim i cennym darem. Droga do przetrwania wspólnoty wiodła poprzez pomoc najsłabszym – jest to idea w dużej mierze zapomniana w dzisiejszych społeczeństwach, zwanych „nowoczesnymi”. Wówczas – solidarność i liczebność stanowiły siłę.
Oczywiście, w wielu prehistorycznych społecznościach dochodziło do składania ofiar z osób niepełnosprawnych, archeologia nie daje jednak podstaw, aby uznawać takie przypadki za normę. Zwyczaje te bywały różne u różnych ludów i ulegały zmianom. W pierwszych latach XX wieku na terenie Forum Romanum, w centrum Rzymu odnaleziono szkielet dziecka o dziwnej czaszce. Szczegółowe badania wykazały, że szczątki pochodzące z czasów Romulusa i Remusa (IX–VI wiek p.n.e.) należały do dziewczynki z typowymi objawy zespołu Downa. Przerażająca była jej śmierć w wieku, jak oszacowali naukowcy, 9-14 lat. Zginęła od uderzenia toporem w głowę. Została złożona w ofierze jakiemuś bóstwu lub zlikwidowana jako osoba bezproduktywna dla społeczności. Tego nie udało się ustalić z całą pewnością. Choć wiadomo, że miejsce kaźni, bagno pod wzgórzem, na którym mieściła się wioska Roma, w tamtych czasach służyło do odprawiana rytuałów religijnych.

W starożytnych społeczeństwach Grecji i Rzymu panował zwyczaj "pozbywania" się osób z wadami rozwojowymi lub poważnie upośledzonych. Jako wybryk natury miały przynosić nieszczęście, były złowrogim ostrzeżeniem od bogów. Gońców przynoszących złe wieści nikt nie kocha, a starożytni często ich likwidowali...
głowa henryka 4

Później, w Grecji hellenistycznej i w cesarstwie rzymskim to się zmieniło. Postępy wiedzy o anatomii człowieka oraz medycyny sprawiły, że zaczęto bardziej tolerować ludzi ułomnych i próbowano im w miarę możliwości pomagać. W cesarskim Rzymie z czasem doszło do kuriozalnej sytuacji. Osoby o widocznych wadach rozwojowych, zwane "potworami" stały się cennym dobrem. Kto miał "potwora" na własność był kimś. Organizowano nawet „targi potworów”, na których kalectwo i dziwy natury szły jak woda... Ponieważ w najwyższej cenie były najrzadsze ułomności, dochodziło do hodowli "potworów". Krzyżowano je między sobą, aby osiągnąć wyższy stopień kalectwa. A kiedy efekty nie zadowalały hodowcy, nie wahał się oszpecać swojego dobytku operacyjnie. Na przedmieściach Rzymu odnaleziono cmentarz ponad stu niewolników, wśród których były szczątki wielu osób z wadami rozwojowymi. Może to oznaczać, że w pobliskiej rzymskiej willi prowadzono taką hodowlę "potworów".

Książka Philippe Charlier`a dowodzi, że archeologia wsparta przez inne nauki: historię, medycynę sądową, antropologię i etnologię pozwala nam dowiedzieć się więcej o życiu naszych przodków. Lepiej poznać również nas samych. Wydaje się, że niesłychany postęp nauk badawczych może przynieść jeszcze wiele niespodziewanych odkryć i zmienić wiele utartych poglądów na dzieje ludzkości. Autor, nazywany przez media „francuskim doktorem Housem”, "najlepszym detektywem wszech czasów" czy "spowiednikiem umarłych", przedstawia nowe, nieoczekiwane przyczyny śmierci królów: Ryszarda Lwie Serce, Henryka IV i Ludwika XIV , a także Joanny d`Arc i Agnieszki Sorel - faworyty Karola VII. Stawia też tezę o nieudanej próbie samobójczej Robespierre`a krótko przed śmiercią na gilotynie.

agnes sorel
Różnorodne przypadki opisane przez Charlier`a mają jedną wspólną cechę: analizując szczątki kostne metodą typową dla medycyny sądowej odtwarzają stan zdrowia, sposób życia oraz przyczyny śmierci osób sprzed wielu wieków.  Takich zagadek z przeszłości autor książki ze swoim zespołem rozwiązał wiele. Potwierdza swoją pracą poglądy zapomnianego nieco materialisty francuskiego La Mettrie`go, który zachęcał lekarzy i naukowców w XVIII wieku:
Doświadczenie i obserwacje winny być jedynymi naszymi przewodnikami. Jest ich bardzo wiele w kronikach lekarzy, którzy byli zarazem filozofami, nie ma natomiast wcale u filozofów, którzy nie byli lekarzami.
Wniosek jest oczywisty: należy słuchać umarłych i uczyć się od nich. Jednakże badanie szczątków ludzi zmarłych w odległych czasach niesie pewne niebezpieczeństwa. I nie chodzi tylko o ryzyko zakażenia się nieznanymi współczesnej medycynie bakteriami i wirusami. Ważną kwestią poruszoną przez Philippe Charlier`a  jest sposób traktowania ludzkich szczątków przez badaczy. O ile zwłoki ludzi umarłych współcześnie badane są za zgodą rodziny i z pełnym szacunkiem, to szczątki sprzed wieków wielu badaczy uważa za zwykły obiekt archeologiczny, jak antyczny garnek, który nie ma żadnych praw ludzkich. Można opisywać jego wady i ułomności, przypominać złe prowadzenie się za życia, publikować zdjęcia genitaliów, zapominając o dyskrecji i zasadzie, że o zmarłym należy mówić tylko dobrze. Charlier uważa, że należy się tym szczątkom więcej poważania:
Każdemu z tych „pacjentów” winniśmy okazać szacunek – taki, jakiego oczekiwalibyśmy dla naszych zwłok, gdy za kilka stuleci będą badane przez naszych przyszłych kolegów...
Doktor Philippe Charlier, paleopatolog, etyk medycyny i antropolog pracuje jako wykładowca w Ecole Pratique des Hautes Etudes w Paryżu oraz w Szpitalu Raymond Poincaré w Garches. Znaczną popularność zdobył, prowadząc program „Na tropach sacrum” emitowany w Planete+. Ma w swoim dorobku kilkanaście publikacji. Zwykle budziły one wiele kontrowersji, bo przedstawiały zaskakujące odkrycia dotyczące ważnych postaci historycznych. „Czego uczą nas umarli” to książka, która daje w pigułce niezwykłą wiedzę, której nie znajdziemy w żadnym podręczniku historii.
lekcja anatomii rembrandt


Philippe Charlier, „Czego uczą nas umarli. Patolog na tropie zagadek historii”, Wydawnictwo Esprit.

sobota, 31 października 2015

Ta cholerna mgła

Zmarli na nią, między innymi: wielki książę Konstanty, carski marszałek Dybicz, słynny pruski teoretyk wojny von Clausewitz oraz filozof Hegel. Prawdopodobnie na cholerę umarł też nasz wieszcz Adam Mickiewicz.

Do zakażenia cholerą dochodzi najczęściej wskutek spożycia wody skażonej bakterią przecinkowca cholery (Vibrio cholerae). Rzadziej przez skażoną żywność lub przez przedmioty należące do chorego. Bakteria po dostaniu się do przewodu pokarmowego zaczyna wytwarzać enzymy atakujące nabłonek jelita. Efektem jest silna biegunka oraz wymioty prowadzące do szybkiego odwodnienia i wyniszczenia organizmu. Znaczny ubytek wody powoduje zmarszczenie skóry, stłumienie głosu, zapadnięcie oczu oraz wyostrzenie rysów twarzy. Nie leczona cholera powoduje śmierć u ponad połowy chorych w ciągu kilku dni od wystąpienia pierwszych objawów.


Współczesna medycyna skutecznie radzi sobie z tą chorobą. Terapia polega na nawodnieniu organizmu chorego oraz zwalczaniu bakterii antybiotykami. Jednak w czasach, kiedy powstawały pierwsze ogniska cholery nic wiedziano o jej przyczynach, ani leczeniu. Dziś wiemy na przykład, że bakteria wywołująca cholerę jest bardzo wrażliwa na kwas żołądkowy. Małe ilości bakterii cholery zabija on bez trudu. Nie daje jednak rady, gdy wniknie do niego ich zbyt duża ilość i gdy organizm jest osłabiony. Niski poziom higieny, złe warunki mieszkaniowe oraz brak opieki medycznej sprzyjały rozpowszechnianiu się tej choroby.


Pierwsza epidemia cholery wybuchła w 1817 roku w Kalkucie. Z tego handlowego miasta w Indiach kupcy i żeglarze roznieśli ją po całym świecie. W roku 1830 roku cholera dotarła do Rosji, skąd wojska rosyjskie wkraczające do walki z powstańcami listopadowymi przywlekły ją do Polski. Przez kilka miesięcy dziesiątkowała oddziały rosyjskie, nie oszczędziła nawet ich naczelnego wodza, feldmarszałka Iwana Dybicza oraz wielkiego księcia Konstantego Romanowa. Przyniosła oczywiście również ogromne  straty wśród ludności polskiej, szacuje się, że co cholerą zaraził się wtedy co trzydziesty Polak. Ta największa w dziejach Europy epidemia cholery wygasła dopiero w roku 1838.


Następna fala zachorowań wróciła na ziemie polskie w 1851 roku, przyszła prawdopodobnie z Prus. Pierwsze objawy epidemii odnotowano w powiecie sieradzkim we wrześniu. Potem cholera rozszerzyła się na sąsiednie powiaty i w końcu grudnia wydawało się, że wygasła. Jednak już miesiąc później, w styczniu 1852 roku znów pojawiła się w okolicach Sieradza, skąd rozeszła się na całe Królestwo Polskie.


W tym samym roku fala epidemii cholery przeszła również przez okolice Wielunia. Trafiła tam prawdopodobnie z pobliskiej  Praszki, w której wystąpiła wcześniej. Epidemia zdziesiątkowała ludność Wielunia i podwieluńskich wsi. Przy drodze z Wielunia do Bolesławca, w miejscowości Krzyworzeka znajduje się dobrze zachowany cmentarz choleryczny, założony w 1852 roku. Miejsce, w którym spoczywa około 100 mieszkańców wsi, zostało odnowione w 2006 roku. Na skraju cmentarza stanęła niezwykła tablica z napisem o oryginalnym retro wzornictwie i niekonwencjonalnej ortografii. Aż trudno uwierzyć, iż powstała Roku Pańskiego 2006.


W 2014 roku z okazji 750 - lecia powstania wsi i parafii, na cmentarzu odsłonięto głaz z pamiątkową tablicą oraz nową tablicę przypominającą zmarłych w sierpniu i wrześniu 1852 roku 96 mieszkańców Krzyworzeki oraz dzieje cmentarza. Elegancka tablica informuje, że "epidemia, jaka przetoczyła się przez Polskę latem tamtego, 1852 r., wędrowała z południa (za sprawą przemarszu wojsk na tzw. wojnę krymską)." Jak wiadomo z innych źródeł, pomór na ziemi wieluńskiej nie mógł mieć nic wspólnego z wojną krymską, która zaczęła się rok później. Dopiero kolejna epidemia w 1855 mogła być spowodowana przez żołnierzy biorących udział w walkach na południu Europy. Warto przypomnieć, że najprawdopodobniej to cholera szalejąca w Turcji była przyczyną śmierci naszego wieszcza narodowego, Adama Mickiewicza w listopadzie 1855 roku.


Tablica na pamiątkowym kamieniu w Krzyworzece głosi:
CÓŻ ZNACZĄ WOBEC WIECZNOŚCI:
FORTUNA, POTĘGA, SŁAWA I TY WIELKA CHWAŁO?
W powyższych słowach zawarte zostało,
iż wszystko to marność,
smutny nasz los, wszystkim nam zgotowana dola.
I co po nas zostanie?
Pustka, niepamięć i tylko błędna mgła
wstająca rankiem wśród zimnego pola.
Pomników marmury pokruszy czas
i naszych zasług przygasi blask.
W hołdzie na pamiątkę po wsze czasy dla nas i następnych pokoleń, cichym bohaterom najwyższej kategorii, najwierniejszym córom i synom matki ziemi żywicielki, bezkrwawym rycerzom poległym w nierównej walce z okrutnym i straszliwym wrogiem całej ludzkości, epidemią cholery wieku XIX-ego.
Pokój ich duszom. Cześć ich pamięci!


Tylko niepamięć i błędna mgła wśród zimnego pola? Chyba jednak zostało coś więcej...