czwartek, 27 lutego 2014

Na pniu tępej tyranii

Stanął, z toporem,
Rzeźnik, mięśniami sękaty,
Odwalił się oburącz
I zarąbał kwiaty...
* * *

Pierwsze ścięcie odbyło około godziny 6 rano. Jednym uderzeniem siekiery kat Carl Groepler odciął głowę Benity von Falkenhayn. Niespełna 20 minut później to samo uczynił z Renate von Natzmer.

benita-von-falkenhayn
Te nieszczęsne kobiety zostały dwa dni wcześniej uznane za winne zdrady tajemnic wojskowych III Rzeszy i skazane na karę śmierci przez ścięcie. Prośba o ułaskawienie została odrzucona przez Hitlera i obie stracono w poniedziałek, 18 lutego 1935 roku w więzieniu Ploetzensee w Berlinie. Tu na środku placu więziennego stał drewniany kloc, na którym przeprowadzano egzekucje.

Tragedia ta związana była z działalnością agenta polskiego wywiadu, rotmistrza Jerzego Sosnowskiego vel "Ritter von Nałęcz". Od 1927 roku był on akredytowanym oficerem w polskiej ambasadzie. Brał aktywny udział w życiu arystokratycznym i dyplomatycznym niemieckiej stolicy. Podając się za barona, wszędzie wzbudzał podziw dam. Jego wygląd i tytuł otwierały drzwi do najbardziej ścisłych kręgów. Szybko nawiązał bliskie kontakty z Benitą von Falkenhayn (z domu von Zolikofer-Altenklingen). Ze względu na swoje pochodzenie oraz poprzez męża, Benita miała liczne znajomości wśród pracowników Ministerstwa Wojny (Reichswehrministerium) oraz śmietanki towarzyskiej Berlina. Nie miała natomiast dostępu do tajnych informacji, jakich poszukiwał Sosnowski. Wtedy okazało się czego może dokonać zakochana kobieta. Dzięki kontaktom i namowom Benity, do siatki szpiegowskiej pozyskano Irenę von Jena i Renatę von Natzmer – pracownice tajnych komórek w ministerstwie Reichswehry.

Dokumenty dostarczone przez Renate von Natzmer pozwoliły polskiemu wywiadowi poznać szczegóły tajnej współpracy wojskowej pomiędzy Niemcami i ZSRR. Kontakty Sosnowskiego były tak owocne, że w roku 1934 otrzymał 70 z 200 stron niemieckiego planu mobilizacji i wojny z Polską i przesłał je do kraju.

Wywiad polski zaopatrywał berlińskiego agenta w taką ilość pieniędzy, że mógł on prowadzić rozrzutne życie hulaki i playboya. Nie zapominając o celach pracy operacyjnej, organizował dla znajomych i ich przyjaciół wystawne imprezy, które się odbywały w znanych i eleganckich miejscach, jak Hotel Adlon, bieżnia wyścigów konnych w Karlshorst czy luksusowe hotele na francuskiej Riwierze.

Wszystkie współpracownice Sosnowskiego były również stałymi bywalczyniami jego sypialni. I nie tylko one. Wśród licznej rzeszy kochanek rotmistrza-barona znalazły się także żony dygnitarzy oraz funkcjonariuszy cywilnych i wojskowych organów bezpieczeństwa. Dzięki temu informowany był o próbach zweryfikowania jego tożsamości i zagrożeniach dekonspiracją.

jerzy-sosnowski
Powodzenie Sosnowskiego w zdobywaniu tajnych wiadomości dla polskiego wywiadu opierało się głównie na jego związkach miłosnych. I tu znów prawdziwe okazało się powiedzenie "kto mieczem wojuje, od miecza ginie". Upadek tej świetnej kariery spowodowała kolejna romantyczna afera. Tym razem postanowił "baron" usidlić i zwerbować do pracy szpiegowskiej piękną tancerkę i aktorkę o pseudonimie Lea Niako. Była to miłość, która szybko zmieniła się w zazdrość, potem w nienawiść i w końcu doprowadziła do aresztowania Sosnowskiego przez niemiecki kontrwywiad. Maria Kruse czyli Lea Niako odnalazła listy, z których miało wynikać, że Jerzy obiecał małżeństwo innej. Poczuła się zdradzona i pomogła Abwehrze ująć kochanka. Okazało się, że działała na dwa fronty.

Scenę aresztowania siatki szpiegowskiej Sosnowskiego próbował odtworzyć 21 lutego 1935 roku "Głos Poranny" (za "United Press"):
Podejrzane o zdradę stanu, a obecnie stracone kobiety przytrzymane zostały podobno niedawno przez policję śledczą w jednym z najelegantszych lokali Berlina. W pewnej chwili otworzyły się nagle drzwi i wkroczyli nie proszeni goście: "Tajna policja państwowa! Niech nikt nie opuszcza lokalu! Proszę o dokumenty!"
Pewna dama błagała oficera policyjnego, by nie pytał o jej nazwisko, w przeciwnym razie bowiem, jeśli dowie się o tem jej mąż i rodzina, jest stracona. Inna wskoczyła na okno w zamiarze popełnienia samobójstwa. W ostatniej chwili jednak chwycił ją za rękę jeden z policyjnych agentów. Była to właśnie stracona obecnie Benita von Falkenbayn, z domu Zolikofer - Altenklingen.
W tym opisie więcej było dziennikarskiej fantazji niż faktów. Aresztowanie Sosnowskiego i jego wspólników nastąpiło przecież rok wcześniej, w lutym 1934 roku. Witold Kurpis w książce "Berlińska misja" opisał to zdarzenie dokładniej. Akcja policji miała nastąpić podczas przyjęcia w mieszkaniu barona Sosnowskiego, które wydał z okazji udanego debiutu scenicznego swej przyjaciółki Lei. Nie było tam Benity, gdyż odkąd wyszła za barona von Berga, jej stosunki z Jerzym rozluźniły się. Według Kurpisa okoliczności aresztowania były bardzo dramatyczne i intrygujące:
lea-niako
Dochodziła dwudziesta druga. Salon Sosnowskiego zapełniał się gośćmi. On sam, stojąc przy drzwiach, witał uśmiechem damy w wytwornych wieczorowych kreacjach. Na przyjęcie przybyli również pracownicy poselstwa polskiego w Berlinie — dr Dyjas, Gawroński i Perłowski. Sosnowski nie przypuszczał, aby Abwehra w tym dniu zdecydowała się na jakiś stanowczy krok. A później będzie już za późno — kierownik placówki IN-3 postanowił zniknąć z Berlina zaraz po przyjęciu. Nie podejrzewał, że od kilku już godzin piętro wyżej, w mieszkaniu radcy Patschowsky'ego grupa agentów policji oczekuje na rozkazy. Punktualnie o godzinie dwudziestej drugiej piętnaście rozległo się energiczne pukanie do drzwi wejściowych i okrzyk:
— Aufmachen! Kriminalpolizei!
Agenci gestapo z pistoletami w ręku wtargnęli do salonu. Wśród gości zapanował popłoch. Część gestapowców, trzymając lufy pistoletów zwrócone w stronę gości, zaczęła okrążać ich, uniemożliwiając wymknięcie się kogokolwiek z salonu.
Wśród lamentu i przeraźliwych okrzyków kierujący akcją komisarz Kubitzky rzucił ostrym głosem:
— Wszyscy ustawić się przy ścianie! Damy osobno!
Najważniejsze wspólniczki Sosnowskiego: Benita, Renata i Irena aresztowane zostały później, we własnych mieszkaniach. Wszystkich zatrzymanych poddano długotrwałemu śledztwu. Pierwsza załamała się Renata von Natzmer. Przyznała, że była agentką polskiego wywiadu od kilku lat i zdradziła śledczym wiele szczegółów dotyczących współpracy z Benitą i Sosnowskim. Jej zeznania potwierdziła Irena von Jena, a potem również Benita von Falkenhayn.

Śledztwo trwało cały rok, proces sądowy tylko kilka dni. Choć w berlińskim sądzie polski agent całą winę starał się wziąć na siebie, nie udało mu się uchronić dwóch współpracownic przed najwyższą karą. 16 lutego 1935 roku Benitę von Falkenhayn i Renatę von Natzmer skazano na śmierć przez ścięcie toporem, a Jerzego Sosnowskiego i Irenę von Jena na dożywotnie więzienie. Lea Niako, która też znalazła się na ławie oskarżonych, skazana została na osiem lat więzienia, ale zaraz zwolniono ją na rozkaz Hitlera.

Natychmiast po ogłoszeniu wyroku polski ambasador, Józef Lipski udał się do ministra spraw zagranicznych III Rzeszy, von Neuratha z prośbą Sosnowskiego o zgodę na poślubienie Benity. Wtedy automatycznie dostałaby ona polskie obywatelstwo i uratowała życie. Wniosek trafił do Hitlera, ale ten odmówił następująco: "Przestępstwo jej jest tak ciężkie, że nie można pójść na żadne ustępstwa w tym wypadku."

Samego Sosnowskiego uratował immunitet dyplomatyczny. Dwa lata później wymieniono go na siedmiu niemieckich agentów złapanych przez polski kontrwywiad. W kraju nie skończyły się jego problemy. Wskutek niemieckiej prowokacji polskie służby doszły do wniosku, że był podwójnym agentem i pracował również dla III Rzeszy. 7 czerwca 1939 roku skazano go za zdradę na 15 lat więzienia.

Wracając do tragicznego ranka, 18 lutego 1935 roku. Istnieją relacje dotyczące zachowania się skazanych kobiet oraz przebiegu egzekucji. Na ile są wiarygodne, trudno dziś ocenić. Nie wypada jednak nie przytoczyć ich przy tej okazji. Wspomniany wcześniej Witold Kurpis tak przedstawił ostatnie godziny frau von Falkenhayn-Berg:
Przez całą noc poprzedzającą egzekucję Benita pisała spowiedź ze swego życia. Prosiła o przekazanie jej — wraz z innymi pamiątkami — Sosnowskiemu. Śmiało podeszła do pnia katowskiego, a nawet zażądała... pomadki do ust. Według nie sprawdzonych wersji miała powiedzieć: "Umieram za moją przybraną ojczyznę". Krótki błysk katowskiego topora, najbardziej hańbiącego narzędzia śmierci, i głowa jej potoczyła się po więziennym dziedzińcu.

Zachowały się też wspomnienia o ostatnich godzinach życia Renaty von Natzmer. Podobno wieczorem poprosiła o wino. Okrutny los zadrwił sobie z niej: jedyna butelka, jaką znaleziono w więzieniu Ploetzensee należała do kata. Renata więc, nie wiedząc o tym, wypiła ostatni kieliszek w swym 37-letnim życiu na koszt swego oprawcy...

Z różnych źródeł wiadomo, że wykonawcą obu wyroków był niejaki Carl Groebler z Magdeburga, który dorabiał sobie, jako kat do skromnych zarobków właściciela pralni. Od jednej ściętej głowy wypłacano mu pięćdziesiąt marek, zaś po 20 marek jego pomocnikom. Po egzekucji ciała obu kobiet spalono w krematorium. Urna z prochami Benity spoczywa na cmentarzu przy Kaiser Wilhelm Gedachtniskirche, a Renaty von Natzmer w Wilmersdorf, jednej z dzielnic Berlina.

Prasa ówczesna informowała o egzekucji bardzo skrótowo. Władze niemieckie nie udzielały  informacji o jej szczegółach. Wiadomość o wyroku została podana publicznie na ogromnych czerwonych plakatach już po jego wykonaniu.

Barbarzyńska egzekucja dokonana na dwóch kobietach była czytelnym sygnałem, że reżim hitlerowski, aby osiągnąć swoje cele, nie cofnie się przed żadnym okrucieństwem. Sygnał ten świat zlekceważył. Najostrzejszy sprzeciw wobec tak wykonywanej sprawiedliwości zgłosiła polska poetka...

***

Wyrok wydali Niemcy,
W mętny dzień zimowy,
Na pniu tępej tyranii
Sami tracąc głowy...

Źródła:
Miłość, szpiegostwo, a na końcu siekiera, na: coldwarhistory.us
http://jerzysosnowski.info
Witold Kurpis "Berlińska misja"
Wykorzystano fragmenty wiersza "Enthauptet!" Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej oraz makabryczne rysunki nieznanego autora.

3 komentarze:

  1. Jak zawsze z ciekawością przeczytałam Pana artykuł. Pozdrawiam serdecznie Maria Sikora

    OdpowiedzUsuń
  2. Modny sposób by kogoś zabić, ale na dzisiejsze czasy jakiś nie taki :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Napisał Pan, że "Barbarzyńska egzekucja dokonana na dwóch kobietach była czytelnym sygnałem, że reżim hitlerowski, aby osiągnąć swoje cele, nie cofnie się przed żadnym okrucieństwem. Sygnał ten świat zlekceważył."
    Najbardziej żal, że Polacy nie wyciągnęli stosownych wniosków i nie poczynili skutecznych kroków aby nie stać się w przyszłości pierwszą ofiarą chorych ambicji Hitlera.

    OdpowiedzUsuń