piątek, 5 stycznia 2018

Torebka z narzeczonego

Dziś nazwalibyśmy to barbarzyństwem i bezczeszczeniem zwłok ludzkich. Ale jeszcze niedawno wykorzystywanie skóry ludzkiej do celów użytkowych nie budziło takich kontrowersji. W roku 1930 ludzkość jeszcze nie była w pełni świadoma, że z przetwórstwa ludzkich ciał mogą żyć całe gałęzie przemysłu. I mało kto mógł przewidywać, że tym przedsiębiorstwom totalitarne państwo będzie dostarczać taniego surowca z krajów okupowanych.
Kiedy kilka lat temu w Warszawie niejaki dr Glover prezentował spreparowane ciała ludzkie w celach, powiedzmy, naukowych, omal nie skończyło się uwięzieniem twórcy i organizatora wystawy. W Paryżu sąd nakazał zamknięcie podobnej ekspozycji.
"Nie wszystek umrę" - napisał starożytny poeta, ale przecież nie każdy ma tyle talentu, aby utrwalić swój ślad na ziemi z pomocą pióra. Wyobraźmy sobie kontrowersyjny, ekskluzywny upominek walentynkowy: torebka z ukochanego. O takich nieco makabrycznych pomysłach na wykorzystanie ludzkiego surowca informował "Kurjer Łódzki" w poniedziałek 10 lutego 1930 roku.



Niechże dorośli wiedzą, że nie tylko skóra ich dzieci nadaje się do garbowania, albowiem nieraz i ich pokrycie cielesne używane było aż do bieżących czasów jako surowiec dla garbarza. Dawniej zdarzało się częściej, że jakiegoś srogiego zbója po uprzednim połamaniu go kołem lub po dokładnem powieszeniu, obciągano jak zająca ze skóry, która następnie poddawano takim samym technicznym zabiegom, jak z pierwszego lepszego cielaka czy konia.
Jak twierdzą bowiem specjaliści skóra ludzka nie ustępuje w swych zaletach innym zwierzęcym skórom, a słynny fachowiec Paweł Kersten, który nie tak dawno jeszcze zajmował się wyprawianiem skóry ludzkiej na oprawy do książek, utrzymywał, że jest ona bardzo trwała i najbardziej zbliżona do świńskiej.

Wystawa ludzkich ciał
Niewielka zresztą ilość tego materjału wyprodukowana przez Kerstena sprzedana została wprost na wagę złota, a jedna z książek oprawna w ten materjał, którą nabyła w r. 1913 żona posła amerykańskiego w Berlinie, posłużyła Kerstenowi do przeprowadzenia małego szantażyku, zresztą w granicach prawnych, na którym ten "oprawca" zarobił spory grosz.
Naogół książek oprawnych w skórę ludzką jest sporo i znajdują się one w rozmaitych publicznych i prywatnych księgarniach. Bibljoteka uniwersytecka w Getyndze ma naprzykład oprawne w ten sposób dzieła Hipokratesa. W Anglji w Ateneum Library znajduje się książka oprawna w powłokę słynnego mordercy Cordeza, a w Malborough House są również jakieś dzieła obciągnięte w skórę zbrodniarza, którego powieszono w r. 1830. Także w niemieckiem mieście Zittau w bibljotece miejskiej jest jakiś foljant objęty skórą pewnego zbrodniarza. Podobnie oprawne książki posiada muzeum miejskie w Paryżu, zaś tłumacz Wirgilego Jacques Derilles polecił jeden z egzemplarzy tłumaczonej przezeń "Georgica" oprawić we własną skórę. Testamentator jego wypełnił skrupulatnie wolę zmarłego przez wycięcie trupowi odpowiedniej ilości skóry.
Książka oprawiona w skórę ludzką

Niezwykły jednak prezent otrzymał w swoim czasie znany francuski astronom i myśliciel Kamil Flammarion. Bawił on przez pewien czas na zamku jakiejś arystokratycznej damy, gorącej wielbicielki jego talentu. W dniu wyjazdu hrabina zjawiła się w głęboko wyciętej sukni i przecudowna karnacja ciała gospodyni wyrwała z ust pisarza okrzyk niekłamanego zachwytu.
Po kilku miesiącach otrzymał Flammarion niezwykłą przesyłkę wraz z listem. List ten pisał doń jakiś lekarz i uwiadamiał, że dołączona do listu skóra, była własnością zmarłej niedawno hrabiny, że pokrywała ona to właśnie, co taki zachwyt wzbudziło w swoim czasie w pisarzu. W końcu lekarz ten zaznaczał, iż ostatnią wolą testatorki było, aby Flammarion oprawił w tę skórę jedno ze swoich dzieł. Woli tej stało się zadość.
W średniowieczu zdarzało się nierzadko, iż zwycięski pojedynkowicz sporządzał sobie ze skóry uśmierconego rywala pochwę do miecza i do dziś dnia pochwę taką oglądać można w monachijskiej "Kunstkamerze", a obok niej pochodzący z jakiejś wojny tureckiej bęben obciągnięty również takim samym materjałem.
Jan Żyżka, fanatyczny przywódca husytów, przeznaczył również skórę swą na obciągnięcie bębna, aby po jego śmierci bojowy jego dźwięk zagrzewał do walki z wrogiem.
Podczas rewolucji francuskiej, która jak wiadomo, dostarczyła wielkich zapasów skóry ludzkiej szczegółniej w najbardziej delikatnym gatunku, pewien szewc w Meudon wyrabiał buty ze skóry zgilotynowanych arystokratów i raport Konwentu z dn. 20 września 1794 r. stwierdza przyznanie temu przedsiębiorstwu subwencji w sumie 45000 franków.
Jeden z wodzów napoleońskich nosił podczas bitew rajtuzy ze skóry ludzkiej jako talizman chroniący od kul nieprzyjacielskich. Również i Filip Orleański "Obywatel Egalite" nosił takie spodnie, dokumentując w ten oryginalny sposób, jak najdalej posuniętą wolnomyślność.
Torebka z imitacji ludzkiej skóry

Amerykańscy i angielscy bibljofile poszukują dzisiaj jeszcze ludzkiej skóry na oprawę książek, przyczem najbardziej cenionym tu materiałem są skóry ras kolorowych, a przedewszystkiem czerwona pochodząca od Indjan. Jakiś więc miljoner amerykański posiada w swym księgozbiorze dwie książki oprawne w skórę Murzynki i Chinki, a pewien adwokat paryski pozostawił w spadku Anakreonta i Deschanela oprawionych również w skórę murzyńską. Ostatnia z tych książek sprzedana została przez spadkobierców w r. 1913 w Paryżu i osiągnięto za nią sumę około 500 franków.
Na ostatniej wszechświatowej wystawie w Paryżu sprzedawano rozmaite drobiazgi wyrabiane rzekomo ze skóry ludzkiej, okazało się jednak później, iż były to falsyfikaty.

Kurjer Łódzki, 10 lutego 1930 r.

Sprawiedliwość wymierzona kopytem

W początkach XX wieku konie na ulicach miasta nie budziły niczyjego zdziwienia Jednak sytuacja, o jakiej informował w styczniu 1912 roku łódzki "Rozwój", zaskoczyła i zbulwersowała przechodniów: 

Samoobrona konia. W dniu wczorajszym przechodnie na ul. Młynarskiej nr 15 byli świadkami ciekawego wypadku. Do dość dużego wozu załadowanego po brzegi węglem, zaprzężony był dość mizernie wyglądający koń, który mimo nieświetnego swego wyglądu, ciągnął ciężar, jak mógł. Gdy jednak jedno z kół wpadło w rów, koń, chociaż wytężał wszystkie siły wozu nie mógł wyciągnąć. Wówczas woźnica począł biedne zwierze w nielitościwy sposób okładać batem. Nie pomogły nawet perswazye i przestrogi przechodniów. Wreszcie koń, zniecierpliwiony widocznie postępowaniem swego pana, tak nieszczęśliwie kopnął go, że zmiażdżył mu kość czołową i nosową, przyczem woźnica doznał wstrząśnienia mózgu. Przybyły lekarz Pogotowia, po opatrunku na miejscu wypadku, wstanie groźnym i nieprzytomnym odwiózł ofiarę "końskiej samoobrony" do szpitala Poznańskich. Nazwisko i adres woźnicy nieznane.


poniedziałek, 1 stycznia 2018

Wystrzałowy Sylwester w Zduńskiej Woli

Przykre musiał mieć wspomnienia z Sylwestra 1929/1930 roku rejent Rokosowski ze Zduńskiej Woli. Kurjer Łodzki 1 stycznia 1930 (środa) donosił (styl i ortografia oryginalne):

Onegdaj wieczorem, o czem obszernie doniosło wczorajsze „Echo” w Zduńskiej Woli, w powiecie łaskim dokonano zuchwałego napadu bandyckiego na kancelarię i mieszkanie rejenta Rokosowskiego, zamieszkującego w najruchliwszym punkcie miasta. Według przeprowadzonego dochodzenia było siedmiu zamaskowanych i uzbrojonych bandytów. Napad miał miejsce o godzinie 5 po południu. Dwóch złoczyńców pilnowało wejścia do lokalu, podczas gdy pięciu innych z rewolwerami gotowemi do strzału w rękach wkroczyło do wnętrza. W mieszkaniu i kancelarji znajdował się rejent Rokosowski z rodziną oraz pracownicy biura w liczbie 11 osób. Bandyci, steroryzowawszy obecnych grozą użycia broni, powiązali wszystkich, poczem przystąpili do rabunku. Przedewszystkiem zrewidowali stoły i biurka, z których zrabowali kilkaset złotych. Z kolei bandyci kazali sobie otworzyć kasę ogniotrwałą, w której przechowywano 2000 złotych w gotówce oraz weksle i papiery wartościowe, wartości kilkudziesięciu tysięcy złotych. Bandyci zadowolili się gotówką, nie naruszając weksli i papierów.

Napad trwał około 2 godzin, przyczem odbywał się tak cicho, że nikt z przechodniów i sąsiadów rejenta nie mógł przypuszczać niczego złego. W ostatniej chwili, gdy bandyci kończyli gospodarkę, rejentowi Rokosowskiemu udało się nieznacznie oswobodzić z więzów i zbiec do sąsiedniego pokoju. Bandyci usiłowali pochwycić rejenta. Ten jednak zamknąwszy drzwi, pochwycił fuzję i oddał dwa strzały. Spłoszeni bandyci rzucili się do ucieczki. Powiadomiony o zuchwałym napadzie naczelnik wojewódzkiego Urzędu śledczego inspektor Nosek zarządził za zbiegłymi bandytami pościg. Około północy na bandytów natknęła się na torze kolejowym Pabianice – Łask. Osaczeni złoczyńcy rozpoczęli strzelaninę, a korzystając z ciemności rozbiegli się. Mimo to jednego z nich udało się zatrzymać. Jest nim niejaki Majer Binem, niewiadomego miejsca zamieszkania.

Dalsze ślady za zbiegami doprowadziły policję pod Konstantynów, gdzie jeden z bandytów wpadł do zagrody wieśniaczej, nakazując wieśniakom pod grozą dwóch rewolwerów zaprzęgać konie. Przeszkodziło temu zjawienie się policji. Bandyta, ostrzeliwując się, zrezygnował wkrótce z obrony i poddał się. Nazwiska drugiego bandyty nie zdołano narazie ustalić, ponieważ odmawia on wszelkich zeznań. Obydwóch złoczyńców, którym odebrano rewolwery oraz sto kilkadziesiąt naboi, przewieziono do więzienia. Wczoraj władzom śledczym nie udało się wpaść na trop dalszych 5 bandytów. Ślady doprowadziły do gminy Rąbień pod Łodzią, gdzie jednak zatarły się. Dalszy pościg, nad którym czuwa osobiście inspektor Nosek, trwa. Wyniki śledztwa trzymane są narazie w ścisłej tajemnicy.

Nieszczęśliwego Nowego Roku!

Powitanie Nowego Roku oraz karnawał to nie tylko czas zabawy i radości. Stare kroniki wypadków pełne są zdarzeń bulwersujących i tragicznych.

2 stycznia 1934 r. Głos Poranny informował [pisownia oryginalna]:

głos poranny
We wsi Gruszczyce pow. kaliskiego, w zagrodzie Stefana Kozłowskiego wydarzył się straszny wypadek. Gdy domownicy przebudzili się w dniu onegdajszym, znaleźli 2-letniego Piotra Kozłowskiego, w kołysce w kałuży krwi. Stwierdzono, że dziecko ma przegryzioną krtań i nie żyje. O wypadku natychmiast powiadomiono policję, która wszczęła dochodzenie, w toku którego ustalono, że sprawcą morderstwa jest kot, który w nocy, gdy wszyscy pogrążeni byli we śnie, wskoczył na kołyskę i zagryzł chłopca. Następnie kot zniknął i poszukiwania za nim nie dały rezultatu.

* * *
W dniu wczorajszym o godz. 9.15 rano pociąg osobowy Nr 556, zdążający z Pabjanic do Łodzi, na przejeździe kolejowym  pod wsią Retkinia najechał na stojącą na torze i przyglądającą się orkiestrze miejscowej straży ogniowej 8-letnią Zofję Gawlik, mieszkankę tej wsi. Koła pociągu zmasakrowały ciało dziewczynki. Zwłoki nieszczęśliwej zabezpieczono na miejscu do czasu zejścia władz sądowo - lekarskich.(p)

* * *
W dniu onegdajszym dom przy ulicy Mianowskiego 33 [w Łodzi] był widownią tragicznego wypadku. W domu tym zamieszkują małżonkowie Ryczkowscy, którzy posiadają trzymiesięczną córeczkę imieniem Helusia. Matka dziecka, Zofja, chcąc je uspokoić, włożyła mu do ust smoczek, sama zaś zajęła się pracą domową. Po pewnym czasie, gdy matka zajrzała do  dziecka, stwierdziła z przerażeniem, że Helena nie żyje. Wezwany lekarz pogotowia  ratunkowego stwierdził śmierć niemowlęcia wskutek uduszenia się smoczkiem (p)

* * *
Nocy Sylwestrowej liczni przechodnie znaleźli w kałuży krwi przy zbiegu ulic Wólczańskiej i Żwirki [w Łodzi] ciało jakiegoś młodego mężczyzny. Niezwłocznie powiadomiono  policję. Przybyły na miejsce lekarz pogotowia stwierdził kilka ran kłutych klatki piersiowej i po udzieleniu pierwszej pomocy przewiózł poszkodowanego do szpitala św. Józefa przy ul. Drewnowskiej. Ofiara jest nieprzytomna. Zdołano jednak stwierdzić, iż nazywa się Stanisław Pudlarz, ma lat 31, adresu jednak jego  nie udało się ustalić, jak również powodu napadu.

sobota, 30 grudnia 2017

Abyś łaskawszy był i sprawiedliwszy...

Nie spełniły się nadzieje Polaków na pokój i wolność w 1917 roku. A przecież miał to być rok radosny dla Polski. Łódzka gazeta „Godzina Polski” witając go dwanaście miesięcy wcześniej już widziała jutrzenkę swobody i cień białego orła nad światem. Niestety, 31 grudnia 1917 roku musiała swoje proroctwa przesunąć o kolejny rok... Jak zwykle górnolotnie i filozoficznie...

* * *

Znów runęła w przepaść czasu zamknięta w ramy kalendarzowego roku epoka... Jak tysiące innych rozpłynie się we mgle wspomnień, zatonie w ogromie wydarzeń światowych, zatrze się w ludzkiej pamięci. Przez wrota nieskończonego Czasu przejdzie rok 1917 w dziedziny wieczności. Ustępuje on miejsca nowemu przybyszowi, co za nieprzeniknioną się kryje kotarą losów, ześrodkowuje w sobie stęskniony wzrok ludzkości, nadzieją niepewną błyskający...(...).

Panta rei - wszystko płynie. Dokądże? Dokądże nas niesie burzliwy potok dziejów? Jakiż cel życia i bytu, gdzie i czy kres jego istnieje? Oto wieczne pytania, nierozwiązalne nigdy, jak cień nam towarzyszące w żmudnej wędrówce życiowej.

Minął jak sen przykry, jak dusząca zmora. Żegnany radośnie, jak był witany nadziejnie, bez wspomnień o nim jasnych, bez żalu za minionemi chwilami. Miasto pokoju upragnionego i ulgi w wielkich cierpieniach, nowe tylko cierpienie pod nogi rzucał. Ogromem nieszczęść przerażał, olśniewał pomysłowością nękania i tak już trapionych. Łuną zapalał niebo, śmiercią obsiewał niwy, a rozpaczą dusze..

Deptał i gnębił, iluzje rozwiewał. Żałobnemi i krwawemi się w księdze dziejów zapisał głoskami, bo nielitosny był i okrutny, bo kłam zadawał lada otusze, bo niszczył ziarno jaśniejszej przyszłości...

Nad świeżą jeszcze jego mogiłką stoim, uśmiechnięci i radośni. Bo już się cud pokoju oznajmił, już jutrzenka zabłysła, co nieomylnie wieści błyski słoneczne, wesela promienie, nadziei i pokoju na ziemi..

Przybywaj z krain nieznanych Roku Nowy, wieniec ci zwycięstwa pokoju na skronie włożymy a tysiączne piersi ci hymny powitania śpiewać będą... Abyś łaskawszy był i sprawiedliwszy i siał płodne ziarno życia!